Powrócimy

latowianki latowianki

toż to nowe już początki

przestać mi tu goło biegać

czas założyć wam jesionki

  

marność wisi nad marnością

barwne liście tam się wiercą

a ogonki naderwane

łabędziową skrzypią pieśnią

 

malarz krótko dzionkowaty

moczy pędzel w blasku złotym

i maluje nim przyrodę

gdzie są deszcze tam przeoczy

  

powiedz listku ty mnie kochasz

czy mój kolor radość sprawia

tak najdroższa oczywiście

lecz niestety muszę spadać

   

spadnę z tobą przytulona

skórka wiotka żyłki smutne

co ty mówisz tyś jest piękna

uśmiech zdobi twą szypułkę

  

no bo wiesz tak sobie myślę

tyle nas na tych gałązkach

pozwól zdanie twe dokończę

czas przychodzi ktoś nas strąca

   

spójrz ty jednak wokół siebie

jeszcze słońce świeci deczko

chociaż właśnie w dół lecimy

to odrodzi się znów piękno

  

właśnie sobie przypomniałam

tej przyrody myśli złote

obiecała że wrócimy

zakwitniemy znów powrotem

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania