Moment
Siedziałem na ławce przed swoim domem który był marzeniem moim i żony. Bardzo dobrze nam się ułożyło życie po kilku latach doszedłem do statusu który nawet mi się nie marzył i nie widać by to mogło być zagrożone. To wszystko jest jak w pięknym śnie który trwa bez przebudzenia z tym że ja decyduje jak się potoczy i ile kolorów z palety barw mu zaaplikuje. A jednak czasem chcę by coś się stało by mi wróciły lata w których siedziałem przy ognisku zasypiałem nad rzeką wchodziłem na skałki.
Wstawałem z nowymi planami z tym co drobne a miało posmak zwycięstwa i chciało się docierać do nowych wyzwań. A teraz jest tak idealnie tak sterylnie że po kilku takich latach zaczyna być rutynowo. Wszechobecna nuda zaczyna dobijać ciągłe rytuały z jedzeniem spotkaniami seansami bankietami wieczorne lektury muzyka. Dobrze że moja żona porusza tematy które mnie nigdy nie interesowały pokazując w ten sposób że można ciekawiej je naświetlić. Jak słyszę jej słowa o inności wewnętrznej myśli o tym że ma inne doświadczenia odmienne zdanie to mogę się porównać i zastanowić zreflektować. Co prawda czasem mnie osłabia podnosi ciśnienie dziecinnością przyprawia o drżenie łydek ale to lepsze niż stagnacja. A może i powinno być wszystko odmienne i jak dwa bieguny plus do minusa przyciągać przez ciekawość. Ale w życiu trzeba wszystko z umiarem dozować nawet wspólne hobby jak filatelistyka by nie przesadzić. Choć my mamy bzika na punkcie znaczków i jak raz Jola od drzwi krzyknęła : - „Słuchaj rewelacja – Baśka przywiozła mi z Paryża serię znaczków z departamentów każdej dzielnicy.”
To jakby nam ktoś drugie życie podarował i całkiem szczerze jak dzieci się cieszyliśmy z możliwości umoszczenia ich w klaserze. Taka mała rzecz a nas łączy przez tyle lat zbierania nie znudziło nam się to kolekcjonowanie oglądanie i ta perspektywa że wciąż tyle jest do zdobycia. A więc jednak jest coś co nie udało się kupić a trzeba szukać zdobywać pytać. Może o to chodzi by dążyć namęczyć się rozsmakowywać tak powolutku nie być pewnym końcowego rezultatu. To wszystkie wielkie sprawy rzeczy to może ułuda szczęścia a tak naprawdę nie chodzi o nie a to co prowadzi do niego nie jako substytutu w postaci znaczków a tego uśmiechu mej żony. Bo czy sam bym otwierał ten klaser układał pieczołowicie jakby jej nie było jej entuzjazmu tego co mamy czyli dzieci. Pewnie bym pił samotnie drinka nie oczekując nawet kaca no chyba że moralnego zastanawiając się czy zamiast tego wszystkiego nie lepiej żyć z kimś kto ma dla mnie czas.
Pewnie teraz Boże kiwasz głową z politowaniem co mi się dzieje że tak biadolę i będąc na kolacji powiesz do św. Piotra –– „Piotrek wiesz gdzie jest Polska? To tam dzisiaj taki chłopczyna co mu dałem dar odwagi przedsiębiorczości zaradności cudownego przyjaciela w postaci żony dzieci. On mi usiadł i narzekał że to takie nudne bez wyrazu że jednak coś jest nie tak.” A św. Piotr odpowie – „ Boże w tym kraju sami malkontenci żyją i żeby im jak chciał pomóc oni zawsze zrobią aluzję że inni to mają szczęście.” Bóg się zamyśli by po chwili rzec: - „Wiesz co Piotrek. Ja zawsze wiem co i jak się skończy kiedy kogoś wezwać do siebie ale z tym krajem to nic mi nie wychodzi. Dałem im Wojtyłę by pokierował to się podzielili wewnętrznie. Teraz znowu po całym świecie się rozjechali. To jedyny mój problem ale nie chcę go rozwiązać siłą przecież już wojnę znają z autopsji” I może i tak Bóg o nas myśli skoro tylko narzekamy nie umiejąc się cieszyć tym co drobne ulotne . Dobrze ze chociaż ja łapię klimaty i jak przyjedzie ma rodzina z basenu będę jak aniołek który dla wszystkim chce być miły troskliwy. Z dziećmi na huśtawkę do ogrodu może trzeba im więcej mnie niż tych cudów ze sklepu co ojca mają zastąpić.
To chyba wszystkich dopada takie zwątpienie. Na szczęście to moment a po tym następuje powrót do szarej ale jednak naszej rzeczywistości. W której jest może i jednolicie i monotematycznie ale jednak to nasze i nie chcę bez tego zostać.
Komentarze (4)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania