***[moje miasto...]
moje miasto
zadbany rynek
a dalej slumsy
tam nawet wiersze - wszystko oszczane
śmierdzi gorzałą i tanim tytoniem
ciałem kobiety którą każdy już miał
moje miasto
trzy ulice na krzyż
biel śniegu
który szybko przesiąka
plwociną puszczoną pod nogi
niczym stek bluzgów
jakby świeżo zdrapanych ze ścian i bram
przystankowych wiat
gdzie każdy jest podróżnikiem w czasie
a czas jak to czas
lubi okręcić się wokół drzewa
zapętlić drogi wokół drżących szyn
spaść z nieba
nie do końca lotnym ptakiem
na ten sam brud
z którego kiedyś wyszedł
Komentarze (3)
"niczym stek bluzgów
jakby świeżo zdrapanych ze ścian i bram" - świetne! Całość fajna (choć nie wiem, czy "fajna" to odpowiednie słowo). Daję pięć i spadam. :D
miasto takie, a nie inne, a jednak "moje" i tego "moje" nie idzie się pozbyć. Rynek zadbany, a czasem to nawet ten rynek, reprezentatywny bądź co bądź, nie wygląda dużo lepiej niż te "slumsy". I jeszcze te zapętlenie na koniec - jakby błędny krok, ale tak już chyba jest, tak chyba już działa świat
Brutalne ale celne. Metafory z najgórniejszej półki: "oszczane wiersze" , "biel śniegu który przesiąka plwociną puszczoną pod nogi niczym stek bluzgów" Jesteś w znakomitej formie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania