A ja nie wiem...

Robert stanął przed lustrem. Wyglądał zwyczajnie i nieciekawie, niczym papier toaletowy, którym ktoś podtarł sobie tyłek. Zupełnie nie przypominał ojca, który miał usta niczym dzwon, jego nos wyglądał jak strach na wróble owinięty w folię bąbelkową i wysłany kurierem do Nagasaki, a zamiast oczu miał dwa karmelki z budyniem.

Już miał wziąć sprawy we własne ręce, ale stwierdził, że lepiej skorzystać z profesjonalnej obsługi. Niestety w jego mieście nawet domy publiczne były prywatne. Jedynie koło sklepu dla kombatantów wojennych i matek w ciąży, których dzieci zostaną weganami kręciło się zawsze kilka prostytutek. Tym razem nie dopisało mu szczęście, gdyż ich miejsce zajęli geje kulturyści. Robert poczuł się jak dziewica, która wylądowała na bezludnej wyspie razem z dwudziestoma facetami, którzy zapakowali do bagaży jedynie viagrę i maść na otarcia. Wyminął ich i wszedł do sklepu. Pokazał swoją legitymację ciężarnego kombatanta i przeszedł obowiązkowy test na obecność narkotyków i metali ciężkich w odbycie. W środku znalazł tylko artykuły dla inwalidów i ciężarnych kobiet, więc nic nie kupił, za to ukradł kilka rzeczy.

W drodze powrotnej natrafił na kobietę udającą znak drogowy.

- Przepraszam. Chciałbym cię wyruchać w cztery litery – powiedział prosto z mostu, na którym stał.

- W dupę?

- Nie, w cztery litery. W cipę.

- W takim razie pieprz się.

- No właśnie nie mogę, bo ręka mnie boli. Zaszczepiłem się. A myślałem, że dziwki nie wybrzydzają.

- Nie jestem prostytutką. Ja tylko handluję własnym ciałem.

- Ta noga po ile?

- Nie stać cię nawet na włosa spod pachy.

Kobieta miała tylko jedną nogę, więc gdyby zabrał jej drugą mogłaby się przewrócić. To byłoby nieetyczne, a do tego nieerotyczne, a Robert rzeczywiście nie dysponował żadną kasą. Czuł się upokorzony niczym wtedy gdy jego matka sprała go na kwaśne jabłko mówiąc, że nawet rodzona matka go nie pozna.

Wrócił do domu, a potem udał się do księgarni. Pracował tam jako księgowy sprzedając księgi obrachunkowe Muzułmanom. Po robocie był tak zmęczony, że zaraz zasnął i śnił o tym jak tańczy mambo z Elvisem i matką Freda Flinstone’a.

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • Trzy Cztery 4 miesiące temu
    Chyba to tekst o ludziach, którzy są niezdecydowani, ale myślą o sobie, że są zdecydowani. No i może są zdecydowani - na niezdecydowanie.

    W jednym miejscu pomyślałam, że powinieneś poprawić, bo słabo wyszło zetkniecie się tych wyrażeń: "...w odbycie. W środku znalazł..." , ale później uznałam, że to specjalnie. Chodzi o ten fragm.:

    "...ii przeszedł obowiązkowy test na obecność narkotyków i metali ciężkich w odbycie. W środku znalazł tylko artykuły dla inwalidów i ciężarnych kobiet, więc nic nie kupił, za to ukradł kilka rzeczy".

    Sam sobie zrobił rewizję, sam sobie ukradł kilka rzeczy. No. I OK!
  • fanthomas 4 miesiące temu
    Chyba jednak poprawię to zdanie choć w sumie... ;)
  • Narrator 4 miesiące temu
    W tak złym smaku, że bardzo dobrze się czytało. „nawet domy publiczne były prywatne” — zabawna gra słów, bo obydwa przymiotniki oznaczają to samo. Brawo x 5.
  • Vincent Vega 4 miesiące temu
    Ja odebrałem tekst jako wiwisekcje mężczyzny, który pragnie jedynie sexu bez miłości, traktuje kobietę jedynie jako przedmiot, który da mu spełnienie i do niczego innego jej nie potrzebuje. Poświadcza mi to język jakiego używa wobec udającą znak drogowy. Zero kurtuazji, od pierwszego słowa przechodzi do rzeczy. Nie wiem czy zgodnie z intencją autora odczytałem tekst, ale takie są moje odczucia. Pozozdrowiam serdecznie :)
  • Piotrek P. 1988 4 miesiące temu
    Hahaha, ale szalone opowiadanie :-D! Świetne i cool, że tak napiszę. 5, pozdrawiam :-)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania