AI... czyli uwierz w swój rozum

Weekend. W końcu!

Dawno nie byłem tak zmęczony jak w tym tygodniu. Już rano jadąc do pracy zaplanowałem wieczór i to na ostro.

Wstąpiłem do sklepu, wziąłem naprędce pieczywo, coś na ząb i oczywiście to, po co tak naprawdę tu przyszedłem, alkohol i to dobry. Wziąłem Danielsa, bo wolę burbona od whisky.

Kiedy wszedłem do domu od razu polałem sobie do szklaneczki, usiadłem na kanapie przymknąłem oczy i to jest właśnie to…relaks na całego. Włączyłem laptopa, spojrzałem w program tv i nic ciekawego nie odkryłem. Popatrzyłem jeszcze na wiadomości i tu także nic mnie nie zainteresowało. Pociągnąłem drugiego drinka. Sięgnąłem po chipsy, pochrupałem, potem trzeci drink. Tak na szybko, lubię tak, a potem przerwa. Piję tylko w weekendy, ale nie w każdy. Należy mi się. Spoglądając w laptopa przyciągnął mnie artykuł o sztucznej inteligencji. Nie lubię nowinek, nie jestem miłośnikiem gadżetów, a AI mnie przeraża. Kiedy pierwszy raz o niej usłyszałem i trochę zrozumiałem, to przypomniał mi się słynny Terminator i puenta jaka z tego filmu płynęła. Nawet teraz przeszły mnie dreszcze.

Artykuł opowiadał o ludziach, którzy zastępują swój mózg w pełni oddając się robotom, komputerom, gadżetom i wszystkim innym co opanowała sztuczna inteligencja. Garaże na pilota, włączające się światło na klaśnięcie, czy “wodospad” w klozecie, który sam się uruchamia po zdjęciu tyłka z deski. Dla mnie to już jest straszne. Polałem sobie jeszcze drinka i poszedłem pod prysznic, zanim zjem coś konkretnego.

Czułem błogość, kiedy letni prysznic oblewał moje ciało. Mógłbym tak stać nawet godzinę.

Sięgnąłem po żel, zdębiałem, kiedy butelka sama kleiła mi się do ręki, dozownik sam się podniósł i żel zaczął tryskać na moje ciało. Zaniemówiłem, a potem zacząłem płakać. Pomyślałem… co się dzieje?... rzuciłem butelkę…nic się już nie działo. Podniosłem ją po chwili, odstawiłem na półkę. Namydliłem się w pośpiechu, opłukałem i szybko wyszedłem z łazienki. Cały się trząsłem. Zastanawiałem się czy nie zadzwonić do kumpla i poprosić go, żeby do mnie przyjechał. Tylko co miałbym mu powiedzieć, że mam zwidy albo, że za dużo wypiłem? Już widziałem w myślach jaką by miał z tego bekę.

Wszedłem do kuchni i nogi mi się ugięły. Oblał mnie pot, policzki mi drżały,poczułem strach i odrętwienie.Okropnie się bałem. Wydawało mi się, że wołałem mamę.

W kuchni dział się istny horror, na stole znajdował się talerz, sztućce, lodówka była otwarta, w szklance sok jabłkowy, a na gazówce włączony czajnik. Chciałem albo nawet krzyczałem.

Na szafce przesunął się pojemnik z kawą, otworzył się, uniósł i przesunął się w kierunku filiżanki. Nagle coś pchnęło mnie w tę stronę, jak z automatu wziąłem łyżeczkę i nasypałem dwie łyżeczki kawy. To działo się jakby poza moją kontrolą. Zacząłem płakać, błagać, żeby to coś odeszło.

Przepraszałem Boga za grzechy, modliłem się. Nagłe usłyszałem dzwonek u drzwi, okropnie bałem się podejść. Przemogłem się i otworzyłem. Na wycieraczce znajdował się pokrowiec na pizzę, cola i rachunek. Podniosłem to. Na rachunku widniał napis …zapłacono.

Trzasnąłem drzwiami, spojrzałem w lustro. Wyglądałem normalnie, tylko miałem oczy zapłakane. Cały się trząsłem, bojąc się, że się przewrócę. Usiadłem na kanapie. Spojrzałem ma burbona i od razu pomyślałem, że to jest źródło mojego nieszczęścia. Piłem nie po raz pierwszy więc szybko oddaliłem alkohol jako powód tego wszystkiego. Przecież to tylko cztery drinki. Wszystko jakby się uspokoiło, wziąłem butelkę nalałem do szklanki i wypiłem. To mnie uspokoiło. Za chwilę usłyszałem przeraźliwy pisk, spojrzałem na laptopa, a w nim okropną twarz Bota internetowego, wychodził jakby z ekranu śmiał się szyderczo i powiedział…”nikt mi się nie oprze, jestem wszędzie, a Ty ze mną nie zaczynaj”. Potem zadzwonił telefon, ucieszyłem się, odebrałem, a tam przeraźliwy śmiech, tego bota z netu.

Obudziłem się w łóżku, pomyślałem, że śniło mi się to wszystko, rozejrzałem się po pokoju, na stoliku Daniels, do połowy wypity. Wszystko ok, pomyślałem.

Szczęście nie trwało długo, bo nagle usłyszałem gwizdek czajnika i okropny głos Bota….czas na kawę konserwo, lamusie jeden!

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania