Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

*+18* Ciałoprzestrzeń 9 - Kaprysy sił wyższych

Drapieżnik miał wyjątkowe szczęście. Tej samej nocy, od razu pojechał do domu. Willa, otoczona wysokim murem, stała nieużywana, ale w dobrym stanie. Już miał z czymś takim do czynienia – dom reprezentacyjny. Mógł służyć również do celów mieszkalnych, ale szef, w czasie gdy nie prowadził interesów, opiekował się wiekowymi rodzicami w ich mieszkaniu bliżej centrum. Willa pozostawała bez stałej opieki, raz na jakiś czas była sprzątana, przychodził też ogrodnik. Wobec ostatnich zdarzeń, ochrona też była tam potrzebna.

Torik zamieszkał w pokoju gościnnym – małym i wygodnym. Torik nawet mieścił się w łóżku. Dużego majątku nie miał a jakby się postarał – mógłby zmieścić i aparat holograficzny.

Pewną przeszkodę stanowił fakt, że musiał praktycznie cały czas przebywać na miejscu. Komplikowało to łączność z Dziewicami. Ponadto, po akcji w piekarni, mógł zwrócić na siebie uwagę policji, stanowczo niechcianą.

Nikt z ofiar jednak nie potwierdzał wersji sprawców, zakładającej zdradę ze strony dziesiątego członka grupy – monitoring był wyłączony, zaś Szeryf leżał w szpitalu i prawdopodobnie miał już nigdy nie wrócić do pełni sprawności umysłowej. Torik musiał zgolić brodę i skrócić włosy, aby przynajmniej w pierwszej chwili nie być rozpoznawalnym. Na szczęście znalazł też trochę zapasowej garderoby, w innym stylu niż dotychczasowe ubrania. Na miasto wychodził rzadko, kiedy naprawdę musiał iść po rozkazy, pod bezlistne drzewo. Zakładał wtedy ramki od okularów. Były na tyle dyskretne, że brak szkieł nie robił różnicy – a pomagał zapewnić anonimowość. Twarz bez zarostu uderzała szerokimi, kanciastymi kształtami, nie była tak przyjemna dla wzroku jak zarośnięta. Mężczyzna tym jednak się nie przejmował – jak dotąd, powodzenie u kobiet znajdował niezależnie od wybranego stylu.

Wymknął się nad ranem do skrytki – znalazł instrukcje i kolejną dawkę lekarstwa. Wieści były dobre i złe zarazem. I to z jednego powodu – zwięzły komunikat nakazał Torikowi trwać w ukryciu i czekać na ewakuację, która miała nastąpić w ciągu standardowego miesiąca. Nie było najgorzej – kryjówkę, całkiem wygodne i bezpieczne. Było tam wszystko – a nawet zbyt wiele.

„Zbyt wiele” miało konkretną postać.

Zaczęło się od niewinnej próby uporządkowania najbliższego otoczenia – konkretnie, Torik niełatwo znosił nudę. W kamienicy nie żył luksusowo, ale zawsze cieszył się poczuciem względnej swobody, możliwością wyjścia i ruszenia w dowolne miejsce. Z owej bezczynności wynikło coś, czego w zwyczaju nie miał – Torik zaczął sprzątać. Głównie przecierał kurze, osiadające na wszystkich meblach i sprzętach. Znalazł przy tej okazji nieużywany aparat, żałując, że nie ma okazji go wykorzystać.

Jakakolwiek siła wyższa słuchała żali drapieżnika, postanowiła się zlitować. Przyszła bowiem sprzątaczka o bardzo przyjemnej aparycji. Miała bardzo mało do roboty i wyrobiła się o wiele prędzej, niż zamierzała. Torik towarzyszył jej, w jednych momentach bardziej, w innych mniej ostentacyjnie. Szczupła, kędzierzawa blondynka, koło dwudziestki. Bardzo przyjemnie spoglądała, zawsze była uśmiechnięta, promieniowała radością. Przychodziła regularnie, ale dotychczas nikogo nie zastawała. Gdy skończyła, była nawet chętna kontynuować rozmowę.

– Jak na faceta sprzątasz całkiem nieźle.

– Co to znaczy, jak na faceta?

– Wszędzie jakieś niedoróbki, ale to się poprawi. Widać że nie masz tego w zwyczaju.

– Cóż, ty się na sprzątaniu znasz lepiej. Jesteś profesjonalistką.

Dziewczyna roześmiała się.

– Aż tak to nie, po prostu dorabiam.

– A co robisz tak ogólnie?

– Szkolę się w technikach gospodarstwa wiejskiego. A ty co robisz?

– Jak widzisz, pilnuję tego domu.

– Jak widzę, sprzątasz również, chociaż nie nazbyt dokładnie. Może nie mam po co przychodzić?

– Czy jest czysto, czy brudno, możesz przychodzić, ja nie mam nic przeciwko.

– Co proszę? Bardzo dziękuję, ale nie lubię spędzać czasu bezczynnie.

– Jakie tam bezczynnie?

– Ano takie, że sobie odłożyłam cały dzień na sprzątanie. Teraz nie wiem, co mam robić.

– Zostaniesz na kawę?

– W sumie to mogę… - powiedziała niezdecydowanie, wzrok kierując gdzieś w dal.

Gdy gotowała się woda, Torik niby od niechcenia przyniósł aparat.

– Chcesz zdjęcie?

– Nie, dziękuję. Jestem nieumalowana. Skąd ten aparat?

– Pożyczony. Lubię robić zdjęcia, robię to zawodowo.

– Fotografia ślubna?

– Akty.

Torik rzucił niedwuznacznym spojrzeniem. Dziewczyna omal nie splunęła kawą. Zwróciła na mężczyznę wzrok, który kierowałaby do kogoś mocno i wyraźnie czującego się nieswojo.

– To chyba nie na poważnie?

– Dlaczego? Jak nie lubisz bezczynności, to możemy porobić coś takiego.

– Ale… ja się na to nie mogę zgodzić. Nie umiałabym stanąć przed aparatem. Sądzę że powinniśmy przestać rozmawiać na ten temat.

– Robiłem już zdjęcia nieraz. O nic się nie obawiaj, razem zrobimy tak że będziesz czuła się dobrze.

– Odmawiam. Zresztą, żeby była jasność: ja mam chłopaka.

– No to możesz mu dać zdjęcia do pooglądania, ja nikomu nie zabronię, twoja decyzja.

– A nie pomyślałeś, że mój chłopak może nie chcieć wiedzieć, że inny mężczyzna widział mnie nago?

– Po co taka pruderia? Najwyżej powiesz, że zdjęcia zrobiła ci koleżanka.

Dziewczyna nie dała się przekonać, widać było po niej zażenowanie. Odłożyła niedopitą kawę i ruszyła do wyjścia. Torik nie dawał za wygraną i poczłapał za dziewcznyną. Oparł się o ścianę, rzucił kolejne spojrzenie, mówił z nie do końca szczerym uśmiechem.

– Po co tak uciekasz? Wcale nie będzie tak źle jak uważasz, możemy spróbować…

– Bardzo dziękuję i doceniam komplement, jakim jest propozycja, ale muszę iść.

– Nie musisz od razu się cała rozbierać.

– Poczułam się niedobrze. Proszę, wypuść mnie.

Torik zbierał się niespiesznie i dziewczyna poczuła się zagrożona – ale miał w sobie dość klasy, nieskończenie więcej klasy niż typowy drapieżnik. Wypuścił dziewczynę, która przezornie uniknęła jego spojrzenia – kolejnej sztuczki, wzroku psa błagającego, by go nie porzucać.

– Jak zmienisz zdanie, zapraszam!

 

Zdarzenie – rozmowa i odmowa- było dlań jak kubeł zimnej wody. Prawda, nie zawsze odnosił sukcesy. Przy całym żalu, że pozostał sam, najbardziej żałował tego, że nie ma dostępu do zbioru wykonanych przez siebie zdjęć. Wszystkich fotografowanych przez niego kobiet i spędzonych z nimi chwil, niezależnie od tego, czy poprzestawały na samych zdjęciach, czy przechodziły na wyższy poziom intymności i namiętności.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Grawitacja rok temu
    Coś jest nie tak z tymi dialogami, są sztywne, być może warto je czymś doprawić. 😁
    Głupia propozycja z tymi aktami, nieokrzesany cymbał z tego Torika. 😄
  • OGBaran rok temu
    Chodzi bardziej o to co mówią, jak mówią, czy jak to jest dodatkowo opisane?
    Zgadzam się, że w ramach czegoś, co można by nazwać "budowaniem relacji", protagonista nie odznacza się finezją. Dziękuję za lekturę i komentarz
  • Grawitacja rok temu
    OGBaran Sposób tych wypowiedzi jest "łopatologiczny". Mechanicznie nienaturalny, bez emocji. Tak odbieram, być może dla innych jest w normie. Nie jestem dobrym krytykiem, subiektywne zdanie.
  • OGBaran rok temu
    Grawitacja zdanie subiektywne ale wartościowe, będę brać pod uwagę przy poprawianiu kolejnych części

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania