#18 - cz.4
***
Całowałem ją po szyi, wkładając rękę pod jej bluzkę. Idealnie płaski brzuch mógł być wynikiem siłowni lub znakomitej przemiany materii. Opuszkami palców dotknąłem materiału jej stanika. Koronka, mm moja ulubiona.
Ciche westchnięcie z jej strony pobudziło mnie do działania. W końcu nic tak nie podnieca mężczyzny, jak jęki i westchnięcia kobiet.
Obróciłem ją w swoich ramionach, tak że stała teraz przodem do mnie. Na jej policzkach gościły rumieńce, lekko rozchylone wargi zdradzały, jak bardzo jest podniecona. Podobało mi się to.
Pochyliłem głowę i pocałowałem ją. Smakowała przepysznie.
Patrząc, jej w oczy rozpiąłem dżinsy, muskając opuszkami palców koronkowe figi. Ich bladoróżowy kolor, pobudził moją wyobraźnię. Czy jej sutki również są bladoróżowego koloru? Byłem tego bardzo ciekawy.
Moje ręce na powrót powędrowały do jej piersi. Całe szczęście, że bluzka była na guziki. Z łatwością ją z niej zdejmę. Chwyciłem jej brzegi i rozerwałem. Guziki rozsypały się po całej sypialni.
-I jak ją teraz założę? – zapytała lekko zaskoczona.
Wzruszyłem ramionami. Przez najbliższych kilka godzin, nie musi się o to martwić.
-Ciśśśś – uciszyłem ją, kładąc jej palec na ustach.
Pchnąłem Marlenę delikatnie na łóżko i rozebrałem do końca. Nie wiem, kto wymyślił staniki zapinane z przodu, ale byłem mu niezmiernie wdzięczny. Oby więcej kobiet takie nosiło.
Pieściłem jej piersi, od czasu do czasu schodząc ręką niżej. Bijące od niej ciepło dawało mi znak, że jest już gotowa na mnie, ale chciałem więcej. Kręciła się na łóżku, wysuwała biodra do przodu.
Klęknąłem przed nią na łóżku i zdjąłem T-shirt. Nie tylko ona mogła się pochwalić mięśniami brzucha, ja również.
-Bądź grzeczna, bo inaczej cię zwiąże – wymruczałem, gdy chciała mnie dotknąć.
-Chcę cię dotknąć – wyszeptała błagalnie – proszę.
Pokręciłem przecząco głową. Dotknie, ale jeszcze nie teraz. Chciałem, by błagała mnie o to, bym skrócił jej męki.
-Nie teraz.
Dlaczego nikt nie wymyślił spodni zdejmowanych przez głowę? Dzięki nim nie musiałbym schodzić z łóżka.
Marlena wodziła za mną oczami, nie spuszczając ze mnie oczu. Rozbawiło mnie to, przecież jej nie ucieknę. Wyglądała zbyt kusząco i zbyt pięknie.
***
Leżałem z głową między jej udami i doprowadzałem ją do szaleństwa. Dlaczego jeszcze nie błaga? Przecież widziałem, że ledwo wytrzymuje. No dalej mała, nie rób mi tego – pomyślałem.
-Przestań się ze mną bawić – wysyczała.
Ja, bawić? Oj maleńka, teraz przesadziłaś. Zaraz ci pokażę, co to jest zabawa, jeżeli jeszcze tego nie wiesz.
Podniosłem się i sięgnąłem do szuflady stolika nocnego, w którym zawsze mam schowany zapas na czarną godzinę. Rozerwałem jedną paczuszkę i nałożyłem lateksowe paskudztwo na mojego kompana. Ani ja, ani on nie chcieliśmy czymś się zarazić.
Czas zacząć zabawę.
Chwyciłem ją za biodra i przysunąłem do siebie, wsunąłem ręce pod jej pośladki i podniosłem lekko w górę. Spojrzałem jej w oczy.
-Coś nie tak? – zapytałem.
-Nie, wszystko jest w porządku – wyszeptała.
W jej oczach był strach. Czyżby, żaden z jej poprzednich partnerów nie był wobec niej taki stanowczy? Jeżeli tak, będę pierwszym.
Moje wewnętrzne ego krzyczało, bym wreszcie to zrobił i dał upust swoim emocjom.
Komentarze (15)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania