16. Fit and Balance: Pamięć tymczasowa

Nigdzie nie mogę znaleźć kobaltowego pigmentu. Nie potrzebuję go wiele, tyle, ile jajecznej tempery o zapachu goździków uniesie jedno pióro, a właściwie małe, miękkie, kołyszące się piórko. Ale nie będzie się unosić, tylko leżeć na płótnie, a ono będzie ustępować pod jego prawie niewyczuwalnym naciskiem. Zwinięte w kłębek. Do tego potrzeba kilku odcieni szarości i nieco czerni. Żeby namalować biel, musisz użyć czerni. Przyjrzałam się stojącej przy oknie desce. Jasnoszare tło już gotowe, płótno wyschło mi całkiem dobrze, gładkie i miękkie. Robi wrażenie delikatnego jak puch. Piórko i płótno będą szarawe. Będą jednym, a potem piórko oderwie się od twardej, miękkiej poduszki i poleci w świat. Tylko pojedyncze kreski będą kobaltowe. Reszta biała, czerń jako część bieli. Potrzebuję tylko cienkiego pędzla.

– Miał być anioł, będzie pióro.

W kuchni nie było kawy. Włączyłam ekspres, ale kontrolka wskazywała brak ziaren do zmielenia.

– Nie żartuj – włączyłam komputer, żeby porozmawiać z ONA o jej pomyśle zabrania kobaltu, ale przez dłuższą chwilę wyświetlacz nie reagował na moje próby uruchomienia aplikacji. – Oddaj kobalt i kawę.

– Kawa bez śniadania nie pomoże ci wrócić do sił. Kobalt jest toksyczny.

– Puść w takim razie jakąś żywszą muzykę. Nie chcę tintinnabuli przed pracą.

– Ok, tyle da się zrobić. Na stole czeka jajecznica.

– Nie chcę jeść jajek, robi mi się od nich niedobrze.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania