Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Alfabet/Mrok
ALFABET
(MROK)
To opowiadanie jest w całości literacką fikcją. Akcja jest osadzona w dużym mieście, ale specjalnie nie wskazuję konkretnego miasta, choćby dlatego, żeby nie popełniać błędów lokalizacyjnych, nazwy ulic są moim wymysłem i nie są skojarzone z konkretnym miejscem.
Mrok. Pojawił się znikąd. Na początku mały, ledwo odczuwalny czaił się w zakamarkach mojego mózgu. Ale kiedy już się w nim zadomowił zaczął się rozrastać niczym glejak IV stopnia, aż w końcu wypełnił go w całości.
Życie nigdy mnie nie rozpieszczało, a kobiety, które spotykałem na swojej drodze…… no cóż, nie ułatwiały.
Pomysł, który zrodził się w mojej głowie miał być podsumowaniem mojego nędznego żywota. Kształtował się powoli, bo każdy szczegół musiał być dopracowany, nie było w nim miejsca na improwizację i błędy.
Obserwowałem ją od ponad miesiąca. Samotna kobieta, nikt jej nie odwiedzał, z nikim się nie spotykała. Dom, praca, dom. Pracowała w pobliskiej Biedronce. Kolejna, której nie udało się życie. Idealna.
Siedziałem na ławce w parku, wracała do domu z zakupami. Wstałem, wziąłem plecak i wyszedłem jej naprzeciw. Przechodząc obok niej, lekko ją potrąciłem, zakupy z jednej z siatek wypadły na chodnik.
- Najmocniej przepraszam panią, zamyśliłem się
- Nic nie szkodzi
Pomogłem jej pozbierać zakupy do siatki.
- Proszę pozwolić mi pomóc pani zanieść zakupy do domu
Zawahała się.
- A wie pan co skorzystam z pana pomocy, mieszkam na czwartym piętrze, a dzisiaj faktycznie kiepsko się czuję
- Bardzo się cieszę, że mogę pani pomóc
Wziąłem od niej dwie siatki i ruszyliśmy w kierunku jej mieszkania.
Czwarte piętro nawet tylko z jedną siatką było dla niej w tym dniu wyzwaniem. Otworzyła drzwi.
- Czy to będzie wielki nietakt jak zaproszę pana na kawę?
- Nie chciałbym robić pani kłopotu, ale chętnie się napiję
- To zapraszam
Wszedłem za nią do mieszkania i zamknąłem drzwi.
Poczuła delikatne ukłucie w prawym udzie, spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem i osunęła się na podłogę. Założyłem rękawiczki. Zaniosłem zakupy do kuchni. Co trzeba było włożyłem do lodówki, resztę zostawiłem na stole. Będą wymyślać scenariusze, co tu się stało? Łatwo nie będzie!
Wróciłem do przedpokoju, wziąłem ją na ręce, zaniosłem do sypialni i położyłem na łóżku. Podałem jej środek zwalniający pracę serca w ilości, która zatrzymałaby pracę serca słonia.
Złożyłem jej ręce na klatce piersiowej, po jej lewej stronie położyłem czerwoną różę.
Z tyłu, za łóżkiem, na ścianie napisałem wielką literę A.
Była sobota, późne popołudnie.
Drodzy Państwo przedstawienie czas zacząć!
We wtorek na komendzie jak zawsze panował harmider. Marek wszedł do pokoju, który dzielił ze swoją partnerką.
- Zbieraj się Magda, jest wyjazd.
Magda siedziała przy biurku i pisała zaległy raport.
- Co się stało?
- Martwa kobieta w łóżku
- A co nam do tego?
Pokazał jej zdjęcie.
- O kurwa! Jeszcze tego nam trzeba, żeby w mieście grasował jakiś popierdoleniec mordujący kobiety
- Tego nie wiemy, ale patrząc na ten teatrzyk, który urządził jest duża szansa, że tak właśnie będzie!
Technicy zrobili już swoje, ciało zostało zabrane. Mieszkanie było urządzone skromnie, ale z dużym wyczuciem smaku.
- Kto zgłosił?
- Pracodawca, kobieta drugi dzień nie przyszła do pracy. Nigdy wcześniej jej się to nie zdarzało. Drzwi nie były zamknięte na klucz. Nie chciał nam robić problemu.
Nie widać śladów włamania, ofiara nie miała na ciele śladów przemocy, pod paznokciami też nic nie znaleźli
- Co tu do cholery się stało?
- Dobre pytanie! Wygląda na to, że zakupy, które przyniosła częściowo rozpakowała. W całym mieszkaniu są tylko jej odciski. Technicy nie znaleźli nic ciekawego
- Jak zmarła?
- Najprawdopodobniej coś jej podał, toksykologia wykaże. Sekcja jest zaplanowana na jutro
- No dobra, ale te złożone ręce, róża i ta litera A. To wszystko musi coś znaczyć!
- Obawiam się, że właśnie zaczął z nami grę, ale zasady tej gry tylko on zna. Wygląda na to, że mamy do czynienia z „artystą”.
Sekcja nie wniosła zbyt wiele. Patolog stwierdził śmierć ofiary z powodu zatrzymania akcji serca, dodatkowo zlokalizował dwa miejsca na jej ciele po ukłuciach igłą. Wyniki toksykologii miały być za dwa dni.
Maria Ochojska, lat 49, samotna, mąż odszedł od niej 10 lat temu, dwoje dzieci, córka Justyna lat 27 i syn Franciszek lat 24. Nie utrzymywała z nikim kontaktów, pogodna, uprzejma, w pracy lubiana.
Magda wpatrywała się w monitor komputera bez konkretnego celu.
- Co mamy? Jacyś podejrzani?
Marek nie miał dobrych wiadomości.
- Podejrzanych brak, mieszkanie czyste, bez obcych śladów. Były mąż mieszka i pracuje w Portugali, ma alibi. Z resztą nie utrzymywał z ofiarą żadnych kontaktów. Dzieci też mieszkają i pracują za granicą. I tu hit! W Australii
- Wow!
- Nie miała zatargów, ani nie spotykała się z nikim
- No dobrze, ale podał jej jakieś środki. Spodziewam się, że dostępne tylko na receptę. Lekarz, ratownik medyczny, farmaceuta?
- Zobaczymy po wynikach toksykologii, co to za środki i kto ma do nich dostęp?
Trzy tygodnie obserwacji wystarczyły, żeby zaplanować następny krok.
Tym razem kobieta mieszkała w niewielkim domu, była malarką i z tego się utrzymywała. Spędzała mnóstwo czasu w domu, tylko ona i jej obrazy. Lepiej być nie mogło!
Zapukałem do drzwi jej domu. Otworzyła lekko zdziwiona.
- Najmocniej panią przepraszam, powinienem wcześniej się zapowiedzieć. Już tłumaczę. Przez przypadek zobaczyłem pani obrazy i muszę przyznać oczarowały mnie. Udało mi się zdobyć pani adres i nie mogłem się oprzeć pokusie, żeby przyjechać do pani i zapytać się czy nie namalowałaby pani dla mnie obrazu?
- Przepraszam nie przedstawiłem się! Piotr Pełczyński
- Proszę niech pan wejdzie. Jestem trochę zaskoczona, ale oczywiście chętnie pana wysłucham. Napije się pan kawy, może herbaty?
- Jak mógłbym poprosić o kawę, czarna, bez cukru
Poszła do kuchni. Odczekałem chwilę i poszedłem za nią. Była zajęta robieniem kawy, nie zauważyła, kiedy do niej podszedłem. Delikatne ukłucie i osunęła się na moje ręce. Położyłem ją na podłodze i poszedłem rozejrzeć się po domu. Sypialnia była idealna. Przeniosłem ją i położyłem na łóżku. Druga iniekcja załatwiła sprawę, odeszła w spokoju. Położyłem obok niej różę, tym razem białą, a na ścianie za łóżkiem napisałem literę B.
W kuchni zaparzyłem dwie kawy. Opróżniłem filiżanki do połowy i postawiłem na stole w pokoju, tak jakby dwie osoby z nich piły.
Wszystko było idealnie!
Przedstawienie trwa, akt II właśnie dobiegł końca.
To co zastali nie było dla nich zaskoczeniem. Miejsce zbrodni było podobne do tego pierwszego, ale nie takie samo.
- Kim była ofiara?
- Katarzyna Roska, malarka, lat 41, samotna, bezdzietna
- Czyli mamy wspólny mianownik. Wybiera samotne kobiety, po 40-ce
- I co to ma być? Alfabetyczny morderca? Jak na naszego „artystę” to trochę słabe!
- Może i słabe, ale jemu chodzi bardziej o to, żeby nas przerazić!
- Czym?
- Alfabet ma 26 liter!
- Zmienił kolor róży. I po co ta szopka z tymi filiżankami? Raczej nikt z nich nie pił
- Myślę sobie, że on się z nami bawi. Chce, żebyśmy się zastanawiali po co, na co? A tak naprawdę pewnie nie ma to wszystko żadnego znaczenia
- Nie byłabym tego taka pewna, może jednak ma
- Nie mamy nic, wygląda na to, że sposób morderstwa pozostał bez zmian. Środek usypiający i drugi zwalniający pracę serca. Nie chce sprawiać im bólu. Cholerny humanista! Te środki, mimo, że przepisywane na receptę, są ogólnie dostępne i bardzo często używane. Nie da się tego zlokalizować, a poza tym mógł przepisać na siebie lub dla kogoś z rodziny na tradycyjnej recepcie i tu jest jeszcze gorzej
- I co teraz? Stary się wścieknie!
- Jesteśmy w czarnej dupie i to bardzo głęboko!
Siedziała przy barze. Była piękna i ta burza kręconych, kasztanowych włosów!
Wcześniej zauważyłem, że zamówiła single malt z odrobiną wody. Tylko wyjątkowa kobieta może tak pić whisky!
Obserwowałem ją dyskretnie z daleka. Nadeszła pora na najtrudniejszy punkt planu.
Wstałem, wziąłem swojego drinka i podchodząc do baru upuściłem świstek papieru. Upadł dokładnie tam, gdzie chciałem, koło jej stołka.
Tak już mamy, że jak ktoś upuści coś koło nas to odruchowo chcemy to podnieść i oddać właścicielowi. Ona też tak zrobiła! Sięgnęła po upuszczony przeze mnie kawałek papieru dokładnie w tym samym momencie, w którym ja to zrobiłem.
Nasz wzrok spotkał się tuż nad parkietem. To była chwila, jedna krótka chwila, niesamowita zieleń Jej oczu przez chwilę mnie onieśmieliła!
- Najmocniej panią przepraszam!
- Nic się nie stało!
Usiadłem przy barze, oddzielały nas trzy stołki. Musiałem uzbroić się w cierpliwość, nie mogłem zrobić niczego co w przyszłości mogłoby rzucić na mnie choćby cień podejrzeń. Nic!
Miałem wrażenie, że trwa to wieki, a tak naprawdę trwało około dwudziestu minut.
Poczułem, że mi się przygląda i wtedy usłyszałem jej głos.
- Przepraszam, mogę dosiąść się do pana?
Odwróciłem głowę w jej stronę, z lekko zdziwioną miną.
- Ależ oczywiście, będzie mi bardzo miło!
- Magda
- Piotr
Podaliśmy sobie ręce, uśmiechnęła się delikatnie i podniosła szklaneczkę z drinkiem.
- Za spotkanie
- Za spotkanie
Mój mózg eksplodował!
Uuuuuuuuuuuudało się!
Rozmawialiśmy przez następną godzinę. O whisky, pracy, trudach i radościach dnia codziennego. Dowiedziałem się, że jest policjantką (tak, jakbym nie wiedział!), a ona dowiedziała się, że pracuję w branży IT (po części była to prawda). Po godzinie grzecznie przeprosiłem i powiedziałem, że muszę już iść.
To był drugi, bardzo czuły punkt planu, jeżeli by nie wypalił cała reszta nie miałaby znaczenia.
Podziękowałem za bardzo miłą rozmowę i pożegnałem się. Byłem już przy drzwiach, kiedy poczułem jej dłoń na moim ramieniu. Odwróciłem się i……… znowu patrzyłem w te piękne, szmaragdowe oczy.
- Przepraszam cię, ale już dawno tak dobrze nie rozmawiało mi się z drugą osobą. Możemy wymienić się numerami telefonów?
Kiedy tak patrzyła na mnie, byłbym gotów jej zdradzić wszystkie hasła i PIN-y do czego tylko by chciała, a ona chciała tylko numer mojego telefonu.
- Jasne, że tak! Sam chciałem zaproponować, ale stchórzyłem!
Uśmiechnęła się!
- Aż taka jestem straszna?
- Nie no co Ty, ale………..
- Dobra, już się nie tłumacz, tylko daj mi ten numer
Akt III miał być wyjątkowy. Park Staszica nie był monitorowany, od kilku tygodni chodziłem tam wieczorem, żeby sprawdzić możliwość zrealizowania tej części planu. Brunetka po 40-ce wracała regularnie przez park do domu po 23. Cudownie!
Dzisiaj też szła żwawym krokiem. Siedziałem na ławce w stroju do biegania.
- Dobry wieczór!
Odwróciła się,
- Dobry………
Nie zdążyła dokończyć, delikatne ukłucie w ramię załatwiło sprawę.
Spojrzałem na moje dzieło i muszę powiedzieć byłem usatysfakcjonowany.
Akt III miał być wyjątkowy i był!
To co zastali na miejscu wprawiło ich w osłupienie.
- Ja pierdolę!
Magda patrzyła na to i nie mogła uwierzyć, Marek nie był w stanie wydobyć z siebie choćby słowa.
Magda prawie krzyczała:
- Co to kurwa jest! To jest Polska, a nie jakaś pierdolona Ameryka!
Ten skurwysyn naoglądał się „Siedem” i teraz się popisuje?
- Magda uspokój się, musimy trzeźwo myśleć
Marek próbował być spokojny, ale przychodziło mu to z trudem.
Na trawniku, pod drzewem w parku Staszica leżała martwa kobieta. Miała rozłożone ręce, cała była obsypana stokrotkami, ale to nie to robiło wrażenie na obserwatorach. Jej twarz, a dokładnie jej usta. W kącikach ust po obu stronach twarzy zrobiono nacięcia i mówiąc obrazowo powiększono jej uśmiech. Miała zamknięte oczy i „szeroki uśmiech”. Odnosiło się wrażenie, że w chwili śmierci była najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Na drzewie za jej głową widniała litera C.
Siedzieli w gabinecie komendanta. O dziwo nie okazywał większego zdenerwowania. Zamknę okno, żeby nie wyleciały moje orły. Co ja bym, bez was zrobił?
Słucham, co macie mi do powiedzenia? Mam nadzieję, że zdajecie sobie sprawę od kogo muszę odbierać telefony i się tłumaczyć? Jak szybko nie będziemy mieli czegoś konkretnego to niebawem pewnie ktoś inny będzie was przyjmował w tym gabinecie, a i wy długo tą sprawą się nie nacieszycie. To słucham!
Marek zaczął:
- Szefie, wygląda na to, że ostatnie zabójstwo miało być pokazem siły i kreatywności. Pokazuje nam, że jego schematy nie obowiązują, będzie toczył grę według swoich zasad. I kiedy będzie nam się wydawało, że go poznaliśmy on wywróci wszystko do góry nogami. Możemy liczyć tylko na jego błąd, w innym wypadku to skończy się wtedy, kiedy on tego będzie chciał.
Ostatnia ofiara nie wpisuje się w schemat poprzednich dwóch. W przeciwieństwie do nich ta była szczęśliwą żoną i matką. Miała pecha, że regularnie wracała przez park Staszica po 23. Według mnie tym razem to był główny powód, że ją wybrał. Może i poznał jej życie prywatne przynajmniej w takiej części jaka mu była potrzebna do stworzenia inscenizacji.
- Wiecie co symbolizują stokrotki?
- Oświeć nas geniuszu?
- Niewinność, czystość i radość. Ta kobieta była dobrym człowiekiem.
- Cholerny John Doe!
- Kto?
- Nieważne szefie
- Tak, jak mówiłem zabierajcie się do roboty. Jutro chcę mieć na biurku pierwszy raport
Czekałem cierpliwie, nie chciałem pierwszy napisać. Moja cierpliwość została nagrodzona w piętnastym dniu.
- „Cześć!”
- „Możemy się spotkać w naszym miejscu?”
Odczekałem pięć minut.
- „Jasne, kiedy proponujesz?”
- „Dzisiaj 20?”
- „Jesteśmy umówieni!”
- 👍
Siedziałem już przy stoliku, kiedy stanęła w drzwiach. Widać było zmęczenie na jej twarzy. Rozejrzała się po sali, zobaczyła mnie i podeszła do stolika.
Zamówiłem nam Irish Whiskey.
- Miło Cię widzieć Madziu! Coś się stało, bo widzę, że jesteś zmartwiona?
- Praca, praca, praca i wszystko co się z tym wiąże
- Chyba nie powinienem pytać o więcej?
- Chyba nie!
- Ale ja mogę się zapytać. Czysto hipotetycznie. Prowadzę sprawę, powiedzieć, że mam mało śladów czy punktów zaczepienia to nic nie powiedzieć. Co zrobić? Gdzie szukać? Może masz jakiś pomysł? Może przyda się świeże podejście, ja już głupieję czytając po raz kolejny akta tej sprawy.
- Madziu ja się na tym nie znam, przeczytałem w swoim życiu może ze trzy kryminały i ot cała moja wiedza. Poza tym nie wiem czego dotyczy ta sprawa, a Ty raczej o tym nie powinnaś mówić
- Masz rację, przestaję myśleć racjonalnie. Co u Ciebie?
- W porównaniu do Twojej pracy to u mnie nuda, realizuję kolejne zlecenie. Ale wiesz teraz przyszło mi tak do głowy, a propos twojej sprawy, może warto wrócić do początku?
- Może!
Później nie rozmawialiśmy już o pracy, udało mi się kilka razy ją rozbawić. Miała piękny uśmiech i te oczy!
- Muszę się zbierać, jutro kolejny wyczerpujący dzień
- Jasne, zamówię Bolt-a i odwiozę Cię do domu
- Nie trzeba, poradzę sobie
- Proszę, pozwól mi. Poczuję się jak prawdziwy mężczyzna!
Zaczęła się śmiać.
- Przypominam Ci, że jestem policjantką
- Ale przede wszystkim jesteś kobietą
- Dobra, wygrałeś
- Wstawaj śpiochu! Muszę iść do pracy
Otworzyłem oczy i dopiero dotarło do mnie, że to nie moje łóżko, nie moje mieszkanie, a ja nie mam gaci na tyłku
- No wstawaj! Wczoraj miałeś więcej energii!
- Już wstaję Madziu, tylko mam problem!
- Jaki?
- Nie wiem, gdzie są moje bokserki?
Magda zaczęła się śmiać.
- No to masz problem!
I dalej się śmiała
- Nie krępuj się, widziałam wczoraj to i owo
Wyszła z pokoju nadal się śmiejąc, wstałem i na szczęście szybko znalazłem gatki.
Pojechała do pracy, ja wróciłem do siebie. Nie było czasu na rozpamiętywanie wczorajszego wieczoru, była sprawa do załatwienia. Kluczowa w kwestii mojego planu.
Wszystko poszło zgodnie z planem. Teraz należało tylko grzecznie poczekać i liczyć na skrupulatność Magdy.
Niestety była też i zła wiadomość, koniec zbliżał się nieubłaganie!
Właśnie mijały dwa tygodnie od naszej pierwszej nocy i powoli godziłem się z losem, że Magda nie skorzystała z mojej rady.
W międzyczasie spotykaliśmy się, ale nie wspominała nic o postępach w śledztwie, już chciałem wprowadzić modyfikacje do planu, kiedy dostałem sms-a:
- „Kochanie skorzystałam z twojej rady, przepraszam, że tak późno! Ale byłam głupia, jest szansa na przełom w śledztwie!”
„KOCHAM CIĘ!”
„Wpadniesz do mnie wieczorkiem?”
A jednak! Moje Kochanie tak jak myślałem było skrupulatne.
Powinienem się cieszyć, ale nie potrafiłem. Nie przewidziałem, że się zakocham. Możesz opracowywać plan latami, dopracowywać najmniejsze szczegóły, a na końcu i tak coś się wykrzaczy! Życie!
- „Oczywiście, że wpadnę. Cieszę się, że do czegoś się przydałem!”
„Ja też CIĘ KOCHAM!” ❤️
Zawsze zastanawiałem się, jak to jest, kiedy wiesz, że robisz coś ostatni raz w życiu?
Dziwnie!
Magda była wieczorem podekscytowana, czekała na wiadomość.
Doskonale wiedziałem na jaką!
Ta ostatnia noc spędzona z Ukochaną. Było fantastycznie, czułem się jak skazaniec, któremu spełniono ostatnią prośbę przed wyrokiem.
Obudziłem się, Magdy nie było w łóżku. Słyszałem, że rozmawia w kuchni przez telefon.
- Co? Co ty mówisz? To niemożliwe! Rozumiem, drzwi będą otwarte
Nastała cisza, którą przerwał dźwięk odbezpieczanej broni.
Zamknąłem oczy, Magda weszła do pokoju.
- Piotr!
Otwierałem powoli oczy udając, że jestem zaspany.
No cóż, widok nie był zbyt ekscytujący. Zobaczyłem koniec lufy pistoletu skierowanej w moją stronę.
- Madziu, Kochanie co się stało?
- Proszę Cię nic nie mów, bardzo Cię proszę!
Miała oczy pełne łez, łez, które jeszcze bardziej podkreślały ich zieleń
- Dobrze, ale powiedz chociaż co się stało? Dlaczego celujesz do mnie z pistoletu?
Magda nie miała ochoty na rozmowę, była zdruzgotana! Zauważyła, że Piotr sięga prawą ręką pod poduszkę.
- Proszę nie rób tego!
- Czego Kochanie?
- Nieeeeeeeeee!
Zdecydowany ruch, a potem już tylko ciemność i ulga.
Akt IV dobiegł końca.
Kiedy Marek wszedł do mieszkania Magda siedziała skulona w rogu pokoju z twarzą schowaną w kolanach. Pistolet leżał obok niej. Wszedł do pokoju, w łóżku leżało coś co jeszcze niedawno było człowiekiem. Teraz jego głowa nie istniała, fragmenty kości czaszki i mózgu były wszędzie, na pościeli, ścianach, suficie i podłodze.
Już wiedział jakie koszmary będą mu się śniły przez najbliższe kilka lat, a może do końca zycia.
Marek wszedł do ich pokoju. Magda siedziała przy biurku i coś pisała.
- Mam dobre wieści. Nie będzie wszczęte wewnętrzne śledztwo!
Doszli do wniosku, że twoje użycie broni było uzasadnione. Mogłaś też podejrzewać, że on miał pod poduszką jakąś broń, kiedy tam sięgał.
- Ale nie miał. Była tam tylko ta pieprzona litera D.
Minęło już dwa tygodnie od zdarzenia, ale Magda nadal nie doszła do siebie.
- On wszystko zaplanował od początku do końca.
To spotkanie w knajpie nie było przypadkowe. Nie narzucał się, czekał cierpliwie na mój ruch, tak jakby wiedział, że go zrobię.
To ja go poprosiłam o numer telefonu, to ja do niego pierwsza napisałam, to ja go zaprosiłam do swojego mieszkania.
A potem ten jego pomysł, żeby wrócić do początku.
Kiedy znalazłam ten odcisk palca pod parapetem w domu pierwszej ofiary byłam wściekła na chłopaków, że niechlujnie zebrali ślady na miejscu zbrodni.
A oni byli Bogu ducha winni, to on podrzucił ten ślad po rozmowie ze mną.
Wiedział, że jego odciski są w bazie.
I na koniec chciał, żebym go zastrzeliła.
I go zastrzeliłam.
- Madziu!
- Nie mów do mnie Madziu, bo ciebie też zastrzelę
- Sorki, zapomniałem, że on tak mówił
Magda wiem, że jest ci ciężko
- Gówno wiesz!
Magda mruknęła pod nosem
- Nie możesz katować się tak bez końca. Dzięki tobie zostało po nim tylko wspomnienie. Koszmarne, ale tylko wspomnienie.
Magda patrzyła się w okno. Kiedy odwróciła się w stronę Marka po jej policzkach spływały łzy.
- Niestety nie tylko wspomnienie!
- Nie rozumiem. O czym ty mówisz?
- Jestem w ciąży!
"Potwory są prawdziwe i duchy też są prawdziwe. Żyją w nas i czasami wygrywają". - Stephen King
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania