1. Pośród cieni
Podejmowanie decyzji pod wpływem emocjonalnego szoku nie zawsze jest dobre. A już z pewnością nie wtedy, gdy nadwrażliwa osobowość upycha każde najmniejsze słówko bezpośrednio w sercu. Sara zdała sobie sprawę, że gdyby zapłakana nie zadzwoniła od razu do przyjaciółki, ta nie powiadomiłaby kolejnych dwóch i nie zmuszałaby się teraz do siedzenia w tym jazgotliwym pubie. Zamiast tego zapewne zamknęłaby się w swoim pokoju słuchając smutnego rocka, a poduszka, wygodne łóżeczko i chusteczki stałyby się kompanami dziewczyny na najbliższych kilka dni. No i oczywiście herbata. Herbata była lekiem na wszystko w jej życiu.
Po głębszym przemyśleniu ta alternatywna i dość komfortowa opcja spodobała się Sarze o wiele bardziej, ale było już za późno. Tuż po wyjściu od swojego, byłego już chłopaka zadzwoniła do Anastazji, ta zaproponowała utopienie smutków i zaraz po tym morderstwo na co Sara pochopnie przystanęła, a dopiero później przemyślała w miarę na chłodno. I w ten oto sposób wszystkie cztery, wraz z Klaudią i Jagodą kończyły właśnie, któregoś już drinka z kolei.
– Od początku mówiłam, że mi się nie podobał! – żachnęła się podpita Klaudia.
Sara przewróciła oczami.
– Oszczędź sobie języka… – mruknęła. – Podobne teksty usłyszę od mojej matki, jak wrócę do domu.
Przez chwilę Sara obracała w palcach trójkątny kieliszek z resztką swojego różowego kosmopolitana jakby nad czymś głęboko myślała, po czym po prostu przyłożyła go do ust i wychyliła jednym tchem. Odstawiła szkło na drewniany blat i leniwe odbijała między dłońmi. Żywiła głęboką nadzieję, że to słynne topienie smutków pomoże. Upije się, wróci do domu i zaśnie. Tak. Brzmiało to jak plan idealny, który miał jedną, tycią wadę. Półanioły potrzebowały zdecydowanie więcej alkoholu niż przeciętny człowiek, aby się upić, za to portfel niestety nie generował proporcjonalnie większej ilości gotówki.
– Chcesz zostać u mnie na noc? – spytała ostrożnie Jagoda. Popatrzyła na przyjaciółkę wielkimi, szarymi oczyma, które biły nieznośnym współczuciem.
Sara spojrzała na nią bez wyrazu milcząc dłuższą chwilę.
– Nie. – Pokręciła głową. – Wrócę do domu i… – Wzruszyła ramionami. Wiedziała jedynie, że chce wrócić do domu i tam zostać. Westchnęła. – Jeszcze po jednym? – zapytała z wymuszonym uśmiechem.
Wszystkie dziewczyny przytaknęły.
Sara wstała ze skórzanej kanapy i odeszła kilka kroków od przyjaciółek rozglądając się po roztańczonym tłumie w poszukiwaniu jakiejś kelnerki. Kolorowe światełka, które migocząc co chwila rozświetlały zaciemniony lokal i dym unoszący się w powietrzu nie ułatwiały jej zadania.
– Chyba będzie szybciej jak same zamówimy! – stwierdziła donośnie usiłując przebić swój głos poprzez dyskotekowy hałas.
Lubiła i głośną, i zwłaszcza ostrą muzykę, ale rezonowanie basów z ogromniastych głośników przyprawiało Sarę o bolesne dudnienie w piersi. A w domu miałaby ciszę i spokój. Przez chwilę zastanawiała się jak szybko przyjaciółki zorientowałyby się, że zniknęła? Może zdążyłaby na jakiś nocny autobus?
– Daj kartkę! – Anastazja wyciągnęła szczupłą dłoń wierzchem do dołu. Jej smukłe palce zakończone były długimi i bordowymi paznokciami co podkreślało delikatność i kobiecość. – Chyba, że spamiętasz całe zamówienie? – Spojrzała na Sarę bez przekonania.
Dziewczyna usiadła z powrotem. Wygrzebała ze swojego małego, skórzanego plecaka notes z długopisem i wyrwała z niego kartkę. Przyjaciółki spisały na niej swoje zamówienia i oddały listę Sarze.
Nastolatka przecisnęła się przez parkiet między wykrzywionymi w dziwacznych pozach ludźmi i podeszła w końcu do lady. Rozumiała, że nie każdy miał talent do tańca, ale na Boga! Niektóre osoby wyglądały jakby potrzebowały doświadczonego fizjoterapeuty.
Sara nachyliła się przez wysoką ladę do barmana i podała mu złożoną na pół karteczkę, której nie przyjął od razu. Już otworzyła usta, aby wyjaśnić, że to lista drinków, ale mężczyzna nastroszony jak paw uśmiechnął się pysznie i odezwał jako pierwszy.
– Schlebiasz mi, ale mam żonę!
– Och! Gratuluję! – zaćwierkała słodko nie szczędząc cynizmu. – A ze mną przed chwilą zerwał chłopak i ja, i przyjaciółki chciałybyśmy drinka. – Pomachała karteczką, poważniejąc.
Barman w jednej sekundzie poczerwieniał na twarzy i przyjął listę z zamówieniem.
– A, czy jest osiemnaście lat? – Zerknął szybko na klientkę wciąż speszony.
Zapewne pomyślał, że kolejna grupa dzieciaków chciała skorzystać z gorączki piątkowego wieczoru.
Sara wyjęła z przedniej kieszeni jeansów dowód osobisty, który już wcześniej pokazywała kelnerce i podała go mężczyźnie. Barman wziął dokument i uważnie przeczytał datę urodzenia klientki. Z lekkim zdziwieniem oddał plastik wyglądającej na z pewnością mniej niż osiemnaście lat, dziewiętnastolatce, ale niczego nie skomentował.
– Zaczekam, jeśli mogę.
Mężczyzna skinął jej głową i wrócił do przerwanego wcześniej zajęcia o mało co nie przewracając łokciem shakera pełnego kostek lodu i drogiego alkoholu.
Dziewczyna oparła się o ladę i rozejrzała po podświetlanych półkach z przeróżnymi, egzotycznymi trunkami. Wystrój utrzymany był na pozory elegancko-ekstrawaganckiego lokalu. Osadzoną na pierwszym planie czerń i biel dopełniały złote wstawki. W rzeczywistości jednak to klienci określali poziom danego miejsca, a ci tutaj zdecydowanie do niego nie pasowali.
Starała się odpędzić myśli od Dominika, przez którego nawet, jeśli chciała, to nie miała już czym płakać. Serce Sary jednak uparcie rozpamiętywało scenę sprzed kilku godzin torturując jej nastoletni umysł.
Kiedy przyjechała do Dominika, o co sam poprosił, chłopak ledwie po przekroczeniu progu swojego pokoju rozstał się z Sarą. Stwierdził prosto z mostu, że chce skończyć ich związek. Wyjaśnił, że dziewczyna jest zbyt nieprzystępna i nieśmiała, użył nawet określenia sztywna. Dodał, że próbował coś poczuć, ale dni mijały, a on miał wrażenie, że stoi w miejscu, że to początkowe zauroczenie Sarą szybko przemieniło się w codzienną rutynę rozmów telefonicznych i smsów.
Zdumiona nastolatka zadała mu jedno proste pytanie: prawie pięć miesięcy zajęło ci uświadomienie sobie, że nic do mnie czujesz? Ale chłopak nie zaszczycił Sary żadną odpowiedzią ani spojrzeniem. Zamiast tego pozwolił jej zapłakanej wyjść nie odprowadzając nawet do drzwi.
Sara zacisnęła powieki i potrząsnęła głową chcąc wyrzucić z głowy śmiecia, który po prostu się nią zabawił. Była przekonana, że grał, ile mógł, chcąc spędzić noc z dziewicą, dopóki nie znużyło go to wyczekiwanie.
– Nic do mnie nie czuł, a i tak chciał się ze mną przespać – prychnęła pod nosem. – Całe szczęście, że byłam nieprzystępna… – dodała ironicznie przewracając oczami.
Na całe szczęście wszechobecna wrzawa zagłuszyła jej monolog. Żaden z klientów zasiadających na stołkach barowych obok nie obrzucił dziewczyny zdziwionym spojrzeniem usłyszawszy jednoosobową pogawędkę. Chociaż z drugiej strony, większość z nich była już w stanie błogosławionym i zapewne nikogo by to nie zdziwiło.
Sara odwróciła się plecami do baru i oparła łokcie o krawędź przeszklonego kontuaru. Śledziła wzrokiem sylwetki poszczególnych ludzi. Chciała już czymkolwiek zająć myśli, byleby tylko wypędzić z nich Dominika.
Patrząc na tańczący tłum zaczęła się zastanawiać czy pośród tylu Nieświatłych przebywali również jacyś Refaim bądź Damnaci. Każda okazja była dobra, aby poćwiczyć anielskie umiejętności. Musiała tylko się skupić i oczyścić umysł, tak jak uczyli ją bracia.
Nastolatka dyskretnie uniosła dłonie wnętrzem do góry. Odetchnęła powoli, wyciszając się. Przymknęła oczy. Skupiła w dłoniach swoją energię, czuła wręcz pulsowanie między palcami i posłała ją wokół siebie, by ta musnęła aury otaczających ją osób.
Nieświatli, zwykli śmiertelnicy niemający pojęcia o Sakralnym Świecie, nie wyróżniali się niczym szczególnym. Ich aura była słaba, ledwie wyczuwalna. Refaim zaś, do których sama się zaliczała emanowali delikatną, ciepłą energią, która koiła. Z kolei Damnaci, upadłe anioły, roztaczali wokół siebie niemal namacalną ciężkość w powietrzu i przenikliwy chłód.
Sara wędrowała wewnętrznym spojrzeniem od postaci do postaci, starając się kierować pasmami energii, ale nie potrafiła utrzymać mocy w ryzach. Pod powiekami widziała jedynie niewyraźne zarysy; tłum bladych, bezkształtnych smug. Nie podtrzymała skupienia wystarczająco długo, by móc cokolwiek wyczuć.
Westchnęła poirytowana i spuściła głowę. Kasztanowe pasma o intensywnie rudych końcach włosów opadły jak kurtyna po obu stronach jej twarzy.
Kogo oszukiwała? Nie była prawdziwym Refaim i nigdy nim nie zostanie. Od trzynastego roku życia była Wykluczoną, kimś, kto dobrowolnie, a w jej przypadku pod przymusem matki, wypisał się z Sakralnego Świata. Nie pobierała nauk w Katedrze, szkole dla półaniołów, gdzie kształcono ich moce i umiejętności bojowe, ani nie walczyła w ochronie świata. Po prostu żyła sobie z dnia na dzień życiem Nieświatłej, patrząc jak bracia kształcą się w swojej profesji, podczas gdy ona sama stała w miejscu.
A wszystko przez to, że kiedy się urodziła, zaatakowali ich Damnaci. Zabili ojca, który starał się obronić rodzinę, a ją samą, nie wiedzieć czemu chcieli uprowadzić. Po wielu kłótniach z matką przestała w końcu nalegać na zmianę jej decyzji, której nie rozumiała i po prostu zaakceptowała swoje nieświatłe życie. Upadli nie pojawili się nigdy więcej, ani razu, ale mimo to matka nie chciała dopuścić córki do życia w Sakralnym Świecie. Kobieta zarządziła przeprowadzkę do innego miasta, zmianę nazwiska, a kilka lat później zadecydowała również o Wykluczeniu i siebie, i córki. Zadbała dosłownie o każdy szczegół, a mimo to jej decyzjami po dziś dzień kierowały strach i paranoja.
Sara chcąc odwrócić się z powrotem do baru, omiotła wzrokiem drugą stronę lokalu. Kątem oka zauważyła kogoś, kto przykuł jej uwagę. Momentalnie się spięła. Wychyliła głowę ponad skaczące jak na sprężynach czupryny tańczących ludzi, by przyjrzeć się chłopakowi. Mimo że z odległości widziała jedynie jego długie i ciemne, kręcone włosy oraz kawałek koszulki z komiksowym motywem Jokera to i tak wiedziała, kto tam siedział.
– Tristan – wymsknęło się jej, a serce zabiło szybciej.
Skoro on tutaj był, to i mój starszy braciszek pewnie też tu jest, pomyślała zezłoszczona. Jak się okazało, miała rację. Przyjrzała się uważniej towarzystwu Tristana i dostrzegła go. Siedział obok bruneta śmiejąc się w najlepsze. Miała nadzieję, że tylko imprezowali przed końcowym egzaminem, na temat którego Maks wylewał żale, a nie pilnowali jej, do czego nawykł.
Patrząc na grupkę Refaim zaczęła ogarniać ją dziwaczna tęsknota za czymś czego nigdy nie doświadczyła i raczej nie doświadczy już nigdy.
Oni, anielscy żołnierze, którzy żyli, by chronić wszystkie istniejące światy, przeganiać demony oraz Damnatów i ona, niemogąca być częścią świata, w którym się urodziła. Odwróciła wzrok i spojrzała na swoje niczego nieświadome przyjaciółki.
Klaudia i Jagoda dyskutowały o czymś żywiołowo, a Anastazja oparta o rękę ze znudzeniem przysłuchiwała się im. Sara uniosła kąciki ust w imitacji uśmiechu i mimowolnie znów spojrzała na Refaim.
Stojąc, gdzieś pomiędzy nimi, a swoimi przyjaciółkami, czuła się rozdarta między dwoma światami bardziej niż na co dzień. Poczuła dziwny ucisk na sercu widząc bawiących się w najlepsze ludzi, z którymi mogłaby teraz spędzać czas. Gdyby tylko los potoczył się nieco inaczej.
– I gotowe.
Barman wyrwał ją z zamyślenia, kładąc ostatniego drinka na tacy.
– Dziękuję – odparła sztywno.
Zapłaciła, przykładając telefon do terminala i odeszła w stronę przyjaciółek, uważnie trzymając ciężką tacę.
Naprawdę zaczynała żałować, że Akt Wykluczenia nie odebrał jej anielskich mocy, bo gdyby tak było, siedziałaby już nieźle wypita mając w głębokim poważaniu cały świat. Swojego byłego, Refaim, własne, dziwne życie i wszystko inne.
Sara postawiła trzykolorowe drinki w wysokich szklankach dla Jagody i Anastazji a dla Klaudii cztery literatki niebieskiego kamikaze. Sobie samej zamówiła bursztynowe Long Island, mając nadzieję, że alkoholowa mieszanka zdoła ją choć trochę zamroczyć i sprawi, że po powrocie do domu od razu zaśnie.
– Mam nadzieję, że wyjdę z tego żywa... – Jagoda ciężko odetchnęła, kiedy Sara postawiła przed nią pokaźnego drinka.
Dziewczyna nie przywykła do picia alkoholu, a z pewnością nie do kilku drinków jednego wieczoru.
– Oj, nic się nie bój, najwyżej się dobrze zabawisz. – Klaudia posłała jej ironicznego całuska. – Aż tyle nie wypiłaś, żeby zaliczyć zgon. Jeszcze cała noc przed nami! – oznajmiła rozemocjonowana.
– Boże, z kim ja się zadaję? – Jagoda wzniosła oczy do nieba.
– Też cię kocham. – Puściła jej oczko. – Poza tym trzeba w końcu rozhulać tę grzeczniutką dziewczynkę. – Wychyliła się przez stolik i poczochrała Jagodę po jasnych włosach tworząc tym samym ptasie gniazdo na jej głowie.
Sara po raz pierwszy tego wieczoru zaśmiała się, co Anastazja przyjęła z entuzjazmem. Objęła przyjaciółkę ramieniem i uścisnęła lekko.
– Jestem grzeczniutka i dobrze mi z tym – odparowała Jagoda, usiłując doprowadzić fryzurę do ładu.
– Bo nie zaznałaś nigdy smaku dobrej zabawy – stwierdziła współczująco Klaudia. – Nie skosztowałaś tego pysznego, słodkiego, soczystego owocu grzechu... – Lubieżnie oblizała swoje czerwone usta.
– Ha, ha, ha – sarknęła – wystarczy, że ty je zajadasz za nas wszystkie. Smacznego! – zaakcentowała gniewnie.
Przez niski wzrost i lekko pucołowate policzki, Jagoda wyglądała jak naburmuszony krasnal.
– Rozluźniłaś się trochę? – spytała Anastazja podczas gdy Klaudia i Jagoda dalej się przekomarzały.
Sara skinęła głową bez słowa.
– Pomyśl o nim jak o naleśniku – zaproponowała pogodnie. – W większości przypadków pierwszy idzie zawsze do śmieci.
Sara spojrzała na Anastazję, a po chwili zaniosła się szczerym, głębokim śmiechem.
Spotkanie przyjaciółek trwało jeszcze jakieś dwie godziny dobrej zabawy, która w dużej mierze polegała na wymyślaniu coraz to bardziej kreatywnych przezwisk dla Dominika.
Sara starała się nie spoglądać na grupkę Refaim, ale było to dużo silniejsze od niej. Zerkała co jakiś czas na półaniołów mając nieodparte poczucie wyobcowania, jakby była jakimś odludkiem, który nie mógł wpasować się w ani jedną, ani drugą grupę.
Uniosła szklankę do ust, popijając kolejnego drinka. Przestała już zliczać ich ilość, żałując jedynie, że alkohol ledwie na nią podziałał. Klaudia natomiast bawiła się już w najlepsze.
W pewnym momencie Sara dostrzegła za przeszkloną ścianą palącego Maksa w towarzystwie Tristana. Wbiła plecy w oparcie skórzanej kanapy, aż bordowe obicie zatrzeszczało chowając się za Anastazją, ale nie sprawiło to, że stała się niewidzialna. A szkoda. Usłyszawszy pukanie w szybę wychyliła głowę zza ramienia przyjaciółki i popatrzyła żachnięta na brata. Przywoływał ją gestem dłoni.
Śmiechy przy stoliku ustały, a Sara poczuła na sobie wzrok przyjaciółek.
Dziewczyna westchnęła i porwała czarny płaszcz z oparcia kanapy musząc skonfrontować się z nadopiekuńczym bratem. Rzuciła na odchodne, że zaraz wróci. I wyszła.
Stając na progu lokalu, omiotła wzrokiem sylwetki ludzi, aby odnaleźć brata. Nim jednak zdążyła podejść do niego, zaczepił ją jakiś pijany jegomość.
– Spieprzaj – odburknęła nie zaszczycając mężczyzny spojrzeniem.
Usiłowała go wyminąć.
– Lubisz na ostro, w porządku – zaśmiał się wyniośle, zacierając ręce.
Był tak pijany, że ledwie trzymał się na nogach. Wyciągnął rękę i złapał dziewczynę za talię, bełkocząc coś o tańcach.
– Czy ty chcesz, kurwa zęby zgubić?!
Sara usłyszała pełen wściekłości głos Tristana nim zdążyła zareagować na umizgi pijaka. Obejrzała się na niego zdumiona. Obaj z Maksem podeszli do niej.
– O, panna z ochroniarzami. – Pijak wystawił ręce w poddańczym geście.
– Jak widać – odezwał się nad wyraz mrocznym głosem brat Sary. – Więc radzę zrobić tył zwrot i zabrać łapy od mojej siostry zanim ci je połamię – ostrzegł chłodno.
Mężczyzna, mrucząc coś pod nosem wycofał się chwiejnym krokiem i poszedł przed siebie w głąb Deptaku, słusznie określanym przez miejscowych Doliną Nietrzeźwości.
– Tak, wiem, która jest godzina, tak trochę wypiłam, tak mama wie, że siedzę z dziewczynami – wytłumaczyła się bojowo nastawiona Sara nim Maks zdążył o cokolwiek zapytać.
– A wie, do której masz zamiar balować? – Uniósł brew.
Zrzucił niedopałek na ziemię i zdeptał go.
– Nie ma pojęcia, bo ja sama nie mam pojęcia. – Założyła ręce na piersi i uśmiechnęła się cynicznie.
Tristan stał z boku i najwyraźniej nie zamierzał wtrącać się w kłótnie rodzeństwa.
– Ty tą naszą biedną mamę do zawału, kiedyś doprowadzisz – westchnął Maks. Był wściekły i zatroskany jednocześnie. – Wracam zaraz do domu – oznajmił spoglądając znacząco na siostrę.
– Dobrze. – Skinęła głową.
Jeśli myślał, że Sara się ugnie, był w wielkim błędzie.
– Dobrze, wracam z tobą, braciszku – poprawił ją. – Wydaje mi się, że to chciałaś powiedzieć. – Puścił ironicznie oczko do siostry.
– Nie sądzę – odpowiedziała butnie.
– Mogę was odwieźć, tylko skoczę do toalety – zaoferował się Tristan i pośpiesznie wszedł do środka.
– Nieprzypadkowo opijacie egzamin w tym samym lokalu, co? – zapytała Sara, kiedy chłopak zniknął w głębi pubu.
Spojrzała na brata.
– Oczywiście, że nie. – Szatyn założył ręce na piersi. – Czasami zachowujesz się naprawdę rozsądnie, a czasami jak głupia małolata, która ma wszystko głęboko, gdzieś – powiedział z wyrzutem. – Ile ja cię mogę pilnować, co? Kiedy ty zaczniesz na siebie uważać, młoda?
– Jak przestaniesz do mnie tak mówić – żachnęła się. – Po za tym może ci się wydawać, że jestem nierozsądna braciszku, ale naprawdę staram się uważać. Nie chcę żyć wiecznie pod kloszem... – Zrobiła naburmuszoną minę. – Pogodziłam się z tym, że nigdy nie będę żyć swoim prawdziwym życiem. Szczerze wątpię, że kiedykolwiek uda się odkryć, dlaczego Damnat chciał mnie uprowadzić. – Chyba pierwszy raz wyznała to komukolwiek, ale czując się lżej postanowiła kontynuować. Albo w końcu procenty zaczęły przez nią przemawiać. – Chcę korzystać z życia Nieświatłej! Chcę cieszyć się życiem, a nie chować się przed nim…
– Młoda. – Głos Maksa zmiękł. – Wiem, doskonale wiem o czym mówisz. My też lubimy się wyszaleć, to cecha każdego człowieka, każdego małolata, ale ty nie jesteś zwyczajną małolatą, pamiętaj o tym. – Dźgnął siostrę palcem w bark. – Co, gdyby ten typ, który cię zaczepił, był Potępionym? A wyłapałem co najmniej czterech w tym lokalu. – Sarę kusiło zapytać, jakim cudem, ale powstrzymała się, by nie wyjść na kompletnie nieodpowiedzialną. – Co, gdyby mnie tu nie było? Umiałabyś w pojedynkę sobie poradzić? Potrafiłabyś chociaż skutecznie uciec i się ukryć? – Z każdą sekundą Sara coraz bardziej odczuwała ciężar wzroku starszego brata na sobie. – Wiem, że wszechobecny tłum jest sposobem na zamaskowanie się i poczucie bezpieczną, ale pamiętaj, że ci wokół to są ludzie, a wystarczy jeden Potępiony, by doszło do tragedii.
– Co mam teraz powiedzieć? – zapytała podminowana Sara, kiedy brat skończył ją rugać. – Przeprosić i powiedzieć, że więcej nie będę? – Wyrzuciła ręce w górę. – Siedzieć w domu pod kluczem i wychodzić do szkoły, i z powrotem? Mama zadbała, aby wszystko mogło być jak najnormalniej, żeby wmieszać się w tłum i się nie wychylać, a uwierz mi, sądzę, że robię to wręcz idealnie! – Zaznaczyła wypowiedź uniesionym palcem. – Skończyłam z uporczywym proszeniem się o naukę w Katedrze. Sama postanowiłam, że będę ograniczać się jedynie do nieświatłej szkoły i treningów poza Zakonem, tylko z tobą i Tristanem. Na wypadek samoobrony to akurat mi się przyda. – Maks słusznie przyznał jej rację skinieniem głowy. – Także może ci się wydawać, że robię coś źle, ale w mojej ocenie robię coś naturalnie, tak aby nikt nie zastanawiał się nad moją osobą. Na przykład Damnat podszywający się pod ucznia z szkoły i zastanawiający się, dlaczego nigdy mnie nie ma na wycieczkach czy imprezach szkolnych.
– Jest ktoś taki? – zaniepokoił się szczerze.
Spojrzała na brata z politowaniem.
– Mówię przykładowo, idioto.
– W pewnych kwestiach przyznam ci rację, ale martwię się po prostu o ciebie, idiotko. – Poczochrał siostrę po włosach.
Sara spojrzała na niego z marsową miną. Nawet nie próbowała ogarnąć fryzury, bo Maks po chwili poprawiłby swoje dzieło.
– Też się o ciebie martwię, na przykład jak palisz to świństwo. Zagraża twojemu życiu i zdrowiu. – Uśmiechnęła się z przekąsem. – I nie rezygnujesz z tego.
Maks spojrzał na nią spod uniesionych brwi słysząc tę śmieszną analogię między papierosami a jej własnym życiem.
– Rozsiewanie wokół śladu własnej energii również zagraża twojemu życiu i zdrowiu – odbił piłeczkę.
Nastolatka zdębiała. Otworzyła usta, ale nic nie powiedziała.
– Co, zatkało cię? – Posłał siostrze chłodny uśmiech. – Cieszę się, że starasz się mieć na baczności, ale robisz to nieumiejętnie... – Pokręcił zawiedziony głową. – Gdyby ktoś cię wyczuł nie przejmowaliby się tłumem nieświatłych, wiesz?
– Ale nie wyczuli! Sam mówiłeś, że było czterech Potępionych tutaj.
– Zamaskowałem własną energią, twoją – wyjaśnił krótko. – Nie potrafisz ukierunkować pasma swojej ikry – mówił z pretensją. – Po co, więc głupio się narażasz? Po co używasz mocy skoro nie potrafisz?
Sara poczerwieniała ze złości i wstydu. Spuściła głowę. Gdybym była odpowiednio wyszkolona to umiałabym o siebie zadbać, pomyślała, ale nie odważyła się powiedzieć tego na głos.
– Nie wiem – burknęła jedynie pod nosem.
Maks westchnął z braku cierpliwości.
– Myśl, potem działaj. Leć po rzeczy.
Sara posłusznie poczłapała po swój plecak i pożegnała się krótko z przyjaciółkami. Kiedy wróciła Tristan i Maks czekali gotowi przed pubem.
Dojazd do domu zajął im mniej więcej kwadrans. Maks rozmawiał o czymś z przyjacielem, zapewne o życiu, którym Sara żyć nie mogła, ale dziewczyna pochłonięta własnymi myślami nie skupiała się na ich dialogu. Siedziała cicho z tyłu gapiąc się w mroczny las, który mijali.
Pod wpływem emocjonalnej mieszanki Sara wyznała bratu co się stało, i dlaczego siedziała w tym pubie, kiedy ten postanowił nadal ją przesłuchiwać. Maks wówczas spuścił nieco z tonu pamiętając swój pierwszy sercowy rollercoaster.
– Dorzucę ci za paliwo, co? – zagaił Maks, wysiadając.
– Zwariowałeś! – prychnął Tristan. – Zamiast tego, odkładaj na swoje prawko.
– I tak zalewałby swój bak a nie auto – wtrąciła kąśliwie Sara, zamykając za sobą drzwi samochodu.
Brunet oparł głowę o fotel zanosząc się śmiechem.
– Tobie już podziękujemy, mała żmijo. – Maks położył dłonie na ramionach siostry i skierował ją do drzwi wejściowych. – Dzięki jeszcze raz. Dobranoc.
– Nie ma sprawy, dobranoc – odparł wciąż rozbawiony Tristan.
Wrzucił wsteczny bieg i odjechał, znikając po chwili w głębi ciemnej, leśnej drogi, gdzie światło lamp ulicznych już nie docierało.
Rodzeństwo w ciszy weszło do domu.
Ku ich zdziwieniu, naprzeciwko korytarza, światło w pokoju ich matki było zgaszone. Zazwyczaj czekała chociażby aż Sara wróci do domu. Zaniepokojeni weszli do sypialni matki z duszą na ramieniu.
Pomieszczenie było puste, łóżko zaścielone, jakby matka w ogóle w nim nie leżała, a na biurku znajdowała się sterta jej papierów z pracy. Widać było, że nagle przerwała ich wypełnianie. Były nieposkładane i niezapisane do końca.
Maks sięgnął po telefon, a siostra zerknęła na ekran. Na pasku powiadomień widniała informacja o nieodebranych połączeniach i wiadomości SMS, którą od razu odczytał.
Pojechałam z Mileną do Sanktuarium. Ksawery został ranny, jedyne czego się dowiedziałam to, że jego stan nie jest ciężki. Kolacje macie w lodówce i pilnujcie swoich kamieni! Ani ty, ani Sara nie raczyliście się odezwać na moje wezwanie.
Chłopak z marszu zadzwonił do matki, ale włączyła się poczta głosowa, co najprawdopodobniej oznaczało, że kobieta znajdowała się za Kurtyną. Odetchnął nerwowo.
Oboje wyszli z sypialni gasząc światło.
– Młoda. – Zwrócił na sobie uwagę siostry.
Sara spojrzała na niego z niepokojem.
– Tak, wiem. Przeczytałam. Mam nadzieję, że z nim wszystko w porządku – zmartwiła się.
– Tak – odparł, ale zaraz się poprawił. – Znaczy nie wszystko, ale przeżyje. – Uśmiechnął się pokrzepiająco choć nieporadnie. – Jeśli mama nie panikuje, to my tym bardziej nie powinniśmy.
Dziewczyna spojrzała na brata i pokiwała głową.
– Odezwę się do mamy, żeby się nie martwiła. – Podwinął rękaw bluzki ponad nadgarstek, odsłaniając plecioną bransoletę z błękitnym topazem. Zakrył go drugą dłonią.
Zdawał się być zaniepokojony, chociaż maskował to nikłym uśmiechem. Sara zastanawiała się czy tak jak ona pomyślał, że ktoś mógł ich znaleźć? Chociaż wydawało się to dość irracjonalne. Fakt, że po tylu latach mogli odszukać ich rodzinę był irracjonalny, prawda?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania