2012: koniec Euro
*****
Gdy Juan razem z trójką swoich najlepszych kumpli wysiadał z samolotu na lotnisku w Gdańsku, czuł w sobie ekscytację, jakiej nie pamiętał od dawna. EURO 2012, Hiszpania broniąca tytułu mistrza Europy, a oni – grupka przyjaciół z Madrytu – mieli przeżyć to na własnej skórze. Ich cel? Obejrzeć mecz Hiszpanii z Irlandią na żywo w gdańskiej PGE Arenie.
— Vamos, amigos! — zawołał Carlos, który zawsze przejmował rolę lidera w ich paczce. — Piwo, kiełbasa i futbol, to będzie niezapomniana noc!
Juan uśmiechnął się i pociągnął za sobą walizkę. Nie wiedział jeszcze, że to nie futbol, a coś zupełnie innego uczyni tę noc wyjątkową.
*****
Zameldowali się w hostelu na starówce, przebrali w czerwone koszulki reprezentacji i ruszyli na miasto. Gdańsk tętnił życiem. Po ulicach przelewały się tłumy kibiców – Hiszpanie, Irlandczycy, Polacy. Nad Motławą śpiewano „Viva España!”, a w barach rozbrzmiewały irlandzkie przyśpiewki.
— Mam ochotę na coś lokalnego — oznajmił Juan, gdy przechodzili obok jednego z pubów. — Może polska wódka?
— Trzymaj się piwa, amigo! — odparł Carlos, śmiejąc się. — Mecz zaczyna się za dwie godziny, nie chcemy cię zbierać z chodnika.
Zatrzymali się w knajpce na Długim Targu. Juan zamówił kieliszek żubrówki, chcąc spróbować czegoś nowego. Gdy kelnerka postawiła przed nim szklankę z bursztynowym trunkiem, ktoś obok potrącił go łokciem.
— Lo siento — powiedział instynktownie, ale gdy spojrzał na dziewczynę, która go trąciła, język stanął mu kołkiem.
Miała długie, ciemne włosy i głębokie zielone oczy. Polka.
— Przepraszam, zagapiłam się — powiedziała, a jej uśmiech był jak wschód słońca nad Madrytem.
*****
Juan zapomniał o wszystkim. O meczu, kumplach, piwie. Liczyło się tylko to, że właśnie poznał dziewczynę, z którą chciałby spędzić całą noc.
— Jestem Juan. Jesteś Polką?
— Lena — podała mu rękę. — Tak, jestem z Gdańska.
— Pokażesz mi swoje miasto?
— A co z meczem?
Juan spojrzał na telefon. 40 minut do pierwszego gwizdka. Carlos i reszta już kierowali się na stadion. Mógł biec za nimi. Ale mógł też zrobić coś szalonego.
— Piłka to nie wszystko — uśmiechnął się. — Może znajdę w Gdańsku coś jeszcze bardziej ekscytującego.
Lena roześmiała się i chwyciła go za rękę.
— Chodź, pokażę ci najpiękniejsze miejsce w mieście.
*****
Spacerowali nad Motławą, potem wdrapali się na wzgórze, skąd widać było panoramę Gdańska. Przeszli przez cichą uliczkę z bursztynowymi sklepami, aż w końcu wylądowali na plaży.
— To najlepszy sposób, by poczuć ducha Gdańska — powiedziała Lena, rozkładając ręce. — Morze, piasek, wiatr.
Juan spojrzał na fale rozbijające się o brzeg. Nigdy wcześniej nie czuł się tak wolny.
— Chyba przegapiłem mecz — stwierdził nagle.
Lena spojrzała na telefon.
— Hiszpania wygrała 4:0. Torres strzelił dwa gole.
Juan uśmiechnął się.
— I tak miałem swoją wygraną tej nocy.
Gdy słońce zaczęło wschodzić nad Bałtykiem, Juan wiedział, że nigdy nie zapomni tej chwili. Gdańsk dał mu więcej, niż mógłby sobie wymarzyć – przygodę, którą będzie opowiadał do końca życia.
Komentarze (2)
narracja nie porywa, nic nie porywa, aż się prosi o sztorm
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania