#18 - cz.15
***
Rozmowa z moją siostrunią trwała w nieskończoność. Każdy mój argument, zbywała machnięciem ręki i w kółko powtarzała jedno i to samo. Zachowywała się jak zdarta płyta.
-To dziwne – powiedziała – ani ja, ani Tymoteusz nie mamy z mamą problemów. Tylko ty.
No tak, zapomniałem. W każdej rodzinie jest czarna owca, a w tej padło na mnie. Niezmiernie mi z tego powodu wszystko jedno.
-Przepraszam, że nie jestem tak idealny, jak wy – ukłoniłem się przed nią – i nie chcę robić za podnóżek matce.
Ciche westchnięcie i machnięcie ręką. Po co ona tutaj przychodziła? Ciekawe, czy wiedziała, że tatko również przeszedł na stronę wroga i nie jest już pod pantoflem żonki.
-Ksawery – podniosła na mnie głos – moja pięcioletnia córka ma więcej rozumu od ciebie.
Na końcu języka miałem, żeby nie poszła w ślady matki ani babki, ale ugryzłem się w język. Chciałem, żeby wyszła i zostawiła mnie w spokoju.
-Gadaj sobie zdrów – przystawiłem palce do nosa i pomachałem jej nimi – nie dojdziemy do żadnego porozumienia.
W odpowiedzi wzruszyła ramionami i wyszła. Nareszcie.
11 Grudnia
Siedziałem u ojca w gabinecie i czekałem, aż wreszcie pojawi się w pracy. Było już po jedenastej, a ojca wciąż nie było w pracy. To dziwne, jak szybko mężczyzna zmienia się pod wpływem kobiety. Dopóki robił wszystko pod dyktando Elwiry, był w pracy punkt siódma, a teraz? Zaśmiałem się i obróciłem w ojcowskim fotelu, podziwiając widoki za oknem.
-Cześć synku – usłyszałem nagle za plecami – wygodny fotel co?
Obróciłem się w fotelu i spojrzałem na ojca. Wyglądał na zrelaksowanego i odprężonego.
-Nawet bardzo – uśmiechnąłem się, podnosząc leniwe dupsko z fotela.
Rzadko pojawiałem się w rodzinnym imperium. Przychodzenie tutaj, traktowałem, jak karę. Gdy zdałem maturę i stanąłem przed wyborem kierunku studiów, Elwira próbowała nakłonić mnie do studiów prawniczych, a nagrodą za ich ukończenie miało być objęcie ciepłej posadki w rodzinnej firmie.
-Co cię do mnie sprowadza? – zapytał, jakby czytał mi w myślach – czyżby matka znów coś wymyśliła?
Pokręciłem głową. Na szczęście, jeszcze na nic mądrego nie wpadła, ale to była tylko kwestia czasu.
-Nasłała na mnie Klaudię – odburknąłem.
Ojciec pokręcił w zrozumieniu głową. Dobrze, że chociaż on jeden mnie rozumiał.
-U mnie też była – wydukał – poznała nawet Ludmiłę.
Poznała Ludmiłę? To ciekawe. Mogłem się założyć, że zaraz poleciała do matki na skargę. Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Klaudia i Elwira, były jak dwie krople wody.
-I jak wrażenia? – zapytałem.
W odpowiedzi ojciec wzruszył ramionami.
***
Rozmowa z ojcem nic mi tak naprawdę nie dała. Nie powiedział mi nic, czego już sam bym nie wiedział. Rozczarował mnie trochę.
Właśnie wsiadałem do samochodu, gdy usłyszałem dzwonek telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz. Julia. Co ona mogła chcieć ode mnie? Stęskniła się za mną?
Moje wewnętrzne ego uśmiechnęło się i pogroziło palcem. Nawet o tym nie myśl.
-Co tam Juleczko? – zapytałem zaraz po odebraniu.
Usłyszałem ciche westchnięcie. Ciekawiło mnie, czy w łóżku też tak wzdycha.
-Chciałam się zapytać – wybełkotała – czy nie miałbyś może ochoty na kawę?
Ona proponowała mi kawę? To dość dziwne, kiedy ja chciałem zaprosić ją na kawę, stanowczo pokręciła głową i odmówiła. Więc dlaczego miałbym się teraz zgodzić? Bo jestem typowym psem na baby.
-No jasne, gdzie i o której? – odpowiedziałem po dłuższej chwili.
Wymieniła przez telefon nazwę zbyt dobrze znanej mi kawiarni i rozłączyła się. Cholera! Czemu akurat tam, gdzie zabieram wszystkie swoje ofiary? Nie chciałem, by kelnerka na jej widok uśmiechała się do siebie, podchodząc do nas i nie chciałem, by przewracała oczami, gdy nas zobaczy. To wszystko stawało się coraz bardziej pokręcone.
Siedząc w samochodzie, zastanawiałem się, czy nie uczestniczę może w jakimś durnowatym programie z gatunku „Mamy Cię!”.
***
Siedziałem w kawiarni i czekałem na Julkę. Miała być mniej więcej za trzy minuty i poprosiła, żebym zamówił jej białą kawę.
-To znowu pan? – dobiegło do mnie niezbyt miłe pytanie kelnerki.
A tą, co ugryzło? Stałem się wrogiem numer jeden kobiet czy jak? Powoli przestawałem cokolwiek rozumieć.
-Na kawę chyba każdy może przyjść? – odpowiedziałem mało przyjaźnie.
W odpowiedzi przewróciła oczami.
-Pan wykorzystuje kobiety – odrzekła tonem znawczyni.
Patrząc na nią, byłem pewny, że od dawna nie miała pomiędzy nogami niczego dużego. Właściwie nie dziwiło mnie to, była brzydka jak noc listopadowa. A jej frustracja mogła wynikać z zazdrości, zawsze przyprowadzałem tutaj piękne kobiety, jej nie zaszczycając nawet jednym spojrzeniem. Co ja biedny człowieczek poradzę na to, że kobiety kochały mnie w takim samym stopniu jak ja je?
-Ciebie i tak nie wykorzystam – odpowiedziałem z uśmiechem – więc może przyjęłabyś ode mnie zamówienie, zamiast zajmować się głupotami?
Na jej szczęście nic więcej nie powiedziała, tylko przyjęła zamówienie i zajęła się parzeniem kawy. To wychodziło jej najlepiej. Kawa była przepyszna.
***
Bawiłem się telefonem i czekałem, aż wreszcie Julka dotrze do kawiarni. Jej kawa była już zimna, a po mojej została pusta filiżanka. Właśnie podnosiłem się z krzesełka, by zamówić kolejną kawę, gdy zobaczyłem Julię.
Na jej widok, dech zaparło mi w piersiach. Nie umiem słowami opisać, tego, jak wyglądała. Włosy, makijaż, ubiór to wszystko było perfekcyjne i te cholerne czarne szpilki z czerwoną podeszwą.
-Długo czekasz? – zapytała, jak tylko podeszła do mnie.
Nie mogłem się na nią napatrzeć. Julka ogólnie była prześliczną dziewczyną, ale dzisiaj wyglądała zjawiskowo. Byłem ciekawy, co się za tym kryło.
-Nie – przecząco pokręciłem głową – ale kawa zdążyła ci już wystygnąć.
Machnęła ręką i zajęła miejsce naprzeciwko mnie.
-Lubię zimną – uśmiechnęła się, ukazując dołeczki w policzkach – co u ciebie?
U mnie? Wszystko w porządku poza kilkoma drobnymi szczegółami.
-Może być – wzruszyłem ramionami – a u ciebie?
Naprawdę byłem ciekawy co u niej słychać. Po naszej ostatniej wspólnej imprezie nie odzywałem się do Ignacego nawet słowem.
-Stęskniłam się za tobą – wyszeptała, biorąc mnie za rękę.
Boże! Ona też? Co się działo z tymi kobietami? Jeżeli ona również chciała mnie wkręcić w małżeństwo, to lepiej niech poszuka drzewa i się rozpędzi.
-Julka – pokiwałem głową – nie ze mną te numery. Mów, o co ci chodzi?
Chciałem jak najszybciej przejść do rzeczy i mieć to już z głowy.
Komentarze (7)
to jedno zdanie ,, Niezmiernie mi z tego powodu wszystko jedno."
jakoś dziwnie brzmi zmieniła bym je
zostawiam oczywiście 5
Mnie się tam podoba. Czyta się lekko i z uśmiechem, 5 :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania