A co się dziwisz
Rozkładam matę, jestem wcześniej więc sporo miejsc do wyboru. Jest lato, ciepło. Drzwi do sali otwarte, a promienie słońca oświetlają pasmami połowę sali. Oczywiście wybieram miejsce oświetlone. Rozwijam matę, wokół powoli zbierają się inne osoby. Kładę się i leżąc na macie odczuwam cieplejszy, słoneczny blask. To czas wyciszenia, wyhamowania przytłaczających myśli z całego dnia. To chwila na odklejenie się od codzienności i również chwila na rozmowę z własnym ciałem. Skupiam się na jego sygnałach. W myślach rozpytuję mięśnie, masuję bolące miejsca i pocieszam ciało, że ten ból i wysiłek, którego doświadczył w ciągu dnia, ostatecznie w wyniku dał więcej endorfin oraz satysfakcję. Że był potrzebny. Ta wewnętrzna rozmowa jest jednak krótka. Z konsternacją stwierdzam, że coś jest nie tak. Nie, nie z moim ciałem, poobijanym po całym dniu aktywności. Coś wilgotnego, oziębłego zaczyna mnie otaczać a epicentrum tego odczucia znajduje się na moich pośladkach. Niepokojące. Nie wytrzymuję sięgam ręką pod plecy - mokro. To już nie konsternacja, obejmuje mnie lekka panika. I błyskawicznie pojawia się myśl, skojarzenie - no tak wyprałem sobie matę i nadal jest mokra. Wpadłem na ten genialny pomysł gdy kolejny raz leżąc 'krokodylem' nosem wyczuwałem wieloletnią jej podróż. Cóż, jakoś to wytrzymam, pogodzony z losem próbuję ogrzać się psychicznie w padającym na mnie blasku i rozparcelować to ciepło po całym ciele, a w szczególności na dół pleców. Rozpoczynamy praktykę, zaczynam się rozgrzewać - nie jest źle. aczkolwiek pierwszy 'pies z głową w dole' wzbudza mój lekki niepokój. Mata, która stanowiła do tej pory stabilne podparcie zaczyna się przesuwać. Nie, to nie ona się przesuwa, to moje dłonie zaczynają się rozjeżdżać. Spinam się mocniej i utrzymuję postawę. Nie pomaga na dłużej, przy 'odwróconym wojowniku' uświadamiam sobie swój błąd taktyczny - mata nie tyle jest mokra ona jest nasiąknięta mydłem co w połączeniu z lejącym się potem, tworzy niezłą warstwę poślizgową. Piękna konsekwencja wypucowania. Z jękiem rozczarowania, poddaję się i przenoszę na parkiet. Jest lepiej choć kościste elementy mojego ciała krzyczą, niekoniecznie z radości, przy kontakcie z podłogą. Mata obok leniwie odpoczywa.
Ech - "A co się dziwisz" mógłbym sobie powiedzieć.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania