10 lat mniej

Pisanie pamiętnika było uzdrawiające. No bo wyobraźcie sobie: autentyczny zapis dni, kierowany tylko do jednej osoby — taki trochę monolog. A potem zwrotnie słyszysz, że on „nie nadąża czytać”.

Więc kiedy czytasz później, że nie może mówić głośno, tylko pisze szeptem, no we mnie, kobiecie, ach i och — tym męskim rodzynkiem słodycz na duszy rozlała się miodem.

Lumi i Boss poznali się, gdy Ona była jakieś pięć lat po rozwodzie, a On — szczęśliwym mężem. Jako że lubi przejrzyste relacje i ma mocny kręgosłup moralny, forma „Pan/Pani” idealnie pasowała do ich pracowniczej relacji.

Pewnego razu przyszedł zziajany i mówi do Lumi:

— Bądź cicho, bo moja szefowa zaraz będzie.

Zapytała spokojnie:

— Dlaczego Pan do mnie tak mówi?

Przepraszał potem uroczo i długo. I dobrze. Granice naprawdę warto wyznaczać.

Tyle że przez jego ciastka, „kocham, kocham”, zepsutą mysz w pracy i całą tę ich specyficzną chemię każdy wokół puentował, że mamy romans.

Złościło mnie, że jako żonaty przekraczał dystans. Naprawdę mnie to złościło.

A jednocześnie był autentycznie jedynym człowiekiem w pracy, którego lubiłam tak po prostu. Bo kiedy przychodził, słońce wychodziło zza chmur.

I może właśnie dlatego ta historia była taka trudna do jednoznacznego nazwania. Bo można pilnować granic, znać zasady i jednocześnie czuć, że czyjaś obecność rozjaśnia człowiekowi dzień.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania