100/100
Ciemność egipska. Kukurydza szeleszcząca dookoła, otulająca nas w ciepłym wietrze. Taki właśnie był ten wieczór.
Wąski snop światła z latarki czołowej, zgrabnie oplecionej na ręce, oświetlał postać Betowena. Cztery łapy wielkości yeti wdzięcznie kroczyły obok mojej nogi, w kangurzym podrygiwaniu radości.
Oooo, kurczę — pomyślałam.
Lepszy rydz niż nic. Wolę spacer niż pisanie tych wszystkich słownych ping-pongów z pozycji klawiatury. Mistrzowskie gównoburze z udziałem ludzi, od których samego czytania moje ziemniaki w piwnicy gniły w przyspieszonym tempie.
Jedna kupa, potem druga. Poleciały w przestrzeń, a człowiek idzie i zastanawia się, czym właściwie jest ten padół ziemski.
Jeden bierze motykę i idzie z nią na wojnę, a drugi czuje, jak go motyle łaskoczą. Każdy ma swoją rację, swoją motykę, swoje motyle i swoje pięć minut w wielkim teatrze absurdu.
Nie wiem, czy napisanie o suszącym się praniu i obcasie wbitym w ziemię przyniosłoby mi ukojenie mentalne. Może i tak. Może człowiek powinien czasem odpuścić wielkie filozofie i zająć się skarpetami na sznurku.
Ale szczęść im, Panie Boże, stokrotnie.
Ja tymczasem pójdę na spacer.
Bo kukurydza szumi, Betowen podskakuje, a ziemniaki w piwnicy mają jeszcze szansę przeżyć.
Komentarze (1)
Czytam i sama płaczę ze śmiechu 😂DOBREGO DNIA DRODZY 🌹
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania