1. W bezruchu
Dni były niekompletnie puste.
Nie jak biel karty otworzonej przez starego wieszcza, gotowej do nowego zapisania.
Ani nie jak czysty i schludny mebel, którego fabrycznie odkurzone półki prężą swoje kształty przed okiem.
Te dni były jak ogromny gmach zimnych murów obślizgłych od pleśni, śmierdzących zgnilizną. A pośrodku - ja, siedząca na zimnej posadzce samotności.
Przez ściany przenikały głosy, urywki zdań, śmiech kobiet i głośnie pokrzykiwania mężczyzn.
Gdzieś z oddali dochodziły szmery myszek i cisza otwartych oczu.
Jednak wszystko to gubiło się w przestrzeni mojego bezprzedmiotu.
Gubiło się? Ale czy można tak powiedzieć?
Czy mogę wzbić się w tej bezczelności i mieć czelność stwierdzić, że refleksje tamtego świata omiotły jedynie moje dni?
Jak się tutaj znalazłam? Kim byłam przed zgubieniem się w ciemności swoich własnych myśli?
Nie pamiętam. Nie pamiętam.
Komentarze (6)
Bardzo ladne. Wiecej pozniej.
Dziękuję za miłe słowa. Wracam do pisania czegokolwiek po bardzo długiej przerwie, więc wiele to znaczy dla mnie :)
Wlazłam do Ciebie, bo zdziwiły mnie komentarze pod wierszami... jestem zaskoczona, bo umiesz myśleć i pisać.
Proszę? Co masz na myśli? haha
piękne!
mam pytanie ..
pdezwij się jeżeli możesz
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania