ALPY
Kiedyś się znajdę,
Może i nawet Ciebie.
Wiedz, że wiele razy już iskrzyło mi wewnątrz siebie,
Zawsze kiedy dzień taki – kończyłem istotą w glebie.
Człowiek góry – zdobywczy i ten, co na niebie,
Zawsze słońce sam widzi, które w dół jedzie.
Czy wschodzi, czy zachodzi – nikogo to nie obchodzi,
Przez to w głowie tylko nowa myśl się rodzi.
Odkąd widzi, myśli – od narodzin,
Wrażenie ma, że kogoś zawodzi.
Stąpa twardo i się rozgląda,
Pięknym uczuciom ludzkim się przygląda.
Jak duchy z boku, w kolorach tęczy i blasku słońca,
Zawsze gdy zeskoczy, to coś go odtrąca.
Ląduje na dole i znowu podchodzi,
Wchodzi z wiarą, że na szczycie nie zabłądzi.
Strach dociera go na myśl o tym –
Co gdy na skraju samego, całego wszechświata,
Nie spotka ni brata, ni uczucia, którym innego oplata.
Stanie czule z łzą czystszą niż tą, którą się zatracał,
I zrozumie, że to, czego szukał i czego nie znalazł,
Od zawsze jak krzak róż, który go przy upadku łapał,
Rosło wiecznie w tym samym, pięknym ogrodzie – w Alpach.
Komentarze (1)
Jestem pod wrażeniem budowy ,rymów ,metafor stylu.Ma cos w sobie ten rodzaj poezji ,nie umiem tego nazwać.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania