aby do rana

noc długa

niepokój krótki sen

wieczna męczarnia

 

wyciągasz zimne dłonie

wzywają pomocy

nikt nie widzi sensu żaden interes

by zamienić słowo na dobre

o uśmiechu zapomnij

 

widzę odczuwam ból

jak na tratwie sama

toniesz rzucam koło

jestem blisko każdej nocy

dryfowanie po kroplach

 

pośród myśli słów

ludzi bez serc

zimnych spojrzeń narzekań

braku współczucia

biedni nieufni kochają

jak im dasz

nie nadzieję lecz banknoty

 

zmarnowana wymięta twarz

w kuchni kawa papieros

odstawiasz tabletki

błagam wróć na drugi brzeg

czekam we mgle

nie zostawię samej

zimno ogrzeję cię

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • befana_di_campi 06.11.2020
    Taka bywa właśnie conoczność :(

    Serdecznie :)
  • Yaro 07.11.2020
    Miłego:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania