Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
1. Venyl rozcieńczony śmiercią
Ulewa lała się z nieba jakby chciała zmyć całe to miasto, ale beton i rdza nie dawały się już niczemu. Światło neonów rozmywało się w strugach deszczu, tworząc na ścianach brudne, pulsujące smugi. Z góry, zza sterylnych szklanych Wież, nie było widać tego dna – a może nikt nie chciał go widzieć. Slumsy tonęły w wodzie i błocie, a wraz z nimi tonęli ludzie, którzy nauczyli się oddychać w gniciu i hałasie maszyn.
W jednym z tych zatęchłych bloków, gdzie ściany pamiętały więcej krwi niż niejeden człowiek, Nevareth leżał na zimnej, popękanej posadzce. Ciało miał rozciągnięte, jakby ktoś odciął wszystkie sznurki marionetki, a ręka wciąż zaciskała się kurczowo na pustej ampułce Venylu. Czarna ciecz zostawiła smugę na żyłach, pęknięcia jak pajęczyna rozchodząca się spod miejsca wkłucia.
Pokój, w którym dogorywał, był klatką bez życia – wilgoć ściekała po ścianach jak łzy, na suficie wisiały stare przewody, oplątane kablami jak korzenie gnijącego drzewa. Zaschnięte plamy – krew, olej, rdza – tworzyły mapy, które tylko on potrafił czytać. Łóżko ze sprężynami wystającymi jak kości, rozbity ekran przytwierdzony do ściany, w kącie resztki starych ampułek i strzykawek. Każdy zakamarek tego miejsca szeptał o wszystkich, którzy tu byli przed nim, i których ciała dawno już wyniesiono w plastikowych workach.
Na zewnątrz deszcz walił o blaszane dachy tak mocno, że przypominał grzmoty. A w środku, w ciszy pełnej śmierci i odoru Venylu, rozległ się suchy dźwięk komunikatora.
Dzwonił uparcie, ostrym, zimnym tonem, ale Nev nie był w stanie sięgnąć po urządzenie. Palce drżały, powieki ważyły więcej niż stal. Oddychał ciężko, a z każdym oddechem czuł, jak narkotyk zalewa go falą chłodu, jakby w żyłach płynął płynny metal.
Leżał i słuchał, jak komunikator rozcina ciszę, a on sam nie miał siły się podnieść. Tylko w półmroku mignął jego własny cień – drżący, złamany, a jednak wciąż uśmiechnięty gdzieś w kąciku ust, jakby nawet teraz potrafił kpić z samego siebie.
Komunikator nie przestawał go nękać.
Jak bicie serca.
Jak oddech.
Jak głos.
— Nev...
Przez moment nie wiedział, czy ktoś naprawdę mówi do niego, czy to tylko echo wewnątrz jego głowy. Z sufitu zaczęły spływać krople – każda z nich uderzała o ziemię jak dźwięk komunikatora. A potem krople zmieniły się w oczy. Dziesiątki oczu patrzących na niego ze ścian, z kabli, z cieni.
Próbował zacisnąć powieki, ale obraz nie zniknął. Widział własną matkę, stojącą w kącie pokoju – z włosami przyklejonymi do twarzy od deszczu, z ampułką w dłoni, jakby czekała, żeby mu podać jeszcze jedną dawkę. Potem ojca – z twarzą odciętą od emocji, trzymającego w ręku narzędzie chirurgiczne, jakby chciał rozpruć jego skórę i zobaczyć, co kryje się w środku.
Komunikator dzwonił nadal.
— Nev... odbierz...
Ale kiedy spojrzał, nie zobaczył urządzenia. Zobaczył tylko własną rękę – zrośniętą z kawałkiem metalu, z przewodami, które pulsowały jak żyły.
Dźwięk stawał się coraz głośniejszy, coraz bliższy, aż w końcu uświadomił sobie, że dzwoni nie komunikator. Dzwoni jego własne serce, a Venyl gra w nim jak melodia, której nie można wyłączyć.
Komunikator dzwonił dalej, przeciągając każdy ton jak metalową igłę wbijaną w czaszkę.
Nev w końcu zmusił palce do ruchu, jakby wyciągał je spod ciężaru całego świata. Chwycił urządzenie, nacisnął przypadkowo kilka ikon, aż w końcu obraz mignął na popękanym ekranie.
— Nev? — głos po drugiej stronie był ostry, ale pełen napięcia, jakby Dax od dawna czekał, żeby go złapać. — znowu leżysz na podłodze jak wrak?
Obraz zamazał się w pikselach, ale i tak widział jego sylwetkę: twarz o wyraźnych, twardych rysach, oczy, które zawsze patrzyły na Neva z czymś więcej niż tylko troską, i to charakterystyczne półuśmiechnięte drgnięcie warg, które znał aż za dobrze.
Nev nie odpowiedział. Tylko świszczący oddech wydobył się z jego płuc.
— Kurwa, znowu brałeś. — Dax zmrużył oczy. — Ile razy ci mówiłem, że Venyl cię zabije szybciej niż kula?
Cisza. Tylko deszcz dudnił o blaszany dach, a w głowie Neva wciąż brzmiał echo głosów, których tam nie było.
— Posłuchaj mnie. — Ton Daxa złagodniał, jak wtedy, gdy ściągał go z ulicy po pobiciu, albo gdy podawał mu pierwszą ampułkę, mówiąc, że „to i tak nic w porównaniu z tym, co robią inni". — Mamy robotę. Taką, że wreszcie wyjdziemy z tego bagna na powierzchnię. Ale musisz się ruszyć, Nev. Musisz.
Nev wpatrywał się w ekran, ale nie mógł wydobyć z siebie słowa. Widział tylko jego twarz — znajomą, a jednocześnie obcą. Wiedział, że Dax był jedynym powodem, dla którego nie skończył w rowie jak wielu innych. Wiedział też, że to on trzyma go przy życiu, ale i to on podawał mu truciznę w srebrnych ampułkach.
— Nev, słyszysz mnie? — Głos stał się bardziej stanowczy. — Potrzebuję cię przy tym. Nie spierdol tego.
Komunikator zapiszczał ostrzej, obraz zamigotał. Nev poczuł, że Venyl zaciska się w nim jak pętla, a słowa Daxa stają się jedynym stałym punktem w rozmazanej rzeczywistości.
Na zewnątrz ulewa waliła jak grad o stalowe dachy. W środku Nevareth próbował podnieść się z podłogi, opierając drżące dłonie na brudnych kaflach.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania