Aiden Księga pierwsza: Rebelia – rozdział 11

Część II

,,Libertas alas’’¹, rebelia – rok pierwszy

 

(dwanaście lat później)

 

19 lipca 3150

Crific, południowe wybrzeże Bardi

 

Obserwowałem dziś swój następny cel, kiedy chodził po targowisku. W kapeluszu ozdobionym pióropuszem, z kolorowymi klamerkami i podwiązkami, kroczył od kramu do kramu i skrył się w jasnym, prawie białym nadmorskim słońcu. Z niektórymi kramarzami żartował i śmiał się, z innymi wymieniał ostre słowa. Nie był ani przyjacielem ani tyranem, wydawał robić wrażenie – choć z oddali, przyznaję – człowieka sprawiedliwego, nawet dobrotliwego. Prawda jednak okazywała się znacznie przerażająca.

To nie był człowiek, tylko potwór.

Strażnicy nie odstępowali go podczas tego spaceru i widziałem, że są czujni. Nie przestawali rozglądać się po targowisku, a kiedy jeden z przekupniów serdecznie poklepał handlarza po plecach i wcisnął mu słój z oliwą ze swojego kramu, mężczyzna przywołał wyższego z dwóch strażników, który wziął podarek lewą ręką, by prawą, tę od miecza, mieć w pogotowiu. Dobrze. Bardzo dobrze.

Chwilę później mała dziewczynka wyskoczyła z tłumu, a moje spojrzenie natychmiast pomknęło w stronę strażników. Napięli się, ocenili zagrożeniem, a potem…

Odprężyli się?

Roześmiali się z własnej nadgorliwości?

Nie. Pozostali spięci. Pozostali czujni, bo nie są głupcami i wiedzą, iż dziewczynka mogła mieć za zadanie odwrócić ich uwagę.

To byli dobrzy ludzie. Zastanawiałem się, czy zepsuło ich nauczanie pryncypała, potwora, który dorobił się całkiem sporego majątku, kosztem praw i wolności ludzi tego miasta. Miałem nadzieję, że nie, bowiem postanowiłem już pozostawić ich przy życiu. A jeśli komuś wydaje się, że to decyzja dla mnie wygodna, że może w istocie lękam się potyczki z tak wyszkolonymi ludźmi, to ów ktoś jest w błędzie. Są czujni, bez wątpienia są świetnymi szermierzami, na pewno mają doświadczenie w zadawaniu śmierci.

Ale ja też jestem czujny. Ja też jestem doskonałym szermierzem. I również nieobce jest mi zadawanie śmierci. Mam wrodzoną łatwość zabijania. Podobnie mogę powiedzieć w odniesieniu do teologii, filozofii, przyrody i języków, szczególnie dalmajskiego, którym posługiwałem się tak biegle, że tu, w Bardi, mogę uchodzić za Dalmajczyka – choć może małomównego – nie czerpię przyjemności ani zysków ze swojej biegłości w zabijaniu. Robię to, bo jest to konieczne.

Może gdyby moim celem był Felix… Wtedy śmierć zadana moją ręką może przyniosłaby mi niewielką satysfakcję. ale tak nie jest.

 

Po mojej rozmowie z Saint, czas wydawał się przyśpieszyć swój bieg – moje dni były plątaniną nauki, treningów i pracy. Niewiele wolnego czasu, na który pozwalał mi Jin, spędzałem na nauce o Bardi; jej przeszłości, jak też teraźniejszości. O królu Felixie i tych, którzy go popierają. Pragnąłem stawić im czoła – położyć kres ich planom, żeby zapewnić każdemu obywatelowi tego kraju swobodę i bezpieczeństwo, bez względu na ich pochodzenie, majątki, czy wierzenia.

Ale wiedziałem, że jest na to zdecydowanie za wcześnie. Konfrontacja z nimi teraz, przyniosłaby wyłącznie porażkę. A wtedy cała moja praca poszłaby na marne…

Cierpliwość. Powściągliwość. Wytrwałość. To były dla mnie najtrudniejsze tematy, lecz z czasem i je opanowałem. Dni stawały się miesiącami. Miesiące stawały się latami. I jak moje umiejętności i wiedza rosły, tak również i ja. Aż w końcu byłem gotów, nadszedł czas, aby wykorzystać moje umiejętności oraz ,,biegłość’’ w zadawaniu śmierci. Pierwszym zadaniem – nie moją pierwszą ,,ofiarą’’, oczywiście, raczej moim pierwszym zabójstwem – był skorumpowany sędzia z Halinu. Drugim – Kafig² znad Wattu

Po zabiciu sędziego, dwa lata temu, wróciłem do Darimu, mając nadzieję wytropić pozostałych dwóch napastników z tamtej nocy, jednakże okazały się one płonne. Mordercy mojej matki mieli pozostać nieodnalezieni – czy też powinienem raczej powiedzieć: pozostają niodnalezieni.

Ogień zemsty w mym sercu przygasł może dlatego, że dorosłem, a może dzięki naukom Jina i pana Thomasa o panowaniu nad sobą, kontrolowaniu własnych emocji.

Tak czy inaczej, choć słabszy, wciąż we mnie płonie.

 

Żona właściciela zajazdu przyszła tylko na chwilę; obejrzała się szybko na schody i zamknęła drzwi. Powiedziała, że kiedy mnie nie było, przybył posłaniec i przekazała mi jego list z lubieżnym spojrzeniem, któremu może nawet dałbym się skusić, gdybym nie miał ważniejszych spraw na głowie.

Dlatego wyprosiłem ją z pokoju i zasiadłem do odczytania wiadomości. Napisano w niej, że kiedy skończę w Crific, mam nie wracać do domu, do Pristu, tylko jechać do stolicy, gdzie spotkam się z Jinem w barze Pijanej Wiśni przy ulicy Szkarłatnej. Jin miał pilną sprawę, którą musiał ze mną omówić, kolejne zadanie, tak przypuszczam.

Tymczasem szykowałem się do wyjścia. Wieczorem przyjdzie kolej na następną ofiarę.

 

1. Libertas alas – łac. skrzydła wolności

2.Kafig – kapłan kościała Trzynastu Świętych Bohaterów

 

Od autora:

 

Jak już pewnie wiecie, pominąłem kilka rozdziałów w mojej pracy (rozdział 5,6,7,8 oraz 9 i 10). Pewnie zastanawiasz się dlaczego. Otóż okazało się, że jest nad nimi nieco więcej pracy, niż zakładałem na początku. Są one bardzo ważne, kluczowe dla całej historii, wymagają więcej pracy.

Teraz będę kontynuować historię Aidena z dzisiejszego rozdziału. Wolę nie popadać w stagnację, tylko ciągle iść do przodu. A kiedy nadejdzie odpowiedni czas, wrócę do początku i dokończę książkę pierwszą.

Do tego czasu życzę Wam miłego czytania kolejnych rozdziałów. Rozdział 12 ukaże się prawdopodobnie za tydzień, 16.07.2021 o godzinie 18:00.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania