3 blizny

„3 blizny w ciemności, księżyc jasno świeci

3 się uśmiechają, uśmiechami dzieci…”

 

PIERWSZA BLIZNA

 

Powietrze tak suche we wnętrzu magazynu sprawiało, że wargi w kilka chwil stawały się niczym spękana skorupa. Ciepło uderzało do głowy potęgując pulsujący ból. Ból pomieszany z narastającym uczuciem radości i spełnienia. Suche gardło pozwalało jedynie na zdawkowo rzucone zdanie skierowane w próżnię pozbawioną słuchaczy.

-Cholerna, pieprzona dziwka-wyrzucił z siebie łapiąc powietrze niczym ryba bez wody.

Patrzył na swoje przedramię, na którym w miejscu przeciętej skóry wykwitał krwawy pot.

-Musiała mnie zadrapać-rzucił w powietrze i poczuł się nieco lepiej. Pewność siebie wracała tak szybko jak szybko uspokajało się rozszalałe serce. Pomyślał też, że będzie z tego niezła blizna. Ucieszyła go myśl, że już na zawsze będzie miał pamiątkę tej owocnej nocy.

Wziął do ręki nóż, którym nie tak dawno wygrywał na szyi ofiary takty śmiertelnego tanga. Popatrzył na ostrze, w którym odbijało się mocne słońce podgrzewające atmosferę w magazynie do niebotycznych temperatur. Zbliżył je do rozcięcia na skórze i ciął mocno. Jego krew zmieszała się z tą na folii przykrywającej podłogę. W głowie zaś ból zmieszał się z ekstazą.

-Teraz już nie zapomnę-powiedział w stronę martwej słuchaczki.

-Już zawsze będziesz częścią mnie dziwko - uśmiechnął się do swych myśli i kontynuował monolog zwijając folię i pakując resztki dziewczyny do szczelnych i grubych worków na śmieci.

 

Zamek zazgrzytał pod naporem klucza i drzwi do domu stanęły otworem. Przenikliwe szczekanie przywitało go już na klatce zanim nawet zdążył pomyśleć o swoim małym pupilku. Psy wyczuwają swoich właścicieli z wielu metrów..

Położył się na kanapie myśląc o tym, że psy są najlepszymi przyjaciółmi człowieka. Nie oceniają, nie zadają pytań, nie wyśmiewają. Zupełnie inni niż ludzie. Oni są źli. Z gruntu zepsuci i ubrani jedynie w płaszczyk dobra i prawości. Odarci zaś z niego zamieniają się w żałośnie lamentujący kawałek mięsa. Odpływając w sen przed oczami widział ich wszystkich.

Widział dzieciaki bezlitośnie wyśmiewające jego wychudzone ciało. Widział Basię, najpiękniejszą ze wszystkich dziewczyn w całej szkole. Pierwszą, której zaczęły rosnąć cudowne piersi. Pierwszą, którą pokochał i pierwszą z, wielu, które go odrzuciły. Widział jak razem z resztą tych obrzydliwych ludzkich istot kończy szkołę i idzie swoją drogą. We śnie wspominał jak wiele lat później odnajduje Basię na jednym z internetowych portali. Śniąc patrzył na siebie oglądającego jej zdjęcia z wakacji. Uśmiecha się na nich trzymając za rękę śliczną na oko 12 letnią dziewczynkę. Dziewczynka również się uśmiecha a jej uśmiech coś mu przypomina.

We śnie dziewczynka próbuje coś do niego powiedzieć wychodząc z fotografii. Próbuje, ale nie może. Jej usta zamieniły się w bliznę. Basia zaś nie uśmiecha się wcale. Teraz idzie tylko ulicą, na której lampy ozdobione są białą kartką z niewyraźnym zdjęciem i podpisem „CZY KTOŚ MNIE WIDZIAŁ?”.

We śnie patrzy na łzy, Basi, które są łzami matki i im dłużej to robi tym szerszy uśmiech wykwita na jego twarzy. Im dłużej się uśmiecha tym widok małej dziewczynki z blizną zamiast ust staje się mu bliski. Ona już zawsze będzie przy nim…

 

 

DRUGA BLIZNA

 

Głaszcząc dziewczynkę po rudych włosach miał nadzieję, że ciepło jego dłoni uspokoi nieco dygotającą młodą damę. Dama to dobre określenie. Księżniczka nawet. Taka młoda a już tak zadbana.

-Jesteś bardzo podobna do swojej mamusi Kamilo-mówiąc to stara się by jego słowa brzmiały miękko i uspokajająco. Niestety nie doczekuje się na odpowiedź. Patrzy w oczy młodej damy. Obserwuje jak po policzku dziecka płynie pojedyncza łza.

-Jesteś bardzo dzielna, dokładnie tak jak mama-obserwuje szarą taśmę, która oplata szczelnie nóżki w drogich butach.

-Masz ten sam błysk w oku, ten sam cholerny zimny błysk-gniew rozpala w nim wspomnienia.

-Dokładnie taki sam miała mama, kiedy mnie skrzywdziła-dodaje.

-Chciałem być dla niej dobry, chciałem być wszystkim, ale to było dla niej za mało.

-Potrzebny jej był ktoś, kto będzie zarabiał więcej niż klasyczne minimum.

-Ktoś, kto zasponsoruje jej cudowne wakacje w ciepłych krajach, ktoś, komu urodzi taką jak ty cudowną dziewczynkę, dla której będzie mógł kupić drogie buciki-opamiętał się nieco widząc, że niepotrzebnie straszy i tak już przerażone dziecko.

Do samotnej łzy małej dołączyły dziesiątki innych łez. Taśma, którą zatkał jej usta przeszkadzała małej oddychać. Wciągała więc powietrze łapczywie przez nos. A razem z powietrzem wciągała słoną mieszankę potu i łez. Widać było, że ogromnie się męczy.

-Bardzo dobrze, męcz się teraz tak jak ja męczyłem się tyle lat-rzucił już bardziej do siebie niż do niej.

-Jesteś tak podobna do mamy, tak bardzo podobna i skażona tą samą chorobą-splunął z niesmakiem na folię na podłodze.

-To zjada was od środka jak najgorszy rak, który zamienia wnętrzności w bulgocącą papkę.

Wypielęgnowaną dłonią sięgnął w kierunku torby przewieszonej przez ramię. Wyciągnął z niej nóż i przystawił dziewczynce na wysokość oczu.

-Wy jesteście rakiem a ja chirurgiem, który tym narzędziem usunie to, co zepsute-ostatnie słowa były już mniej wyraźne, ponieważ usta znów zaczęły mu wysychać.

Spojrzał na dziecko, które już nie płakało. Po jej nogach ciekła stróżka uryny plamiąc jej drogie buciki.

-Dokładnie jak powiedziałem, rak i brud plugawiący to, co czyste i niewinne-splunął raz jeszcze resztką gęstej śliny jakby na potwierdzenie własnego obrzydzenia a potem ciął.

Dziewczynka zakwiliła cicho a potem osunęła się bezwładnie w jego ramiona.

On przytulił ją czule i był z nią dopóki nie wyparowało z niej całe życie.

-Zmazuje z Ciebie grzechy mała ladacznico-mówiąc to zamknął jej szeroko otwarte oczy.

Potem nastąpiła ekstaza, kiedy to samo zakrwawione ostrze zagłębiało się w jego ciało dodając kolejną bliznę do kolekcji.

-Przywitaj się z siostrą maluszku - powiedział i starł cieknącą krew papierowym ręcznikiem.

 

Wierny pupil jak zwykle przywitał go serdecznym merdaniem krótkiego ogonka.

Miska szybko wypełniła się psią karmą a głowa pana wypełniła się myślami. Popatrzył na zegarek i doszedł do wniosku, że do świtu pozostały mu jeszcze, co najmniej dwie godziny. Dwie godziny dla niego i krwawych retrospekcji. Sen przyszedł niemal natychmiast. Przywitał go wesołym śmiechem dziewczynki bawiącej się na karuzeli. Gdzieś wysoko ponad placem zabaw zobaczył też okno, z którego wychylała się postać kobiety wołającej dziewczynkę do domu. Dziecko nie mogło niestety słyszeć głosu matki. Gdy odchyliła główkę by popatrzeć w niebo kręcąc się na karuzeli okazało się, że w miejscu gdzie powinny być uszy zieją jedynie dwa zaropiałe otwory. Nagle dziewczynka spadła z karuzeli a z jej oczu popłynęły krwawe łzy smutku. Z nieba zaś sfrunęły przerażające wielkie kruki i zaczęły masakrować ostrymi dziobami drobne ciałko. Popatrzył w górę i zobaczył matkę stojącą w oknie. Zobaczył jak wyciąga ręce do swej na wpół żywej córki, widział moment zawahania a potem moment lotu. Widział jak ciało z niemym odgłosem roztrzaskuje się na betonie łamiąc wcześniej kręgosłup po zderzeniu z trzepakiem. Gdy spojrzał na powrót w stronę karuzeli nie widział już nigdzie ptaków. Zobaczył jedynie szkielet z resztkami mięsa falującymi na wietrze. Poczuł zadowolenie i spokój, ponieważ w jego świecie zapanowała sprawiedliwość.

 

OSTATNIA BLIZNA

 

Chłopiec był dzielny. Przynajmniej próbował być. W jego oczach strach mieszał się z gniewem. I tego uczucia było w nim zdecydowanie więcej. Zbyt dużo jak na czternastolatka. Ale to nie było ważne. Istotnym było to, że tak bardzo przypominał mu jego ojca. Tego samego szpakowatego chłopaka, z którym przyszło mu kiedyś pracować. Dokładnie tego, przez którego stracił pracę, bo najważniejszy był pogoń za kolejnym szczeblem kariery. Nie ważne były uczucia innych. Najważniejsze to piąć się do góry bez względu na koszty. Teraz patrząc w oczy dzieciaka nie myślał o nim, myślał o jego ojcu.

-Bo widzisz, twój tata nie jest dobrym człowiekiem, jest zwykłym zwierzęciem, które kieruje się instynktami drapieżnika- zagadał do chłopca chcąc przerwać panującą w magazynie ciszę.

Chłopiec początkowo szarpał się i próbował kopać, ale najwidoczniej zabrakło mu już sił. Pozostał w nim tylko tlący się gniew.

-Kto by pomyślał, że takie prymitywne błoto ubrane w ludzką skórę, jakim jest twój ojciec może sprowadzić na ten świat takie sympatycznego młodego człowieka- zadumał się nad tym faktem tylko chwilę i kontynuował swój wywód.

-Ale co z tego tak naprawdę skoro jesteś jak i on skażony.

-Skażony złem i ignorancją, którą przekazał ci w genach, tą samą, którą nosi każdego dnia w swym zgniłym nasieniu-ostatnie zdanie wypowiedział w zasadzie niepotrzebnie widząc, że młody chyba nie do końca rozumie, o co mu chodzi.

-Mówiąc prościej, jeśli jesteś już teraz tak podobny do niego to wkrótce brud zapanuje i nad tobą, po czym staniesz się kolejnym nic nie wartym elementem tej odrażającej ludzkiej układanki społecznej-miał nadzieję, że tym razem wyjaśnił sprawę bardziej zrozumiale.

-Ja jestem tym, który ochroni świat przed pseudo ludźmi waszego pokroju, i choć wiem, że nie usunę wszystkich to i tak zrobię cokolwiek-wciągnął powietrze i kontynuował.

-To i tak o wiele więcej niż wy zrobicie przez całe swoje nic nie warte życie.

-A twój tata dostanie nauczkę, taką samą jak te dziwki przed nim.

-Pozna smak bólu, tego samego, którego tak długo pozwalał smakować innym.

Spojrzał na chłopca i zdał sobie sprawę, że dziecko go nie słucha. Straciło jakiś czas temu przytomność i leży teraz podobne do bezwładnego manekina. Pomyślał, że to tchórzostwo. Uciekać od przeznaczenia. Tego samego przeznaczenia, które pchnęło jego na bolesną ścieżkę życia zakończonego zasłużonym rewanżem. Podniósł nieprzytomnego chłopca na wysokość własnych oczu i patrzył jak nerwowo otwierają się, kiedy do mózgu dociera impuls cierpienia. Patrzył jak na powrót zamykają się one, kiedy ciało już nie wytrzymuje bólu palącego przecinany żołądek. Obserwował ostatnie tchnienie wypuszczonej przez nos krwawej mgiełki. Kiedy młode ciało przestało drgać w konwulsjach przyszedł czas na jego samego. Przedramię szpeciły dwie długie blizny. Za chwilę dojdzie trzecia. Ostatnia blizna a razem z nią uczucie ekstazy. Zbliżał się do końca swej drogi i ekstaza miała go nie opuszczać już do samego finiszu.

 

EPILOG

 

Pies już nie szczekał na powitanie. Nie domagał się również należnego mu posiłku. Leżał grzecznie i nieruchomo na dywaniku obok łóżka swego pana. Nie oddychał a jego główka była nienaturalnie wykręcona. W miejscu gdzie pysk stykał się z dywanem widniała wyschnięta już nieco plama śliny. Pan siedział przy biurku i wyrzucał szybko krótkie i urywane zdania do komputerowego mikrofonu.

-Dokonało się moi kochani, stało się to, co każdej i każdemu z was przyrzekłem tak dawno temu.-Gdy to mówił na jego czole pojawiły się pierwsze krople potu.

-Zabiłem wasze bachory i przyznaję się do tego z pełną premedytacją.

-Wyrwałem je wam tak jak kiedyś wy wyrwaliście ze mnie resztki człowieczeństwa.-Wziął oddech i kontynuował.

-Zabrałem wam miłość, zabrałem oddanie, odebrałem wam dumę i złamałem was.

-I teraz, gdy będę umierał to o was właśnie będę myślał-wysapał

-Różnica między nami jest jednak taka, że w moich żyłach spożyta przeze mnie trucizna właśnie zaczyna działać i za chwilę umrę ten jeden jedyny raz.-Zakaszlał i kontynuował.

-Wy natomiast będziecie umierać dzień po dniu, a każdy z nich pozbawiony będzie śmiechu tych, których tak bardzo kochaliście i mogliście być dumni.

-Miłość i duma, oto, co mi odebraliście, wy zrobiliście to mnie a ja wam-kaszel ty razem był dłuższy.

-Spójrzcie sobie po raz ostatni na to, co było dla was w życiu najważniejsze-chwycił w dłoń kamerę stojącą na obudowie monitora i skierował ponad swoim ramieniem na rząd plastikowych worków stojących pod ścianą.

-Oni są teraz ze mną i już zawsze ze mną będą-zademonstrował do kamery swoje zmasakrowane przedramię.

-Powiedzcie dobranoc swoim pociechom, powiedzcie dobranoc mnie-tym razem kaszel trwał już dobre kilkadziesiąt sekund.

Nacisnął przycisk stop w programie do nagrywania i przetarł rękawem spocone czoło.

Z menu, które pojawiło się po wciśnięciu prawego przycisku myszki na ikonie nagrania wybrał „Wyślij”. Wklepał kilka adresów a po chwili dźwięk z głośników oznajmił, że wiadomość wysłano.

To był koniec. Zataczając się lekko podążył w stronę ściany. Oparł się o nią plecami i osunął powoli na ziemię. Siedząc oparty o ścianę głowę trzymał na jednym z worków. Była coraz cięższa i trudno mu było ją podnieść. Nie kaszlał już, ale z ust ciekła mu wąska stróżka ciepłej krwi. Wszystko stało się w jednej chwili bardzo odległe. Dźwięki dochodziły z opóźnieniem, powietrze było gęste i ciężko było oddychać. Zaczął tracić świadomość i pojawiły się majaki.

Zobaczył dzieciaki trzymające się za ręce i tworzące koło. Widział jak uśmiechają się do niego twarzami, które wyglądały jakby były odlane z gipsu. Widział jak pustymi oczami przyglądają mu się badawczo. Zrobiły dla niego miejsce w kole i złapały go za ręce. A on był znów młody. Spojrzał na nie z miłością i już wiedział, że go nie odrzucą jak Ci tam w poprzednim życiu.

-Już zawsze ze mną będziecie moje kochane-wyszeptał w ich stronę.

-O nie…to Ty już zawsze będziesz z nami -pustkę rozdarł śmiech dziecka, do którego dołączyły pozostałe.

-Przez całą wieczność…

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Nazareth 29.03.2016
    Bardzo groteskowe i brutalne. To odczucie wzmagający jeszcze barwne opisy. Jest tu tez jednak filozofia, odwet za cierpienie psychiczne. Inne spojrzenie na sprawiedliwość. Podoba mi się trójdzielne budowa i studium psychozy. Jestem pod wrażeniem twojego tekstu. Jedyne czego mógłbym się czepiać to zapis dialogów - nad tym powinieneś popracować i całość będzie rewelacyjna! Odemnie 4.5 czyli 5. Pozdrawiam.
  • Nazareth 30.03.2016
    Mam jedno pytanie, które poważnie mnie nurtuje. Jednego dna pojawia się pięć opowiadań z gatunku horror, wszystkie podpisane imionami i nazwiskami co się tu nie często zdarza, wszystkie wstawione przez niezalogowanych uzytkowników. Dzień później pojawia się takich opowiadań 4, te akurat przeczytałem, wszystkie długie poprawnie skomponowane i na wcale nie złym poziomie (to też się tu często nie zdarza). Nie wierzę w zbiegi okoliczności a w ten nie uwierzył bym nawet gdyby mnie sam papież zapewniał. Więc, że się tak spytam: co się tu dzieje? Zechce mi może ktoś wyjaśnić?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania