Alicja
Na początku znaki świadczące o jej istnieniu były prawie niezauważalne; trzeba było wprawnego oka, by dostrzec ślady stóp pomiędzy tropem kocich łap na ogrodowych ścieżkach. Nocami ktoś strącał krople deszczu z rozpiętych pajęczyn — brzmiało to jak dzwonki sań sunących przez mroźną, śnieżną noc. Za dnia nad drogą unosiły się smugi pyłu, choć nikt tamtędy nie chodził.
Alicja ze zdziwieniem patrzyła na mokre ślady stóp prowadzące z tarasu do wnętrza domu. Nie pamiętała, by wychodziła na deszcz.
Mokre ślady stóp,
prowadzą z deszczu do wnętrza –
płynie echo kroków.
— Kolejny dowód, że ktoś ze mną mieszka — mruknęła do siebie.
Dowodów było znacznie więcej. Zakładki w książkach nie otwierały się na właściwych stronach, gramofon sam się uruchamiał. Jakby na potwierdzenie z piętra rozległy się pierwsze takty Blues Legacy w wykonaniu duetu Milt Jackson & John Coltrane.
Kiedy wchodziła na schody, po ścianie przebiegł cień kota. Dom, niczym lustrzana igraszka, powielał echo kroków w zupełnie innym świecie.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania