#18 - cz.7
***
Stałem w napięciu przed moją matką, modląc się w myślach, by nie chciała poznać dokładnego sensu słów, wypowiedzianych przez Marlenę. Po co ona mówiła to na głos? Chciała zrobić mi na złość? Dlaczego kobiety są takie mściwe? Mężczyźni dają sobie po razie, następnie przybijają piątkę i idą na piwo. Kobiety z kolei wolą wbijać szpile i z satysfakcją patrzeć, jak mężczyzna się męczy.
- Ksawery, idź do kuchni – Elwira znów przerwała pierwsza ciszę – i sprawdź królika.
Specjalnie wysłała mnie do kuchni, żeby w spokoju wypytać tę wredną zołzę, co znaczy dogłębnie. Przez ułamek sekundy, miałem ochotę uciec i nie wracać, dopóki matka mi nie odpuści. Dla niej seks przed ślubem był czymś złym.
Chwilami zastanawiałem się, jakim cudem udało jej się z moim ojcem spłodzić trójkę dzieci. Patrząc na nich, nie umiałem sobie wyobrazić, jak uprawiają miłość. Może to i w sumie lepiej. Seks pod kołdrą i przy zgaszonym świetle to nie były moje klimaty.
***
Jedliśmy tego cholernego królika w totalnej ciszy. Każdy kęs stawał mi w gardle pod naciskiem spojrzeń mojej matki. Ona już wiedziała, tylko dlaczego jeszcze nic mi nie powiedziała? Może czekała, aż Marlena pójdzie. Tylko po co? To nie było kompletnie w jej stylu.
- Dlaczego taty z nami nie ma? – zapytałem, chcąc przerwać ciszę.
Moja matka w odpowiedzi machnęła lekceważąco ręką i wbiła widelec w królika. Coś było nie tak, tylko co? Nieobecność ojca była mocno podejrzana. O tej godzinie zawsze był już w domu i stawał w ogniu pytań Elwiry.
- Zamiast pytać o ojca – odpowiedziała po dłuższej chwili – lepiej porozmawiajmy o tobie i Marlenie.
No i się zaczyna. Wiedziałem, że nie odpuści. Zachodziłem w głowę, jakich głupot ta cholerna jędza naopowiadała żandarmowi w spódnicy.
- Nie bardzo wiem, o co ci chodzi – wydukałem, udając, że nie rozumiem – pyszny królik.
Chwalenie jej potraw zawsze sprawiało, że przymykała oko na moje przewinienia.
- Dobrze wiesz, o co mi chodzi – wysyczała – i nie udawaj.
Wiedziałem, aż za dobrze. Biorąc jednak pod uwagę mój wiek powinna wiedzieć, że mój penis służy mi nie tylko do sikania.
Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na Marlenę. Siedziała z miną zwyciężczyni. Miałem ochotę udusić ją gołymi rękami.
- Jakich głupot naopowiadałaś mojej matce? – wysyczałem przez zaciśnięte zęby.
W życiu nie pomyślałbym, że zaciągnięcie jej do łóżka przysporzy mi takich problemów.
Moje wewnętrzne ego stało ze złożonymi rękami i kiwało głową. I na co ci to wszystko było?
- Powiedziałam prawdę – odpowiedziała przymilnym tonem – nie rozumie, twojego pytania.
Miała teraz minę niewiniątka, a ja walczyłem sam ze sobą, by nie wybuchnąć. Dlaczego kobiety, tak bardzo komplikują życie facetom? Za jakie grzechy musiałem trafić na tę cholerną jędzę w tej pieprzonej galerii. Spośród tylu pięknych kobiet, wybrałem właśnie ją.
- Ksawery – moja matka podniosła głos – uważam, że powinieneś teraz się z nią ożenić.
To tylko sen, tylko sen – powtarzałem sobie uparcie. Ożenić? To był tylko jeden raz. Na Boga, gdybym miał się żenić po każdym jednorazowym seksie zostałbym bigamistą.
Sam nie wiedziałem, która z nich miała głupsze pomysły — żandarm w spódnicy, bo każe brać mi ślub, czy ta pieprzona jędza, bo chciała moją sypialnie dostosować do swoich potrzeb.
Pokręciłem w zamyśle głową. To wszystko było ponad moje siły.
- Powtarzam pierwszy i ostatni raz. Nie ożenię się z tą – kiwnąłem głową na Marlenę – kobietą.
Elwira, swoim zwyczajem uderzyła dłonią w blat stołu. Jej tłumiona dotąd złość sięgnęła zenitu.
- Mam dość twoich wybryków. Zaciągnąłeś tą biedną niedoświadczoną dziewczynę do łóżka, wykorzystałeś i porzuciłeś.
Niedoświadczoną? Odniosłem zupełnie inne wrażenie, gdy mnie prowokowała.
Znów pokręciłem głową i wstałem od stołu. Musiałem wyjść jak najszybciej. Ta przeklęta dziewucha, była moim przekleństwem.
***
Siedziałem w barze, pijąc trzecie piwo, gdy usłyszałem sygnał mojego telefonu. Wyjąłem go z kieszeni, spojrzałem na wyświetlacz. Ignacy, mój przyjaciel.
- No co tam? – zapytałem, zaraz po odebraniu.
Z Ignacym znałem się od dziecka. Był moim najlepszym kumplem. Rozumiał mnie, jak nikt inny na świecie i zawsze mogłem na niego liczyć. Taka moja bratnia dusza.
- Chciałem cię zaprosić do nas na piwo. Magda zrobi coś dobrego do jedzenia.
Magda była żoną Ignacego i jedną z niewielu kobiet, których nie dotknąłbym palcem nawet po pijaku. Nie dlatego, że była brzydka czy nie w moim guście. Wręcz przeciwnie, była śliczna i miała wszystko na swoim miejscu, tylko bardziej widziałem ją w roli kumpeli, niż w roli kochanki. Zawsze, gdy widziałem się z nią i Ignacym utwierdzałem się w przekonaniu, że pasują do siebie.
- Będę za dwadzieścia minut – starałem się przekrzyczeć muzykę płynącą z głośników.
Spotkanie z nimi dobrze mi zrobi. Nareszcie, będę miał okazję pogadać z kimś, kto nadaje na tych samych falach, co ja.
Komentarze (17)
Czemu zaczynam przeczuwać nową parę. XD Na razie nie mówię jaką, choć to pewnie oczywiste. :p Jeszcze trafię i będzie spoiler.
A mnie coraz bardziej chce się śmiać z Ksawerego. Już począwszy od jego imienia do strachu przed matką kończąc. Miał być macho, a okazuje się (sorry za wyrażenie) zwykłą ciotą, co podejrzewałam po tym jakiej muzy słucha. Super część 5 :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania