Alicja i Kot plus ten trzeci

— Pokaż, kotku, co masz w środku — powiedziała Alicja do kota. Zdziwiło go to, bo jeszcze nikt się tak do niego nie zwracał. Szczególnie od kiedy objawiał się jako głowa, sama głowa, a nawet sam uśmiech, bez głowy.

 

— Moja droga, chyba oszalałaś — odpowiedział Alicji.

 

— To tylko kwestia spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość. W zasadzie wszyscy tu jesteśmy szaleni. Ja jestem szalona, ty jesteś szalony — powiedziała Alicja. — Wszyscy — podkreśliła.

 

— Chwila, to moja kwestia — odpowiedział kot, z wielkim zdziwieniem w oczach, ale nie gasząc swojego niezwykle szerokiego uśmiechu. Zdziwienie w oczach dodawało optycznie uśmiechowi kilka centymetrów, czyniąc go dość groteskowym.

 

— To ja wypowiadam te kwestie. To ja mówię, że jesteś szalona — drążył temat kot.

 

— Dobrze, nie kłóćmy się. W sumie co ja tam wiem. Jestem tylko małą dziewczynką w dziwnym lesie. W dodatku gadam z kotami. Zapewne coś pokręciłam. I to na pewno dlatego, że jestem szalona. Zresztą, może jestem, może nie. Opinie lekarzy są podzielone. Może po prostu żyję w innej rzeczywistości niż ty — kontynuowała Alicja.

 

— Chwila, to znowu z mojej kwestii — denerwował się kot. Brak możliwości wygaszenia uśmiechu czynił jednakowoż ową scenę coraz bardziej groteskową. Należy wszak pamiętać, że kot nie mógł występować publicznie bez uśmiechu. Owszem, uśmiech bez kota — jak najbardziej. Zapisy umowy na to pozwalały, ale w drugą stronę w żadnym wypadku.

 

— Przestań podkradać mi kwestie i w ogóle trzymaj się… — unosił się kot, chcąc coś wtrącić o scenariuszu. To znaczy dosłownie się unosił, stracił kontakt z podłożem i najprawdopodobniej także z rzeczywistością.

 

— Oj, dajże już spokój — bardziej westchnęła niż powiedziała Alicja. — Unosisz się tak, że za chwilę od naszej rozmowy zacznie mnie boleć szyja — dodała. To od zadzierania głowy za oddalającym się kotem. Tak dla wyjaśnienia — dodał autor.

 

— Hej, nie wtrącaj się do naszej rozmowy — powiedzieli niemal unisono kot z Alicją. Ale autor ani myślał się nie wtrącać.

 

— Widzę piękny stół, a przy nim goście spożywają… — starał się zmienić temat kot.

 

— … wieczerzę wigilijną — wtrąciła Alicja.

 

— Nie, raczej herbatkę. Po prostu — dookreślił kot. — Dlaczego niby wigilijną? W dodatku wieczerzę. W końcu nie ma jeszcze południa — zdziwił się.

 

— Po pierwsze, przy wspólnym stole najlepiej wychodzą wigilie — zaczęła wyjaśniać Alicja. — Z reguły inne spotkania w dużym gronie, szczególnie rodzinnym, przy jednym stole raczej nie kończą się dobrze. To znaczy wigilijne też są obarczone takim ryzykiem, ale jakby nieco mniejszym. A po drugie — kontynuowała — wigilia pod każdą szerokością geograficzną jest o innej porze. W końcu ziemia się kręci, słońce się kręci, księżyc się kręci. W dodatku wszystkie ciała niebieskie się nawzajem okrążają. Dlatego niektórzy mogą mieć kolację na śniadanie, a inni śniadanie na kolację. W końcu czas jest względny, co zdaje się wynikać właśnie z tych ciał niebieskich — dokończyła wykład Alicja.

 

— Tak, gdzieś to słyszałem — skłamał kot. — Osobiście nie przepadam za wigilią — dodał, trzymając się bezpiecznego tematu.

 

— Dlaczego? — zainteresowała się Alicja. — Przecież święta są takie piękne. Jest choinka, prezenty, kolędy — zaczęła wyliczać Alicja wszelkie możliwe zalety świąt.

 

— Tak, ale wówczas gadający kot przestaje być atrakcją, zaczyna być czymś oczywistym, naturalnym, ba — wręcz należy do zestawu obowiązkowego każdego kota domowego.

Zaczynam przez to tracić na oryginalności — wyjaśniał kot. — Każdy wręcz oczekuje, że będę z nim rozmawiał. Nikt nie weźmie pod uwagę, że nie mam ochoty. Albo nie mam o czym. Albo właśnie ucinam sobie drzemkę — kontynuował. — Nawet uśmiech mi wówczas rzednie.

 

— Jak to rzednie? Znaczy jest mniej widoczny? — zaciekawiła się Alicja.

 

— No tak, o to chodzi w określeniu „rzednie”. Robi się mniejszy, mniej szczery, mniej radosny… — jął tłumaczyć kot.

 

— … aaaa — zrozumiała (najprawdopodobniej) Alicja — to mało ciekawe. Myślałam, że bardziej się rozpływa w powietrzu, staje się mniej widoczny, staje się… — Alicja szukała słowa — … mniej wyrazisty. Zanika jego widoczność.

 

— Nie bardzo rozumiem, do czego zmierzasz — kot znów zaczął się unosić. — Przecież chodzi o to, że jest mi mniej do śmiechu.

 

— Ale to właśnie nie ma znaczenia, czy jest ci do śmiechu, czy nie — przekonywała Alicja.

 

— Czy też śmiechowi do ciebie — dodała, po czym jęła tłumaczyć: — Chodzi o to, że twój uśmiech, bez względu na to, jak szeroki, szczery i ochoczy, po prostu przestaje być widoczny dla bezstronnego obserwatora na skutek rozrzedzania się twojej zawartości w otaczającej cię rzeczywistości. Nie że zanikasz jako byt — dodała.

 

— Żebym ci nie powiedział, co tobie zanika — powiedział kot z wysokości. — I nie mówię o rozumku, bo tego już nie widać w ogóle — dodał, robiąc coraz głupszą minę (w szczególności w kontekście niezmiennie szerokiego uśmiechu).

 

— Może jesteś za wysoko — zasugerowała Alicja w kontekście widoczności jej rozumku.

 

— Albo ty za nisko — odciął się kot, podkreślając dzielącą ich wysokość i pozycję społeczną, i zaczął płynąć w stronę stołu, gdzie trwała uczta niewiadomego kontekstu, ale za to z herbatą. Prawdopodobnie ciepłą. W każdym bądź razie widać było opary pary unoszącej się ze stołu. Albo z uszu jednego z biesiadników, co z tej odległości mogło być złudzeniem. Albo rzeczywistością.

 

— Zawsze jest pora na herbatę — powiedział kot. Tym razem okazało się, że wypowiedział swoją kwestię. Zgodnie ze scenariuszem. Brawo — powiedział autor.

 

— Zamilcz — powiedzieli niemal unisono kot i Alicja. Niemal, bo dzieląca ich odległość wpływała już wyraźnie na opóźnienia związane z rozchodzeniem się dźwięku w powietrzu.

 

Autor uniósł się honorem i zamilkł.

Nikt nie zauważył, że zarówno Alicja, kot, jak i autor byli do siebie podobni. Zbyt podobni. Ale w końcu święta to magiczny czas, bydlęta klękają, króle śpiewają, koty gadają, szaleńcy czas herbaty mają, a wszystkie Alicje każdego z możliwych światów cuda ogłaszają.

 

Dajmy i my ponieść się temu uniesieniu. Oszalejmy odrobinę. W końcu i tak otaczają nas szaleńcy. Po co się za bardzo wyróżniać? A w razie czego zawsze możemy powiedzieć, że po prostu jesteśmy z innej rzeczywistości. I lepiej mocno w to uwierzmy, bo bez mocnej wyobraźni nie mamy zbyt dużych szans w zderzeniu z rzeczywistością.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania