Alchemia ducha

Alchemia ducha ma na celu przekształcenie cierpienia w świadomość. Nie wszyscy jednak są alchemikami. Są wśród nas ludzie, którzy z cierpienia uczynili istotę swojego istnienia. Sprawia im radość zadawanie innym bólu, wywoływanie złych emocji, przeciąganie na swoją stronę barykady oddzielającej zło od dobra. Kiedy do głosu dochodzi świadomość, przestajemy być cierpieniem. Stajemy się kimś, kto obserwuje cienie.

 

Cień to część naszej osobowości, pojawiająca się pod wpływem traumatycznych przeżyć i bólu, którego nie pragniemy. Odpychamy od siebie wszystko, co nie daje komfortu, ale rzeczy te nie znikają – przeciwnie, powiększają nasz cień. Z czasem ciemność wokół staje się tak duża, że spoza niej nie widać człowieka. Światło rzucane przez innych ludzi powoduje, że czyjś cień rośnie, a ból się nasila.

 

„Tak przecież nie może być, że czuję cierpienie, a oni dobrze się bawią. Niech też poczują mój ból, bym nie był sam w tym piekle”. Tak myślą cienie, kiedy próbują wzbudzić nasz gniew, wstyd, poczucie winy. Posługują się kpiną, ironią i prowokacją. Ponad wszystko pragną uwagi, by ktoś dostrzegł nie tylko ich istnienie, lecz poczuł to samo. Wywołując złe emocje, karmią się nimi. Ich cień żywi się mrokiem ludzkiej duszy.

 

Są w pewien sposób opętani. Jakby coś mówiło za nich, bo nie wierzę, by człowiekowi mogło przynosić radość czynienie zła. To nie jest zjawisko z zakresu demonologii, lecz cecha ludzkiej świadomości, która pod wpływem przeciwności losu, stawia opór rzeczywistości. Nie potrafiąc się z nią pogodzić, świadomość ucieka w alkohol, narkotyki i świat łatwych emocji. Zamiast miłości – pornografia. Zamiast dobra – zło, bo zło jest najłatwiejsze. Czy zło jest fizyczne? Nie wiem. Mogę go tylko doświadczać.

 

Znam wiele cieni. Byłem jednym z nich. Dopóki piłem, uważałem się za centrum świata, a innych ludzi za przykry dodatek do istnienia. Na szczęście w porę się opanowałem i cieszy mnie myśl, że zrobiłem to na tyle wcześnie, by nie obudzić się na drodze bez powrotu – ze zrujnowanym zdrowiem i życiem. To musi być przerażający stan, gdy w chwili śmierci, albo na starość, odkrywamy, jak bardzo się myliliśmy. Kiedy zauważymy w sobie pokłady szlamu, spod których nie da się wydostać. Pozostaje tylko przeklinać siebie i innych. Być może zapłakać jak skruszony grzesznik i znów cierpieć z powodu, że nie potrafiliśmy cieszyć się życiem. Gdy dusza jest kaleka, ciało również takie się staje. A nic tak nie boli jak ból chorego ciała, prawdziwy ból - nie urojony.

 

Co robić z cieniami, kiedy spotykamy je na swojej drodze? Chrześcijanin powiedziałby: przytulić i współczuć. Ja dodałbym: nie odwzajemniać złych emocji, bo tylko na to czekają, żeby obdarzyć nas swoim bólem. Czynić dobro i oczyszczać umysł. Unikać pułapki skrzywdzonego ego. Można też udawać, że to nas nie dotyczy i robić swoje. Nie zaprzątać sobie uwagi. Nie damy rady im pomóc, bo wcale pomocy nie pragną. Są egocentrycznymi mistrzami świata. Piękne, skrzywdzone istoty.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • najmniejsza godzinę temu
    Czasem dobrowolnie przyjmuję na siebie cierpienie w pewnych intencjach ,wtedy proszę Boga żebym mogła otrzymać taka łaskę i wtedy cierpienie faktycznie przychodzi.Jesli zaś cierpię i oddaje cierpienie Panu Jezusowi,to szybciutko przechodzi...zostaje mi ono zabrane.
    Oddaję je tylko wtedy kiedy nie mogę cierpieć bo jestem potrzebna albo kiedy nie mam siły ...by je przeżywać.

    Tylko cierpienie połączone z cierpieniem i ofiarą Pana Jezusa ma sens.
    Wczoraj zauważyłam cierpiąca obok siebie pracownicę ,zapytałam czy jest wierząca a kiedy potwierdziła że tak..wtedy spytałam czy mogę się w domu za nią pomodlić.?
    Właśnie skończyłam...modlitwę za cierpiącą Małgorzatę, a teraz czytam o cierpieniu u ciebie .
    Przypadek? Nie sądzę.
    Pozdrawiam.
  • najmniejsza
    ..właściwie to miałam o tym nie pisać.Staram się nie mówić że za kogoś się modlę.
    ,Słudzy nieużyteczni jesteśmy"
  • najmniejsza
    Jeśli modlimy się z wiarą i w pokorze to Bóg naprawdę wysłuchuje naszej modlitwy .Chyba jeszcze nigdy nie było tak ,żeby mi nie odpowiedział ,Pan Bóg na modlitwę albo na zadane pytanie.Czasem On robi to w zaskakujący dla mnie sposób ale odpowiada zawsze tylko trzeba to umieć zauważyć...trzeba być otwartym na Jego działanie...z ufnością oczekiwać..

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania