1. Wojny Bogów. Miecz Raaris - Część 1.1

A/N: Wydaje mi się, że w porównaniu z prologiem, część pierwsza trochę kuleje, dlatego tym bardziej przygarnę sugestie i uwagi. Jeśli rzuci Wam się na myśl, że czegoś jest mało albo którąś scenę/wątek należałoby rozbudować, to proszę się nie krępować ;-)

* * *

 

CZĘŚĆ I

Wojna Domowa w Galavii

Tawerna „Pod Sowim Skrzydłem” leżała na północnym wschodzie Galavii i nie należała do najprzyjemniejszych miejsc. Znad leżącego nieopodal Ksewuralu — królestwa władającej zimą Syhotz — nadlatywały mroźne podmuchy wiatru, co sprawiało, że nawet latem okolica była zimna, a trawy pokrywał szron. Zimą zaś przynosiły ze sobą siarczyste mrozy i ostre opady śniegu. Nic więc dziwnego, że znajdujące się w okolicy pojedyncze wioski i miasteczka okupywane były przez ludzi szemranego podejrzenia. Chłodnych i parszywych, których nawet wielki mróz nie lękał.

Teraz było lato i choć dni bywały ciepłe, nocą zazwyczaj robiło się chłodno i należało znaleźć na ten czas schronienie przy paleniskach czy kominkach.

Silas tego dnia sporo wędrował po wzgórzach i wzniesieniach Galavii, pokrytych trawą i mniejszymi krzewami. Trudno było w tej okolicy o lasy. Jak już się zdarzały, w pobliżu budowano miasto, by osłonić się przed wiatrami i zawsze mieć blisko po drewno i zwierzynę. Znacznie więcej było ich w południowej części kraju. Północ Galavii obfitowała w jeziora pełne ryb, przy których swe nory ryły susły, świstaki i norniki.

Podano mu ciepło piwo z miodem i chleb z peklowaną kiełbasą. Choć jadł, uważne spojrzenie ciemnych oczu przesuwał po innych biesiadnikach, którzy skryli się na noc w gospodzie. Rozpoznał wśród nich miejscowego tropiciela — Anselma. Rozmawiał z nieznanym mu facetem. Trudno było powiedzieć, czy się znali, czy była to tylko nawiązana na potrzeby umilenia czasu znajomość.

Ale nie dla Anselma Silas przewędrował cały dzień do jakiejś obskurnej tawerny na uboczu. Kilka dni wcześniej, zaraz po zbudzeniu, dostrzegł pięknego myszołowa w swoim mieszkaniu. Ptak przyglądał mu się znudzony, jakby czekał już kilka godzin. Przy nóżce z ostrymi pazurami przywiązany miał list.

Silas jeszcze nigdy nie widział tak dziwnego posłańca. Zdarzało się, że wiadomości przynosiły mu gołębie, czasami nawet kruki, ale nigdy myszołów. Na zwiniętej kartce napisana była tylko data i miejsce spotkania. Nie było podpisu. Silas był pewien, że to jeden z jego byłych druhów wpakował się w tarapaty i teraz potrzebuje pomocy. Wypatrywał więc znajomych twarzy, ale nie było w tawernie członków jego byłej drużyny.

Dopił piwo. Zjadł wszystko do ostatniego okruszka. Księżyc coraz mocniej zaznaczał się na ciemnym niebie, sowy pohukiwał za oknem, przeszywając spokojną noc, a Silas coraz bardziej tracił cierpliwość. Mamrocąc pod nosem przekleństwa, nerwowo stukał palcami o drewniany blat. Częściej niż powinien, oglądał się za siebie.

— Skąd te nerwy?

Podniósł wzrok i ujrzał całkiem przystojnego młodzieńca. Ubrany był na ciemno, blond włosy miał w nieładzie. Jego bladą gładką twarz, nie szpeciła ani jedna skaza czy przebarwienie. Zarostu też nie posiadał. Gdyby nie czarna przepaska na lewym oku, byłby zbyt idealny jak na tę okolicę. Długi miecz przy boku, na którym chłopak wsparł dłoń, przykuł uwagę Silasa.

— Nie jestem zbyt cierpliwy — odparł.

— W takim razie, dobrze, że jestem.

Chłopak usiadł naprzeciw, zrównując się z nim. Silas musiał przyznać, że samotne oko młodzieńca o mocnym, szarym odcieniu w pojedynkę prezentowało się upiornie.

— To ty przysłałeś mi wiadomość? — zapytał natychmiast. — Kim jesteś?

— Przyjacielem — odparł tajemniczo nieznajomy. — Słyszałem twoją historię wiele razy, Silasie. Także dotarły do mnie pogłoski, że inaczej relacjonujesz przebieg wydarzeń. Zastanawiałem się, czy nie zechciałbyś opowiedzieć mi o nich z twojej perspektywy.

Silas zmrużył gniewnie krzaczaste brwi i uważnie rozejrzał się wokół. Nic nie wskazywało, że uszykowano na niego pułapkę. Mógł z łatwością pokonać chłopaka. Choć dorównywali sobie wzrostem, Silas był od niego potężniejszy, nie taki chuderlawy. Gdy zobaczył miecz, przez chwilę zwątpił, że młodzieniaszek byłby w stanie walczyć tak ciężkim narzędziem ze swoimi chudymi niczym patyki rączkami.

— Tylko po to mnie tutaj zwabiłeś? — zapytał. — Żeby posłuchać opowieści?

— Nie, nie tylko — przyznał. — Ale chcą ją wpierw usłyszeć z twoich ust.

Silas zdecydował raz jeszcze przelecieć spojrzeniem po chłopaku, badając każdy jego szczegół, ale pozbawiona wyrazu blada twarz zbiła go z tropu.

— Moje imię już znasz, jak zakładam — odezwał się Silas. — Urodziłem się jako drugi syn księcia Wilhelma, brata obecnie panującego króla Henryka. Mój ojciec był najstarszy, to on powinien objąć tron.

— Co więc się stało, że jest inaczej? — zapytał młodzieniec.

— Mój starszy brat Gale, umarł w wieku jedenastu lat z powodu choroby. Żył wtedy jeszcze mój dziad, a wówczas król, Henryk Sowie Oczy.

— Nazwał swoim imieniem drugiego a nie pierwszego syna? — zdziwił się nieznajomy i Silas prychnął z pogardą. Na krótką chwilę jego twarz wykrzywił grymas, który pojawił się tam wraz z uwagą chłopaka.

— Owszem — potwierdził. — Mój ojciec nosił imię po dziadku od strony matki. Dziadek Wilhelm miał obiekcje, by wydać córkę za Henryka Sowie Oczy. Zgodził się za dodatkowe ziemie, tytuły i pierwsza wnuka nazwanego na jego cześć. Henryk Sowie Oczy nigdy nie przepadał za swoim najstarszym synem. Lubił za to Gale'a. W nim widział przyszłość Galavii. Gdy mój brat zmarł, cóż… Henryk uznał, że ojciec i ja jesteśmy zagrożeniem dla królestwa, a nie przyszłymi następcami tronu.

— Chciał was zabić? — zapytał chłopak, lekko przekrzywiając głowę w bok.

— Dopóki nie dorosłem, a on nie zrobił się stary i nie dostrzegł we mnie zagrożenia, nic nie wskazywało na to, co zrobi. A zrobił wiele. Najpierw zmusił moje siostry do zrzeczenia się praw do tronu — wyjaśnił Silas. Czuł, że od wspomnień tamtych dni wzbierała się w nim złość, którą sama obecność nieznajomego młodzieńca jedynie potęgowała. — Jedną wydał za Werupijskiego hrabię, drugą za jakiegoś lorda z zachodu Galavii. Od tego czasu już ich nie widziałem.

— Tęsknisz za siostrami?

Silasowi nie podobał się spokój na twarzy jego rozmówcy, choć w samotnym oku młodzieńca wirowało mnóstwo złych emocji. Im częściej zatapiał się w szarość tęczówki, tym bardziej odczuwał tę niespokojną mieszankę złych uczuć.

— Trochę — przyznał. — Minęło sporo lat. Pamiętam, że obie były urodziwe. Bethia pięknie śpiewała, hodowała kanarki. Elsie sporo jeździła konno. Była z nas najmłodsza. Miała dobre serce. Jeszcze parę lat temu słyszałem to, czy tamto na ich temat, ponoć obie urodziły dzieci. Odkąd jestem tutaj, nie docierają do mnie żadne informacje na ich temat.

— Wydajesz się smutny z tego powodu — zauważył młodzieniec.

Silas mocniej zacisnął szczękę. Gniew błysnął w jego oczach.

— Nie smutny, zły — warknął.

— Rozumiem te odczucia.

— Wątpię — mruknął Silas, choć miał wrażenie, że chłopak nie tylko przenikał go myślą, ale również potęgował każdą, nawet najmniejszy, emocję wyskakującą z głębi jego serca. — Matki już dawno z nami nie było — ciągnął Silas — więc zostałem tylko ja i ojciec. Henryk Sowie Oczy obrał sobie za punkt honoru, by przed śmiercią nas zniszczyć i oddać tron drugiemu synowi. Udało mu się to.

— Co dokładnie zrobił?

Silas miał wrażenie, że wszyscy w tawernie przysłuchują im się, choć rozmowy nie milkły ani na sekundę, a co chwila jakiś zagubiony wędrowiec wchodził do środka, by się ogrzać i coś zjeść. Z kuchni, wraz z zapachami, dolatywały też brzdęki naczyń i przekleństwa. Córki tawerniarza śmiały się sztucznie ze sprośnych zalotów. Choć panował gwar, wydawało mu się, że jest potwornie cicho.

— Zabił mojego ojca i podrzucił mi do komnat zakrwawiony nóż. Posądzono mnie. Zapłacił jakiemuś staremu durniowi, by zeznał w sądzie, że po pijaku bardzo wylewnie mówiłem o nienawiści do ojca i chęci zabicia go. Skazano mnie na śmierć. Miałem zostać powieszony, ale w nocy przed egzekucją udało mi się uciec. Od tamtego dnia kręcę się po Galavii. Na początku ruszyła za mną moja drużyna. Próbowaliśmy coś zdziałać, ale póki żył Henryk Sowie Oczy skutecznie nam to udaremniał. W końcu zrobiło się tak niebezpiecznie, że postanowiliśmy się rozdzielić. Musiałem się ukryć przed ścigającą mnie strażą. Poczekać, aż moje podobizny znikną z miast, a ludzka pamięć wyblaknie.

— W międzyczasie Sowie Oczy zmarł, a jego miejsce zajął jego drugi syn, Henryk — powiedział młodzieniec. Silas przytknął. Drżał z emocji do tego stopnia, że nie potrafił usiedzieć w miejscu. Ciągle się wiercił, a dłonie zaciskał w pięści.

— Od tamtego dnia czekam — wyznał szorstko. — Czekam na okazję, na sygnał, że jest odpowiednia pora na odebranie tego, co moje. Oczyszczenie się z winny. Zadośćuczynienie.

Pierwszy raz od początku rozmowy z twarzy nieznajomego młodzieńca zniknęła nijakość i Silas ujrzał krótki uśmiech wąskich ust. Choć chęć wstania i uderzenia pięścią najbliższej osoby była silna, zdołał wymusić na sobie ciche przyglądanie się chłopakowi.

— Wierzę ci — oznajmił w końcu chłopak. — Złość w tobie jest tak szczera, że aż trudno ją pominąć. Mogę ci pomóc odzyskać tron, ale nie ma nic za darmo.

— Ty możesz mi pomóc? — Silas parsknął. — A kim ty jesteś? Posiadasz armię, którą pokierowałbym na Balton?

— Nie — odpowiedział. — Ale Galavia ma armię. Największą ze wszystkich dziewięciu królestw i potrzebuję jej, by ruszyć na wojnę z ojcem. Gdy zdobędziesz tron, pożyczysz mi ją na miesiąc bądź dwa, zanim się zemszczę, jak należy.

Silas uniósł jedną brew. Nie słyszał o innym wygnanym księciu z któregokolwiek z królestw. Przynajmniej nie w ostatnich latach.

— Który tron chcesz sobie zagarnąć? — zapytał Silas ciekawy.

— To nie jest ważne. To ani moje imię czy pochodzenie. Ważne jest to, by wszyscy myśleli, że działasz na własną rękę. W pojedynkę nie odbijesz Balton, więc będziesz musiał zorganizować bunt, ukraść broń i konie. Przejedziesz przez Galavię pod mury zamku królewskiego i dokonasz natarcia, a ja ci w tym pomogę. Sęk w tym, by wszyscy myśleli, że mnie tu nie ma. Rozumiesz?

— Rozumiem — odpowiedział. — Chcesz być jak duch, póki nie uznasz, że nadeszła pora, by wyjść z cienia. Nie rozumiem natomiast, jak chcesz mi pomóc.

Chłopak uśmiechnął się ponownie i odpiął od paska pochwę z mieczem. Położył go na stole przed Silasem.

— Ten miecz da ci władzę — wyjaśnił. — Z nim osiągniesz wszystko. Weź go i zabijaj nim ludzi, którzy staną ci na drodze. Potem zetnij głowę króla Henryka. Gdy nadejdzie pora, przyjdę po armię i ureguluję swoje sprawy. Gdy wszystko dobiegnie końca, obaj będziemy żyć długo i szczęśliwie.

Silas nieufnie, ale i z lekkim rozbawieniem przyglądał się broni.

— Jak zwykły miecz miałby mi pomóc w tym wszystkim?

— To nie jest zwykły miecz, tylko boska kreacja — wytłumaczył chłopak. — Ma w sobie boską moc. Wykorzystaj ją. Chwyć ostrze i działaj. Zacznij od ludzi z tawerny. Są tutaj z nami dobrzy wojownicy.

Gdy Silas się nie ruszył, młodzieniec jeszcze bliżej podsunął miecz ku niemu i zachęcająco spojrzał na ostrze. W końcu Silas chwycił pochwę i wyciągnął z niej broń.

Wystarczyło, że mocniej zacisnął dłoń na rączce, a oblało go przejmujące ciepło. Zaszumiało mu w głowie, a szum ten przemienił się w ryk tysiąca wojowników rzucających się na wroga. Sam chciał skoczyć do boju, targnięty nagłym przypływem energii. Wstał.

— Ludzie! — zawołał i spojrzenia wszystkich zawisły na nim, a majaczyła w nich oschłość wywołana nagłym przerwaniem biesiady. W tawernie rozgościła się jeszcze jedna osoba. Cisza. — Wydawało wam się kiedyś, że osiągnięcie niektórych rzeczy jest niemożliwe?

— A co? — ryknął ku niemu jakiś mężczyzna bez kilku zębów. — Spełniasz życzenia, złota rybko? — zarechotał i reszta mu zawtórowała. Silas mocniej spiął ramiona.

— A i owszem, spełniam — potwierdził. Dziwnym cudem wiedział, co miał mówić i jakie ruchy wykonywać, by wszystkich gości tawerny oblał jego blask. — Ale swoje, a wy mi w tym pomożecie. Wszak wierzycie w każde słowo historii, które przed chwilą padły. Wierzycie, że to mi należy się tron tego królestwa.

Nie rozumiał skąd i dlaczego, ale ludzie zaczęli potwierdzać, że był prawowitym następcą tronu, że Henryk panował bezprawnie i należało go ściąć. Każde potwierdzenie, każde słowo przyznające mu rację satysfakcjonowało go do tego stopnia, że nie krył szerokiego uśmiechu, który wkradał mu się na usta.

— Chodźcie ze mną bracia i siostry. Gdy zrealizuję swoje marzenia, spełnię też i wasze!

— Za Silasa! — krzyknął bezzębny mężczyzna.

— Za Silasa! — zawtórowała mu reszta i Tawernę Pod Sowim Skrzydłem wypełniła wrzawa.

Silas spojrzał na stół, przy którym siedział, ale nieznajomego młodzieńca już nie było. Śladem jego niedawnej obecności zostało tylko pióro myszołowa, które Silas potarł między palcami, a następnie wrzucił do ognia.

Lew na tasze jego miecza obserwował sytuację z niepokojem w rubinowych oczach.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Bajkopisarz miesiąc temu
    Przedawkowujesz czasownik „być” w czasie przeszłym.
    Mnóstwo literówek, a także niepoprawnych końcówek.
    Nie do końca rozumiem, czemu Silas opowiada wszystko ze szczegółami nieznajomemu. Ma raczej sporo powodów by się nie ujawniać tak bardzo. Zwłaszcza, że jak sam mówi, dybano na jego życie. Czemu nie wziął choćby pod rozwagę, że jego rozmówca jest nasłanym skrytobójcą? Ich spotkanie jest dość przypadkowe, nie było aranżowane jakimiś długimi zabiegami, a grają w zbyt otwarte karty.
    Ta ich konwersacja jest mało wiarygodna, opowiadają sobie o gigantycznym przedsięwzięciu w sposób, jakby umawiali się na odzyskanie skradzionego konia, którego potem jeden drugiemu pożyczy. W opowieściach owszem, często jest pożądana jakaś postać, która wszystko umie załatwić, z którą wszystko jest proste, ale tutaj to jest po prostu dziwaczne. Trochę jak sparodiowanie legendy o mieczu króla Artura.
  • A.E.Black miesiąc temu
    O, jakieś konkrety. Dobra, przemyślę to. Dzięki!
  • Baba Szora miesiąc temu
    "szemranego podejrzenia" -> moze warto poprawic na 'szemranego pochodzenia'?
    "Nic nie wskazywało, że uszykowano na niego pułapkę" - ? (bardzo nietypowe zdanie, pokusiłabym się o poprawke)
    "Ale nie dla Anselma Silas przewędrował cały dzień do jakiejś obskurnej tawerny na uboczu." moze miales na mysli 'wedrowal' ? teraz jakos niegramatycznie brzmi,
    "sowy pohukiwał za oknem,",
    "Silas musiał przyznać, że samotne oko młodzieńca o mocnym, szarym odcieniu w pojedynkę prezentowało się upiornie."
    - > podwojne podkreslenie ze ma jedno oko jakos dziwacznie brzmi - mialo straszyc, a w tym zdaniu smieszy,
    "Choć dorównywali sobie wzrostem," -> jeden bohater siedzial, drugi stal i usiadl, skad wniosek, ze sa rowni wzrostem?
    "badając każdy jego szczegół," - zastanow sie nad tym zdaniem, bo albo sie przelatuje kogos wzrokiem, albo bada dokladnie wzrokiem kazdy szczegol, moze jakos inaczej to opisz?
    "— Wydajesz się smutny z tego powodu — zauważył młodzieniec.
    Silas mocniej zacisnął szczękę. Gniew błysnął w jego oczach.
    — Nie smutny, zły — warknął.
    — Rozumiem te odczucia. "
    - spotyka sie dwóch facetów w 'barze' i zaczynają gadać - ok, ale nigdy nie slyszalam aby opowiadali sobie od razu uczuciach :-) i skad ta empatia? :-) faceci generalnie są mało empatyczni :-) zwlaszcza tacy po przejsciach.

    Ale pomysł na książkę/opowiadanie mi się podoba. Widać, że się bardzo starasz, aby było to dopracowane :-)
    Pozwoliłam sobie na wypiskę powyżej, ponieważ poprosiłeś, nie znam się bardzo, ale to co rzuciło mi się w oczy - wypisałam.
    Powodzenia w dalszym pisaniu :-)
    Pozdrawiam,
  • A.E.Black miesiąc temu
    Dziękuję serdecznie!
  • Bajkopisarz miesiąc temu
    A jeszcze zapomniałem napisać odnośnie prologu. Czytając teraz rozdział pierwszy stwierdzam, ze prolog jest w porządku, pasuje i dobrze wprowadza w akcję.
  • Baba Szora miesiąc temu
    Ajj to moze i ja zaczne od prologu :-)))

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania