Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

143 – pierwsze teorie, detergenty i pęknięte maski

Dwight wrócił po cichu do kwatery. Żona i dzieciaki spały. Nie był w nastroju by spojrzeć na pociechy, wstyd mu nie pozwalał, dorosły facet, a...

Zrzucił mokry kombinezon i wepchnął go na spód torby z narzędziami, żeby rano nikt go nie znalazł. Przebrał się w czyste ubranie i usiadł na krawędzi łóżka. Nie zasnął. Myśli o odgłosach i wypadek z pęcherzem sprawiły że leżał później z otwartymi oczami, patrząc w sufit, raz na jakiś czas spoglądając na zegarek.

Nowy dzień w krypcie przyszedł jak zbawienie, kiedy zbliżała się szósta, wstał z łóżka, zabrał obszczany kombinezon i poszedł do pralni. Parująca woda, detergenty i łomot pralek z reguły go uspokajały. Tego ranka nie pomagało jednak nic. Przy jednym ze zlewozmywaków stał Miller i szorował mydłem szary materiał prześcieradła. Kiedy drzwi się zamknęły, drgnął, ale mimo to nie podniósł głowy.

​Dwight stanął przy sąsiednim stanowisku, wyjął przemoczone ubranie robocze z torby i wrzucił je do zlewu, odkręcając gorącą wodę po chwili. Przez chwilę słychać było tylko szum wody. Kojący z definicji, niepokojący z autopsji.

​– Też to słyszałeś? – odezwał się Miller. – W nocy? Gdzieś przy sekcji hydroforów?

​Dwight patrzył, jak żółtosiwy brud spływa z materiału.

– Myślałem że to zawór rezerwowy.

​Miller splunął do zlewu.

– Zawór? – wyraźnie przyśpieszył słowa – Dwight, kurwa, razem byliśmy w okopach pod Qionglai i ty, kurwa, dobrze wiesz, co to było. Zawór, kurwa jego mać...

​Dwight ścisnął materiał mocniej – tak mocno, że poczuł ostry ból w szczęce.

– Jesteśmy jakieś dwieściepięćdziesiąt metrów pod ziemią, Miller. Co by miało tu być? Te zjebane ustrojstwa od VT? Kitajce pewnie je wybiły albo zdechły gdzieś w pizgawicy, kiedy padły węzły kontrolne w Anchorage.

​Miller w końcu na niego spojrzał, a Dwight dostrzegł strach i zmęczenie na twarzy kumpla, nie znajdując w niej tego samego człowieka z okopów. Tego, który z szyderczym uśmiechem wysadzał chińskie bunkry.

– A ty wiesz, że po Gobi przenieśli parę transportów na północ? Kuzyn był na Alasce i mówił, że zanim pancerni weszli do akcji, zrzucili kilka skrzyń w kanionach. Wiesz gdzie. Skośne nawet nie wiedziały, co ich rozrywało w zamieci. – odłożył prześcieradło – Kojarzysz faceta z sekcji energetycznej, tego od białego pancerza? Słyszałem plotki...

– To akurat nie plotki. Rozmawiałem z nim wczoraj przy kawie. Nie sypia. Powiedział mi, że zanim wyskoczył z pancerza i ukradł chiński czołg, słyszał dokładnie takie samo mruczenie gdzieś w lesie.

– No właśnie, później, w momencie gdy nasi robili rzeź w obozie Chińczyków, te rzeczy wlazły do okopów, zjadły oddział rozpoznawczy naszej piechoty, a jebańce z rządu to wyciszyli.

​Dwight poczuł, że robi mu się duszno.

– Po co mieliby nas tu zamykać z czymś takim? – spytał. – Mówiłeś, że to nasza emerytura, że Vault-Tec dał nam spokój za zasługi. To miało być...

– A może się myliłem, bo co, jeśli nie dał? – Miller zniżył ton głosu – Co, jeśli dla nich nie jesteśmy bohaterami, tylko odpadem? Przeżyliśmy coś, z czego nikt nie miał prawa wyjść, i widzieliśmy rzeczy, których nie powinniśmy byli widzieć.

​Podłoga jakby lekko zawibrowała. Obaj zamarli, nie wiedząc czy wyobraźnia przypadkiem nie naśmiewa się z nich. Ale odczuli to obaj. Miller wypuścił prześcieradło z rąk i oparł się o zlew, a Dwight patrzył na niego przez kilka sekund, udając, że to nic takiego.

​– Zbieraj się – powiedział. – Idziemy do kantyny, musimy wyglądać znośnie.

###

​Ruch w kantynie był standardowy – przynajmniej na pierwszy rzut oka. Dwight zauważył kilka znajomych twarzy: ojciec dwóch dziewczynek, były sierżant artylerii, siedział zgarbiony i jak zahipnotyzowany patrzył w wentylator. Młody szeregowiec przy sąsiednim stole co chwilę zaciskał palce na widelcu i za każdym razem, kiedy gdzieś coś stuknęło, podskakiwał. W kącie siedział Biały. Zmęczenie szło wyczytać z jego szarej twarzy i zapadniętych policzków.

Z nimi dwoma, pięciu. Pięciu, po których widać.

​Dwight usiadł z rodziną. Dzieci jadły papkę witaminową, żona poprawiła włosy i spojrzała na niego:

– Dobrze się spało?

​Pokręcił głową.

– Niee, hydrofor na dole...

​Nie dokończył bo gdy jeden ze strażników Krypty przejeżdżał zdecydowanie za szybko obok z metalowym wózkiem na brudne naczynia, ten zachaczył o stół przytwierdzony do podłoża i uderzył w stalową kolumnę. I to zdetonowało bombę.

​Gdy Biały zerwał się z krzesła, Dwight zobaczył, jak jego twarz się zmienia – Legenda już nie widział kantyny. Rzucił się na strażnika, powalił go jednym ciosem i zacisnął ręce na jego gardle, wrzeszcząc jak oszalały.

​– Zatłukę cię, ty chińska kurwo! Gdzie są diabły?! Gdzie one są?!

​Dorośli zaczęli krzyczeć, dzieci panikować, a Dwight instynktownie schował rodzinę za siebie. Dwóch strażników dopadło weterana – pałki elektryczne poszły w ruch. Dopiero po kilku porażeniach udało im się odciągnąć go od bogu (bogu...) ducha winnego chłopaka i opanować sytuację. Weteran leżał na podłodze i ciężko oddychał, wpatrując się kratkę wentylacyjną z obłędem w oczach i nienawiścią wymalowaną na licu.

– One tu są – powiedział cicho – Słyszę je.

​Strażnicy zaczęli wyciągać go z sali. Dwight patrzył za nimi przez chwilę, wyszukał wzrokiem Millera, Miller jego i wtedy był już pewny, że ta sytuacja i nocny dźwięk spod hydroforów są połączone. Pomyślał, że jego przyjaciel może mieć rację: 143 nie było schronieniem, a to, co było pod nimi, prawdopodobnie znalazło się tam nie przez przypadek...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Roma godzinę temu

    Przeczytane, ale zostawiam sobie do przeczytania raz jeszcze. Na jutro, na spokojniej.
    I wtedy też komentarz, bo chcę składnie... a tekst jest długi i bogaty w momenty, wymagający.

  • JagVetInte godzinę temu

    Ok, ok, ok, pogadamy, jak przeczytasz raz jeszcze 😏

  • Grafomanka

    dzieciaki spały... chwile za blisko siebie, można jedną na moment zamienić, interpunkcja trochę szaleje, ale ja tak powierzchownie początek jedynie... jutro więcej pewnie

  • JagVetInte

    Wstęp trochę poprawiony. Jakieś problemy miałem z tą częścią, z dwa miesiące leżała. Do poprawy. Dwa dni teraz siedziałem i coś... No, jak rzuci Ci się w oczy jakiś byk, daj znać. Ja ślepy ostatnio jestem.

    Dzięki, dzięki.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania