02:24

Błędnie łudziłam się, że w tym wszystkim chodzi o brak kartki papieru. W zasadzie najlepiej kilku i to koniecznie w grubej, skórzanej oprawie. Bo inaczej myśli nie są ładne, tylko są. Takie zapisane gdzieś indziej to tylko chaos, który nie może należeć do mnie. Należy do niej, tej drugiej. Takiej której w ogóle powinno nie być. Takiej która nie jest szczęśliwa z decyzji, które podjęła. Dokładnie tej która zabrnęła w kłamstwo tak głęboko, że o wyjściu nie może nawet pomarzyć. Nie może pozwolić sobie na świat wewnętrzny, bo jakby ktoś nie daj boże się tam przez przypadek dostał chyba by oszalał. Co więcej, wcale jej się nie dziwię bo cały ten świat powstał z szaleństwa. Zbudowały go lata poczucia winy, żalu i frustracji, które co trzeba przyznać, zbudowały całkiem trwały fundament. Taki solidny, że wszystko na nim mogło wyrosnąć – od ognistego gniewu po same szczytu bólu, który regularnie podlewany, zaczął rosnąć tak szybko, że granice wnętrza zaczęły się zacierać. Sukcesywnie, z biegiem lat to co w środku przestało się mieścić, postanowiło owijać się wokół tego co na zewnątrz. Paradoksalnie, dopiero tu pojawił się problem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Narrator 3 miesiące temu
    Piękny debiut. Burza myśli. Jak emocje opadną, może z tego coś wyrośnie.

    „Zbudowały go lata poczucia winy, żalu i frustracji, które co trzeba przyznać, zbudowały całkiem trwały fundament.”
    Zmieniłbym na:
    „Zbudowany życiem w poczuciu winy, żalu i frustracji, które trzeba przyznać, utworzyły całkiem trwały fundament.”

    Zastąpiłbym też ogólniki typu:
    „że w tym wszystkim”
    tym co masz konkretnie na myśli (piękno jest w detalu, bo detal szybko można ogarnąć wzrokiem).

    Moim zdaniem zbyt często kierujesz się brzmieniem, melodyką słów, aniżeli ich znaczeniem. Dlatego takiemu niewyrobionemu czytelnikowi jak ja, trudno zrozumieć co zamierzasz powiedzieć.
  • Bajkopisarz 3 miesiące temu
    Wyjść z siebie i stanąć obok. Co prawda to stwierdzenie dotyczy jakiegoś większego rozwścieczenia, gdy już nie panujemy nad sobą. Niemniej w tym przypadku może być trochę podobnie. Narastająca ilość frustracji, bólu, rozczarowania i kłamstwa sprawiła, że jedynym sposobem jest wyjść z siebie i zacząć wszystko od początku pod nową postacią, bez obciążenia poprzednią tożsamością. Proste rozwiązanie, ale nie takie łatwe do przeprowadzenia, bo długo hodowane macki starego ja oplatają ciasno to nowe, próbujące uciec i nie puszczą. Te macki potocznie zwie się sentymentami albo odpowiedzialnością. Koniec końców problem będzie nabrzmiewał i albo przyjdzie ktoś, kto mozolnie, cierpliwie pomoże go rozwiązać, albo przyjdzie ktoś, i jednym cięciem miecza rozwiąże węzeł gordyjski. To nie jest tak, że nie można rozwiązać problemu. Zawsze można, tylko nie zawsze właściwym sposobem. Sami sobie stawiamy mury na prostej drodze i mamy pretensje do całego świata. Jak się chce to można, czasem trzeba się uprzeć, a czasem odpuścić i podejść problem od drugiej strony zaskakując go od tyłu. Więc nie ma pecha, tylko szczęścia czasem brak :-)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania