Akt twórczy

Akt twórczy w najczystszej postaci wydaje się odruchem wymiotnym. Jego znaczenia nie sposób wydobyć siłą, bo stałoby się gwałtem na naturze, za wszelką cenę wydłubać sobie obrazy, słowa, rozdrapać myśli. Spektrum ludzkiej twórczości opiera się na nieprzewidzianym rezultacie. Z początku wizja może i jawi się jako sensowna, scalona, a nim pojawią się słowa - całość zaplanowana. Jest to raczej czcze życzenie twórcy, które pozwala zachęcić umysł do pracy, gdy ten wie, na co ma się szykować, niż realne narzędzie artystycznej pracy. Od tej strony, mimowolnie, nie tak bardzo zainteresowaniem artysty ciesz się coś tak romantycznego i enigmatycznego jednocześnie, jak wena albo sposób, za pośrednictwem którego można zaprosić to zjawisko wydarzenie do życia.

 

Początkowy akt twórczy zawsze przypomina zabawę dziecka z tekstem. Im bardziej dziecko próbuje dojrzeć nazbyt szybko, tym mocniej to nadmierne dojrzewanie autora staje się widoczne poprzez nadmiar kontroli. Kontrola natomiast objawia się na kilka sposobów, z których najbardziej widocznym staje się natychmiastowa deklaratywność postawy, osąd, czy czy zdefiniowanie przeżycia słowem, a nie sposobem obrazowania, który pozwala nam doświadczyć. Sztuka zresztą, nie wiedzieć czemu, niejednokrotnie zbyt szybko próbuje rozumieć lub wiedzieć, zbyt rzadko pragnie doświadczyć.

 

I z tej perspektywy akt twórczy ujawnia podstawę swej natury - nieustający spór. Na styku świadomości dochodzi do starcia się różnego rodzaju masywów: potrzeba przewidywalności, kontroli i działania zgodnie z planem ściera się ze spontanicznym aktem twórczy. Potrzeba wyrażenia ściera się z potrzebą zrozumienia. Potrzeba czucia ściera się z potrzebą analizy. Każda z tych potrzeb nie stanowi odrębnej kategorii, ale stanowi zlepek intymnych wyobrażeń twórcy na temat tego, czym jest proza, czy poezja.

 

Ze wszystkich rzeczy, nie sposób również uciec od tego, co ludzkie, co nasze, intymne. I z tych samych powodów ciężkim wydaje się uniknąć naturalnym tendencji w akcie twórczy, ale również jego opisie, jako pewnych modelu funkcjonowania. Jest nim skłonność do absolutyzacji. A absolutyzacja ta jest wynikiem poczucia racji. A racja płynie z doświadczenia, które potwierdza słuszność poglądów. I tutaj ponownie pojawia się spór między tym, co indywidualne a tym, co uniwersalne. Czy można mówić o tym, że możliwym staje się przekazać pewne, uniwersalne materiały twórcze, po wykorzystaniu których inny twórca zacznie się rozwijać? Czy jedyna uniwersalność to zachęta do tego, by samodzielnie zgłębiać spontaniczne zdolności ludzkiej myśli oraz warunki, które dla danego człowieka zdają się najbardziej optymalne?

 

Z perspektywy ludzkiej wydaje się zrozumiałym chęć, by narzędziom, które człowiek wykorzystuje, nadać pewną, uniwersalną cechę. To już nie tylko buduje literacki obraz, ale obraz artysty-rzemieślnika, jako tego, który posiadł wiedzę, a następnie pragnie ją nie tylko wykorzystać, ale również przekazać. To znowu rodzi pytanie, jak daleko sięga technika, która pełni uniwersalną funkcję i w tym sensie może to być na przykład ortografia, czy interpunkcja, a jak daleko techniki przyjmują indywidualny obraz i tutaj już nie chodzi o język sam w sobie, ale wewnętrzne warunki, w których ten język człowiek wydobywa na powierzchnię.

 

Jednocześnie, zdaje się, że jeden, wewnętrzny spór, obnaża inny. I znowu, z jednej strony autorytet staje się czymś, co zaistniało poprzez charyzmę, pewność, deklaratywność w głoszeniu poglądów. Autorytet uzyskamy poprzez wskazanie kierunku, jasne wytyczenie celu. Autorytet, który mówi w sposób, nawet jeśli oczywisty, to z siłą przekazu, który nadaje oczywistości rangę czegoś, co jest odkrywcze. Natomiast niepewność, która poddaje pod wątpliwości własne myśli nie wydaje się być czymś, co rzutuje na kształtowanie się autorytetu przez to właśnie, że niepewność opóźnia decyzyjność, a decyzyjność jest cechą autorytetu w sensie przywódczym. I tak, okazuje się, że z jedne strony ciekawość staje do walki z decyzyjnością, wnikliwość z deklaratywnością, autorytet z badaniem. Nieustanny spór, który wymusza albo wybór albo głębszy wgląd, a głębia zatrzymuje wybór w miejscu, nim ten się dokonał.

 

Jednocześnie wydaje mi się równie naturalnym odruchem, iż człowiek, który przez lata gromadził doświadczenia i rozwijał określone kompetencje, w pewnym momencie nie tyle siebie postrzega, jako autorytet, ale w ten sposób chciałby, aby go właśnie postrzegano. I sama, w sobie chęć, o ile może nosić w sobie określone ambicje, o tyle staje się swego rodzaju przeciwieństwem dla określonej metodologii pracy. Bo celem zachowania autentyczności tejże metodologii, moje osobiste chęci, czy dążenia, muszą ustąpić miejsca mechanizmom, które kształtują wewnętrzne środowisko człowieka, by ten zawiesił osąd, a przez to tendencyjność, a jednocześnie, by wszelkie ambicje, nawet, jeśli żywe, stały się wyłącznie tłem. Jednak wizje, które odnoszą się do egotycznej natury człowieka, nie tak bardzo stanowią paliwo do działania, co dostarczają paliwa dla przyjemnych wizji, w które człowiek lubi czasem uciekać. Wyobrażenia, które skrywają w sobie przyjemność, pobudzenie, są przecież nam niemal tak samo miłe, jak miłym są realne doświadczenia tychże stanów. A może nawet bardziej jeszcze sprowadzają na nas głód tychże doświadczeń, aż człowiek niknie gdzieś w prywatnym hedonizmie i konsumpcji własnego życia.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania