18. Fit and Balance: Pamięć tymczasowa
Maluję moje piórko na zielono. Czy nadal jest moje? ONA schowała gdzieś inne farby. Zostało kilka podstawowych pigmentów. Nie podoba mi się ten obraz. Jest za mały. Ciągle myślę o tym, jak wyglądałby mój śpiący anioł.
ONA obiecywała poprawę.
Tintinnabuli kieruje moją ręką. Zataczam łuki i półkola, ale farba jest nieposłuszna. Kilka razy czerń, której nie pozwoliłam wyschnąć, rozmazuje się, tworząc plamy na jasnej zieleni. Robi mi się niedobrze. Co to za kolor? Wstrętny.
– Nie taki efekt miałam uzyskać.
Za oknem jest jaśniej niż wczoraj. Zatrzymałam na moment pędzel.
– Nie chcę takiej barwy. Nie chcę ciągle rezygnować.
– Ciągle? – odzywa się znajomy głos.
– Zabrałaś mi dojrzewającą włoską szynkę, zostawiłaś wstrętne mięso. Zamieniłaś kawę na rumianek. Jak mam funkcjonować?
– Może byś wyszła na spacer? – ONA wyłączyła nagle muzykę. – Świeże powietrze dobrze ci zrobi.
– Więc chodźmy, tylko wezmę wyświetlacz – odpowiedziałam zmęczona patrzeniem na plamy zieleni.
– Myślę, że powinnaś iść sama.
3.04.2029: zapis z pamięci Użytkowniczki:
– Musi pani teraz więcej o siebie dbać.
– Muszę?
– To pierwszy miesiąc. Witaminy. Żadnego alkoholu. Żadnego stresu.
– Łatwo powiedzieć.
– Tintinnabuli i medytacja.
– Pan żartuje. To ma być medyczna rekomendacja?
– Tak. Wystarczy nie przeszkadzać.
Boję się wychodzić na zewnątrz, odkąd...
ONA nie chciała mi towarzyszyć. Bezgłośnie zamknęłam za sobą ciężkie drzwi kamienicy. Na ulicy zalało mnie blade światło i chłodne powietrze. Była chyba wczesna pora. Nie było ludzi. Odgłosów. Ruszyłam przed siebie. Ulice były puste. Były puste. Nie wydawały mi się znajome. Ale nie bałam się, że zgubię drogę. Było mi ciężko iść. Dostałam zadyszki. Może trzeba iść w rytm kołysanki. Ale nie jest nam już potrzebna.
Zatrzymałam się przy pustej ławce niedaleko pustego skrzyżowania. Sygnalizacja świetlna pokazywała zielone. Dla pieszych i dla samochodów. Zakręciło mi się w głowie. Na próżno próbowałam przypomnieć sobie to miejsce. I złapać oddech. Minęło dobrych kilkanaście minut, odkąd wyszłam z domu, a mimo to poczułam wyraźne zmęczenie. Dlaczego nie ma tu nikogo?
13.04.2029, zapis z pamięci Użytkowniczki.
– To cudownie! Jak ja się cieszę... Czekałem na ten moment.
– Co teraz z nami będzie?
– Jak to co? Będziemy rodziną.
– A twoja...?
– Ona zawsze przesadza. Mam swoje życie.
Sobota, 14.04.2029, zapis dźwiękowy z pamięci Użytkowniczki:
– Jak ty to sobie wyobrażasz? Że mnie teraz zostawi, kiedy najbardziej go potrzebuję? Mam zostać sama?
– Może uda nam się znaleźć jakieś rozwiązanie...
– A to w ogóle jego?
O aniele, który byłeś,
czemu mnie tam zostawiłeś,
pozwoliłeś na czyn niecny
czemu byłeś nieobecny.
Zobaczyłam, że leży na progu. Tak jak kiedyś. Ukrył twarz w dłoniach. Schylił głowę i stulił skrzydła jak motyl. Rzucały niebiesko-kobaltowy blask. Podeszłam bliżej.
– Nie śpisz?
– Czuwam.
– Za późno.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania