ALE JUŻ NIE PĘDZLEM (VAN GOGH - SŁONECZNIKI)
za to że jesteś
nawet gdy zamknę oczy
albo odwrócę się do płótna
za to te słońca
jedne dumne jaskrawe
inne żegnające się już z czasem i kolorami
a wazon jak imitacja ramienia
które trzyma i nie puści
choć łodyżki przegną się
spłyną wzdłuż szyjki
celując w blat
w ostatnim ukłonie
z szacunku dla wszystkiego co jest
bez pomijania szaleństw i eksperymentów
mimo że noszą w sobie żal
każdego mojego rozczarowania i upadku
kiedy zamiast iść
przeczołgiwałem się od tęsknoty do tęsknoty
by wreszcie zadecydować że wystarczy
wdzięcznych słoneczników
na dwunastu obrazach
jak na dwunastu stacjach
drogi krzyżowej
przypadek
a może na każdej z tych stacji
zostawiałem jedno słońce
uwieszone krzyża
nie świeciły już dla mnie
tylko mrok
palec na cynglu
i ostatnie pociągnięcie
Komentarze (6)
Dzisiaj prawdziwe święto na opowi. Tyle dobrych publikacji w jednym dniu dawno już nie było. Dołozyłaś woją cegiełkę. :) Przepiękny wiersz.
piliery - pięknie dziękuję :)
O kurczaki, ale to jest niesamowicie dobrze napisane. Nawet nie wiedziałam, że tak się da.
przeczołgiwałem - trochę niefortunne, czołgałem się od tęsknoty do tęsknoty
Słoneczniki uwielbiam...
ostatnie pociągnięcie? a skąd ta pewność jeśli poprzednie nim nie były.
No i te płynące łodyżki. Dużo pracy na nic. Istna poPISowa droga krzyżowa. Nic nie widziałem poza męką autora, też udawaną gdyż bez kropli potu
Czy na pewno miało być 'za to te...' w 4. wersie?
A tak w ogóle, to ode mnie 5.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania