Anne
Rozdział 1
"Kolejne morderstwo"
Był lekki sobotni poranek, ja jak zwykle o tej porze wstaję z łóżka i idę sobie zaparzyć kawę.
Siadam przy stole w kuchni z gorącą filiżanką kawy, krzyżuję nogi i biorę maleńki łyczek, odkładam filiżankę i wsłuchuję się w zegarek, który wisiał na ścianie. W całym domu była cisza było tylko słychać wskazówki od zegara *tik tok tik tok* *bzzzzzzzz* ktoś zadzwonił do drzwi. (Byłam tym faktem bardzo zdziwiona, gdyż mieszkałam sama i prawie nigdy nie miałam gości)Podchodzę do drzwi i je powoli otwieram, w drzwiach stoją dwaj policjanci. Wysoki brunet z wielkim wąsem i ciemnozielonymi oczami był to starszy aspirant George Blush, drugi zaś stał lekko ukryty za futrynom on drzwi, był o wiele niższy od swojego partnera, miał skośne oczy, bardzo jasny kolor skóry i ciemne włosy był to posterunkowy Chang Lee.
- Dzień Dobry! Pani Anne Edynbergh?
- Tak, dzień dobry. Coś się stało? - odparłam zmieszana
- Tak, ale możemy porozmawiać w środku?
- Oczywiście. Proszę wchodzić
Policjanci wszedli i zajęli miejsce przy stole przy którym piłam kawę. Ja siadłam na przeciwko nich.
- Może zaparzyć kawki dla Panów?
- Nie. My podziękujemy, my tutaj tylko by coś Pani przekazać - odparł aspirant Blush
- Dobrze. A co takiego macie mi państwo do przekazania?
- Chodzi o mordercę Pani siostry...
W tej chwili wszystko mi się przypomniało, oczy zalały mi się łzami, nie byłam w stanie nic powiedzieć, policjanci z trudem doprowadzili mnie do porządku.
- Proszę Pani? Wszystko w porządku?
- Tak. Przepraszam. Może Pan kontynnuować - Odparłam ocierając łzy
- A więc tak... Wczoraj o godzinie 17:02 w małej wiosce Vaskville zamordowano małą dziewczynkę
- A co to ma wspólnego z mordercą mojej siostry? W Orleano jest kilkaset tysięcy morderców! Mordercy mojej siostry już nie ma! Zabiłam go! Rozumie Pan?! Zabiłam! Ja! - Odparłam zrozpaczona
- Rozumiemy Pani gniew i rozpacz, ale w takim stanie nam Pani nie pomoże.
Uspokoiłam się.
- A więc tak... Na ciele tej małej dziewczynki znaleźliśmy liczne ślady uderzeń od bata, powyrywane panokcie i brak małego palce przy lewej dłoni. Te obrażenia są charakterystyczne dla mordercy Pani siostry.
- Nie... Nie... to nie może być prawda... - Odparłam wmawiając sobie.
- Też nie chcemy w to wierzyć, ale nie mamy wyboru, ale dajemy go Pani. Anne? Pomożesz nam czy nie? - powiedział aspirant Blush tonem, który mnie uspokoił
- Tak... Ale w jaki sposób?
- Opowie wszystko Pani jeszcze raz w komisariacie
- Wszystko to znaczy co? - zapytałam
- Dzieciństwo, śmierć Pani siostry i jak Pani zabiła mordercę
- Dobrze, jeżeli to miałoby pomóc - Odparłam
- To niech Pani pójdzie za nami do radiowozu
Policjanci wstali i wyszli z domu, ja poszłam za nimi. Wsiedliśmy do radiowozu i pojechaliśmy na komisariat.
Komentarze (2)
Siadam/odkładam/wsłuchuję
A potem:
Była cisza/było słychać.
musisz sie zdecydować i ujednolicić.
"Wysoki brunet z wielkim wąsem i ciemnozielonymi oczami był to starszy aspirant George Blush, drugi zaś stał lekko ukryty za futrynom on drzwi, był o wiele niższy od swojego partnera, miał skośne oczy, bardzo jasny kolor skóry i ciemne włosy był to posterunkowy Chang Lee." - futryną. I chyba: "od drzwi". Cały zapis dość dziwny.
"- Oczywiście. Proszę wchodzić" - uciekła kropeczka.
"Policjanci wszedli i" - weszli. Nie wszedli. Takich trujących kwiatuszków jest tu więcej. Musisz to ogarnąć, zanim Twoja Pani od polskiego schoczy z dachu szkoły ;)
Być może ktoś tu do Ciebie wpadnie z jakąś dokłądniejszą korektą, bo ja dziś trochę... nie bardzo.
Dużo pracy Cię czeka, ale przy cyklicznym pisaniu oraz czytaniu (jakkolwiek banalnie to nie brzmi) powinno być coraz lepiej.
Nie dam oceny, bo musiałbym Ci zostawić półtorej gwiazdki.
Pozdro.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania