Anioł Stróż
Przed kilkoma dniami pierwszy raz wydało mi się, że na ulicy ktoś mnie obserwuje. Ponieważ to wrażenie nie znikało, więc dzisiaj postanowiłem wszystko sprawdzić.
Wyszedłszy z domu, rozejrzałem się po osiedlowym placyku i nie zauważyłem nic podejrzanego. Jak zwykle stało tam kilka nieprawidłowo zaparkowanych aut, znajoma z widzenia starsza pani dźwigała torbę z zakupami, młoda dziewczyna stukała palcem w ekran smartfona, a przed jarzyniakiem stał jakiś mężczyzna w moim wieku. Nie wyróżniał się niczym ani wyglądem, ani strojem - taki nikt z ulicy.
Ruszyłem w stronę zaprzyjaźnionej piekarni, ale po kilku krokach obejrzałem się. Facet spod jarzyniaka szedł za mną. „A jednak” – powiedziałem do siebie. „Czego on chce?”. Przyspieszyłem kroku i znowu się obejrzałem. Nieznajomy odstał nieco, ale nadal tam był. W piekarni specjalnie pobyłem nieco dłużej, żeby zobaczyć, czy za mną wejdzie. Nie wszedł, ale wychodząc ze sklepu, zobaczyłem go siedzącego na pobliskiej ławce.
„Raz kozie śmierć” – pomyślałem i podszedłem do niego.
– Człowieku, czemu ty za mną łazisz? Czego chcesz? – zapytałem.
– Chodzę za tobą, bo taka jest moja praca – odpowiedział.
– Jaka praca? Kim ty jesteś?
– Jestem twoim aniołem stróżem.
Zdębiałem, bo zrozumiałem, że zaczepiłem wariata i za chwilę mogę wpaść w jakieś kłopoty.
– Przepraszam pana – powiedziałem i odwróciłem się na pięcie.
Zanim zrobiłem pierwszy krok, nieznajomy powiedział:
– Nie bój się. Nic ci nie zrobię. Ja naprawdę jestem twoim aniołem stróżem. Siadaj, pogadamy.
Miły tembr jego głosu i wionące od niego dziwne duchowe ciepło uspokoiły mnie na tyle, że zawróciłem i po chwili wahania usiadłem na ławce.
– Czy ty jesteś tym aniołem stróżem z katechizmu? Co to mi w dzieciństwie kazali się do ciebie modlić: „Aniele Boży, stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój” i tak dalej? – zapytałem.
– Dokładnie tak. Widzę, że nie zapomniałeś tej modlitwy – ucieszył się nieznajomy.
Mój strach zupełnie wyparował i od razu zebrało mi się na mędrkowanie:
– O ile wiem, to anioły są duchami i ludziom się nie pokazują. Dlaczego więc ciebie widzę?
– Bo niektórym niedowiarkom się pokazujemy, żeby w nas uwierzyli. Ty też - choć na początku się wystraszyłeś - uwierzyłeś we mnie.
– Kto ci powiedział, że uwierzyłem? – odpaliłem. – Wcale nie.
– Przecież rozmawiasz ze mną, więc chyba uwierzyłeś.
– Widzę tylko faceta, który mówi, że jest aniołem - nic więcej. To nie znaczy, że wierzę w twoją anielskość. No, gdybyś był w bieli i ze skrzydłami, to byłoby może coś na plus dla ciebie – dodałem z przekorą.
– Biel i skrzydła to ludzki wymysł bez znaczenia – powiedział nieznajomy. – Ale ja naprawdę jestem twoim aniołem stróżem. Nie wierzysz mi?
– Nie wierzę, bo się nie sprawdzasz. O ile pamiętam, to w tej modlitwie z dzieciństwa było: „Bądź mi zawsze ku pomocy, broń mnie od wszelkiego złego”. Tak?
– Tak.
– I ty mnie broniłeś od wszelkiego złego?
– Oczywiście.
– To gdzie byłeś, gdy złamałem nogę, albo gdy miałem wypadek samochodowy? Pewnie na urlopie.
– Niepotrzebna złośliwość – odciął się anioł. – Nie jestem lekarzem ani policjantem i nie zajmuję się twoim zdrowiem czy bezpieczeństwem. Ja strzegę, żeby twoja dusza była bezpieczna. Dbam o to, żebyś nie grzeszył i był dobrym człowiekiem.
– I tu też się nie sprawdziłeś. Przecież ja w swoim życiu popełniłem już chyba wszystkie grzechy, a ty minie nie ustrzegłeś.
– Ale mogłeś popełnić więcej i cięższe.
– Oczywiście, że mogłem i to niby twoja zasługa, że tak się nie stało? Czyli ty działasz jak jakieś sito - pewne grzechy i do pewnej ilości dopuszczasz, a więcej już nie.
– Znowu się czepiasz, a nie rozumiesz mojej roli – odpowiedział anioł ze smutkiem.
– No to mnie oświeć.
– Tak naprawdę to ja się tobą nie opiekuję, tylko stale o ciebie walczę. Walczę z szatanem. To bardzo silny przeciwnik i ma takie środki oraz sposoby walki, których ja nigdy nie będę miał. On dysponuje różnymi pokusami, na które dajesz się nabierać: pieniądze, sława, seks i inne.
Już od początku naszej rozmowy kątem oka zauważyłem, że przyciągamy uwagę ludzi przychodzących obok naszej ławki. Jedni nam się tylko przyglądali, inni zatrzymywali się na chwilę, a jeszcze inni obchodzili nas z daleka. Gdy jakaś kobieta zatrzymała się opodal i zaczęła pokazywać nas palcem małemu chłopczykowi, nie wytrzymałem i zapytałem rozmówcę:
– Czego oni tak się na nas gapią?
– Nie patrzą na nas, tylko na ciebie – odpowiedział anioł. – Ja jestem dla nich niewidoczny. Oni widzą tylko ciebie siedzącego na ławce i gadającego do siebie, no i pewnie myślą, że z coś z tobą jest nie tak.
– Oż ty draniu! – krzyknąłem, odwracając się do rozmówcy.
Ławka obok mnie była pusta.
– Jesteś tu jeszcze? – zapytałem szeptem.
Odpowiedziała mi cisza.
Zabrałem moją torbę z zakupami i szybciutko odszedłem. Chciałem być jak najdalej od miejsca, gdzie się tak wygłupiłem. Na szczęście chyba nikt znajomy mnie nie tam widział, a przynajmniej do dziś nikt się do tego nie przyznał.
Komentarze (16)
Czytam jako pierwszy. Świetne i mądre opowiadanie. Znakomicie umiejscowionej w chrześcijańskiej (właściwie w katolickiej) kulturze. Pozdrawiam 5
Marku, dziękuję za przeczytanie mojego kawałeczka i opinię.
Pozdrawiam.
Od kiedy to anioł wykonuje pracę i czy w związku z tym nie ma zaległości w ZUS-ie.
Bidaka narrator, najbardziej boi się obciachu. Tylko, że ten jego wywód sam w sobie jest obciachem. Zapewne napisany jako, bohaterski prozatorski akt apostazji. Jaka otoczka taka apostazja.
Grain, dziękuję za wizytę i komentarz.
Miał ten anioł dużo szczęścia, że na Ciebie trafił. Znam takich, którzy zaczęliby od obicia lica, ale może tacy nie zasługują na Anioła Stróża.
Dzięki za odwiedziny i komentarz. Podobno Anioła Stróża mają wszyscy.
Marian↔Jestem zaiste na tak, w sensie tekstu Twego. Fajnie się czytało i tak po ludzku, pomimo, ze anioł występuje. Hmm.. .może faktycznie niekiedy pomoże, tylko skąd nam wiedzieć, czy coś, co się nie wydarzyło i tak by się nie wydarzyło, czy jednak tak, ale o tym nie wiemy.
Np↔dlaczego człek wyszedł z domu kilka sekund później? Może żeby rozpędzony samochód, zdążył przejechać na pasach, bez człeka z przodu?
Pozdrawiam?:)
Właśnie Dekaos, nigdy nie wiadomo kiedy ryba pije wodę. Tak samo chyba jest z tą tzw. opieką boską - jeśli takowa istnieje.
Fajne opowiadanko. Warto też zwrócić uwagę na pewien ukryty szczegół. Otóż anioł stróż walczy tutaj z szatanem o człowieka dopiero wtedy, gdy człowiek ten wychodzi z domu! Jakby w domu nie było pokus. To ciekawe.
"Wyszedłszy z domu, rozejrzałem się..."
W domu bohater się nie rozglądał!
Trzy Cztery, dzięki za odwiedziny. No faktycznie, czy w domu nie ma pokus.
Całkiem miłe opko, tylko czemu seks po tej złej stronie? Tak na marginesie, ja bym na pewno pogadał
Pozdr
Dzięki za odwiedziny. Przejdź się kiedyś do piekarni, to może Ci się uda spotkać tego kogoś.
Ciekawe
Serdecznie Pozdrawiam
Dziękuję i pozdrawiam.
Przeczytałem ściągnięty pochwalnymi komentarzami, i faktycznie było warto Marianie. Bardzo dobre, jak to zwykle u Ciebie.
Noico1, dziękuję za wizytę i komentarz. Cieszę się, że mam nowego czytelnika.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania