Pokaż listęUkryj listę

Aiden Księga pierwsza: Rebelia – rozdział 13

28 czerwca 3150

Stolica, zajazd w Pijanej Wiśni

 

– Siadaj, Aiden. Niech usłyszę o twych postępach.

Siedział przy okrągłym stole, pod niskimi, ciemnymi belkami stropu mniejszej sali w głębi pubu na Szkarłatnej. Nie był ubrany w swoim eleganckim, arystokratycznym ubraniu. Nie wyróżniał się niczym szczególnym od pozostałych ludzi wewnątrz budynku; nosił bordowe spodnie, białą koszulę z podwiniętymi do łokci rękawami, oraz w brązowej kamizelce zapinaną na cztery guziki. Oświetlało go płomienie z wysokich, żelaznych kaganków zamocowanych na trzonkach po obu stronach, a na kamiennych, prawie czarnych ścianach płonęły pochodnie, roztaczając kręgi białego światła. Zazwyczaj Jin siedział rozluźniony, popijając piwo, wczoraj jednak zachowywał się sztywno i formalnie.

– Zrobiłem, co kazałeś– odparłem. – Lucas von Zieger nie będzie sprawiał już żadnych problemów.

– Doskonale.

Gestem Jin zamówił piwo, a nasza kelnerka je przyniosła, z uśmiechem postawiła na stole, a potem odeszła, kołysząc się. Nim jednak zdążyłem wypić łyk, Jin zadał mi pytanie.

– Masz jego dziennik?

– Obawiam się, że nie.

Mina mu zrzedła, potem spochmurniał. Bardzo. Widziałem już u niego taki wyraz twarzy, kiedy się nie pilnował.

– Co? – spytał po prostu.

– Zabiłem go, ponieważ taki otrzymałem rozkaz, czy nie tak? – rzekłem.

– Istotnie… – potwierdził Jin czujnie.

– To po co mi jego dziennik?

– Zawarł w nim swoje pisma. Interesują nas.

– Dlaczego? – spytałem

– Aiden, miałem powody sądzić, że ostatnie ,,interesy’’ Lucasa mogły zaszkodzić naszej sprawie. Uważam, że mógł posunąć się do współpracy z Buldogiem. Powiedz mi teraz prawdę, proszę, czy masz jego dziennik?

Wyjąłem pamiętnik z sakwy, podałem mu go, a on przyjrzał się, otworzył księgę, przekartkował ją szybko i zatrzasnął.

– Czytałeś to? – spytał.

– Jest zaszyfrowany – odparłem.

– Ale nie cały – zauważył Jin.

Przytaknąłem.

– Tak. Tak, masz słuszność, niektóre ustępy mogłem przeczytać. Jego… rozmyślania o życiu. To była interesująca lektura. Tak naprawdę najbardziej zainteresowało mnie to, Jinie, jak bardzo filozofia Lucasa von Zieglera zbieżna była z tym, czego kiedyś uczyła mnie matka.

– To bardzo możliwe.

– Pomimo tego to kazałeś mi go zabić?

– Kazałem ci zabić naszego wroga. To zupełnie co innego. Oczywiście wiedziałem, że twoja matka o wiele, może nawet w większości zasad zarządu odmienną opinię niż ja, ale to dlatego, że nie zobowiązywała się ich przestrzegać. Choć nie przyłączyła się do naszej sprawy, nie oznaczało tego, że mniej ją szanowałem.

Przyjrzałem się mu, rozważając, czy słusznie postąpiłem, wątpiąc w niego.

– Czemu więc interesuje nas ta książka?

– Nie ze względu na rozmyślenia Lucasa o życiu, to na pewno – rzekł Jin i uśmiechnął się półgębkiem. – Jak sam mówisz, były zbliżone do przemyśleń twojej matki, a obaj wiemy, co na ten temat myślimy. Interesują nas zaszyfrowane ustępy, które, o ile się nie mylę, zawierają szczegóły dotyczące strażnika klucza.

– Klucza do czego?

– Wszystko w swoim czasie.

Prychnąłem sfrustrowany, po czym wziąłem łyk piwa.

– Kiedy odszyfrujemy dziennik, Aiden – nalegał Jin. – Kiedy, jeśli mam rację, będziemy mogli przejść do głównej fazy tej operacji.

– A cóż to może być?

Chciał odpowiedzieć, ale ubiegłem go z tym.

– ,,Wszystko w swoim czasie, Aiden”, nieprawdaż? Kolejne sekrety, Jinie?

Zjeżył się.

– ,,Sekrety”? Doprawdy? Tak sądzisz? Co takiego zrobiłem, by zasłużyć na twoją podejrzliwość, Aidenie Edgarden-Sundemo, nie licząc tego, że wziąłem cię pod swoje skrzydła, wychowałem jak własnego syna, wyszkoliłem, żebyś miał szansę dokończyć pracę matki. Czasem mógłbym powiedzieć, klnę się, że bywasz niewdzięczny, drogi panie.

– Ale nie udało się nam odnaleźć pozostałych napastników, prawda? – odparłem, niespeszony – Nikt nie zażądał okupu za Erine, więc głównym celem napaści musiała być śmierć matki.

– Mieliśmy nadzieję odnaleźć ich, Aiden. Tylko tyle mogliśmy zrobić. Mieliśmy nadzieję kazać mu za to zapłacić. Ta nadzieja się niespełniona, ale to nie znaczy, że zaniedbaliśmy swoje powinność. Co więcej, miałem obowiązek opiekować się tobą, Aiden, i go wypełniłem. Stoisz przede mną jako dorosły mężczyzna, szanowanego człowieka i w dodatku zamożnego. Myślę, że o tym zapominasz.

– Zarzucasz mi nieuczciwość? Brak serca?

Jin pokręcił głową.

– Proszę jedynie, żebyś przejrzał się własnym porażka, zanim zaczniesz wytykać moje.

Spojrzałem na niego uważnie.

– Nigdy nie wprowadziłeś mnie w tajniki naszych poszukiwać.

– Zabójców twojej matki miał znaleźć Alitan. Regularnie mnie informował.

– Ale ty mi nie przekazywałeś tych informacji.

– Byłeś małym chłopcem.

– Który już dorósł.

Jin pochylił głowę.

– Wobec tego przepraszam, że nie wziąłem tego pod uwagę, Aiden. Odtąd będę cię traktował jak równego sobie.

– Zacznij więc od razu. Opowiedz mi o dzienniku – powiedziałem.

– Wygrałeś, Aiden. Dobrze więc: dziennik jest pierwszym krokiem do zlokalizowania grobowca. Grobowca Pierwszego Króla, w której, jak przypuszczamy, bezcenna wiedza, mogąca pomóc w naszej sprawie.

Zapadło milczenie. Pomyślałem: ,,To wszystko?", ,,Ryzykuje życie, by odnaleźć starą bibliotekę?", a potem się roześmiałem.

Jin wydawał się wstrząśnięty, być może mając w pamięci pierwszy raz, kiedy powiedział mi o Pierwszym Królu, Który był Jednym z Trzynastu Świętych Bohaterów, a ja nie zdołałem nad sobą zapanować.

– Kim byli ci Bohaterowie...? – parsknąłem wtedy.

– Bogami – odparł krótko. – Stworzycielami całego świata. Opiekunami śmiertelników.

Teraz zmarszczył brwi.

– Dalej cię to śmieszy, Aiden?

Pokręciłem głową.

– Nie, nie śmieszy. Raczej... – nie mogłem znaleźć właściwego słowa – ...nie mieści się w głowie, Jinie. Rasa istot, które istniały przed ludźmi. Bożki...

– Nie żadne tam bożki, a Bogowie, Aiden, twórcy wszechrzeczy, który opiekowali się pierwszymi ludźmi. Zostawili nam artefakty, dary, wiedze, Aiden, przedmioty o olbrzymiej mocy, o jakiej nie masz pojęcia. Przy ich pomocy moglibyśmy stworzyć wspaniałe rzecze... – westchnął zamyślony – albo zrujnować znaną nam rzeczywistość.

Śmiech uwiązł mi w gardle, kiedy zobaczyłem, jak Jin spoważniał.

– To bardzo śmiały cel, Jinie.

– Istotnie. Gdyby był skromny, nie bylibyśmy nim tak zainteresowani, prawda? Felix też nie byłby nim zainteresowany. – Oczy mu rozbłysły. Widywałem już to spojrzenie, ale rzadko. Nie kiedy uczył mnie języków, filozofii czy sztuki albo zasad walki. W żadnym innym wypadku, niż ten.

Patrzył tak tylko wtedy, kiedy opowiadał o tych Trzynastu Świętych Bohaterów.

Czasami zastanawiałem się, skąd to się wzięło u niego? Dlaczego przypisuje im tak wielką uwagę? Czy miał już wcześniej do czynienia z ową mocą Bogów? Chyba nigdy go o to nie zapytałem i raczej prędko tego nie zrobię. Miałem na głowie ważniejsze sprawy do załatwienia – otrzymałem następne zadanie.

Jutro rano wypływam na wyspy Ulagi.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania