Poprzednie częściApokalipsa 2056 – część 1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Apokalipsa 2056 – część 3

- Nie! Nie zabijaj mnie! – krzyknęłam przerażona.

W tym momencie padł strzał i nastała ciemność… Jednak widziałam światło w tunelu i głos mówiący do mnie:

- Sofio! Sofio! Otwórz oczy. To tylko twoje ostatnie wspomnienie przed śmiercią.

- Gdzie ja jestem? Gdzie jest ten bydlak Leonardo? Obetnę dupkowi jądra i wsadzę je do ust.

Niech się nimi zadławi. Co się ze mną stało? – spytałam stojącego obok mnie faceta.

- Już jesteś bezpieczna. „Dzieci Lucyfera” już ciebie nie skrzywdzą. Nazywamy siebie Templariuszami i walczymy z sektą, której członek o imieniu Leonardo ciebie zastrzelił.

Zrobił to na twoje szczęście nieprofesjonalnie, pod wpływem silnych emocji i nie uszkodził twojego mózgu. Jestem lekarzem. Znaleźliśmy ciebie Sofio porzuconą w lesie na peryferiach Rzymu. Jeden z naszych tajnych agentów poinformował o twej śmierci nas i postanowiliśmy ciebie wskrzesić. Znajdujesz się w tajnym ośrodku badawczym w Mediolanie. Dokładnie w podziemiach Katedry Narodzin św. Marii. Znowu żyjesz, bo zastosowaliśmy „Projekt Łazarza”. O nim opowiem Ci później. Teraz połóż się znowu do łóżka i zaśnij.

Z mocnego snu wyrwała mnie gwałtowna i silna eksplozja. Otworzyłam oczy i próbując wstać z łóżka upadłam na podłogę.

Nagle do środka przybiegł lekarz, z którym rozmawiałam wcześniej. Miał przy sobie dwa karabiny maszynowe z amunicją na srebrne pociski. Jeden z nich rzucił zaniepokojony atakiem doktor.

- Co się stało? – spytałam go, podnosząc broń z podłogi.

- Zaatakowali nas słudzy Ojca. Dokładnie wilkołaki. Ktoś z nas zdradził. Uciekaj ze mną Sofio! Wybiegliśmy w pośpiechu na korytarz. W jego połowie eksplodowała ściana po prawej i przez otwór wyszło dwóch wilkołaków. Z doktorem razem otworzyliśmy do wroga ogniem. Seria z karabinów podziurawiła ciało jednego z wilkołaków na strzępy, drugi stracił nogi i zdechł w męczarniach. W tym momencie zobaczyłam biegnących żołnierzy w maskach przeciwgazowych i odzianych w białe kombinezony.

- Oni biegną do laboratorium głównego. Nie wiem kto to jest. Na pewno nie wilkołaki. Musimy ich powstrzymać, gdyż w laboratorium znajdują się dane na centralnym komputerze o całym „Projekcie Łazarz”.

- Dobrze! Pomogę ci, bo jesteś dobry i zawdzięczam Templariuszom życie – powiedziałam.

Podczas gdy Sofia z doktorem próbowała dostać się do głównego laboratoriom winda zjeżdżała na ostatni poziom kompleksu. Znajdował się w niej dowodzący wilkołak zwany Królem Wilków ze swoją gwardią przyboczną i satanistą Leonardo, który już raz mnie zabił.

- Nie brać jeńców. Zabić wszystkich. Nawet dzieci niewiernych. Będą do nas strzelać z broni na srebrne pociski. Jak jakiś zawaha się z zabiciem dziecka, to zabiję go i okaleczę jak głupiego sąsiada, który widział kiedyś Ojca i znał jego tożsamość– zagroził Król Wilków.

- Ty się relaksuj zabijaniem niewiernych a ja znajdę laboratorium – powiedział Leonardo.

Król Wilków dzierżył w łapie potężny topór. Jeden z podległych mu wilkołaków miał miotacz ognia. Wilkołaki natrafiły na żołnierzy, których widziałam z lekarzem – sojusznikiem.

- Spalić niewiernych! – rozkazał Król.

Paleni żywcem żołnierze zamienili się w żywe pochodnie. Krzyczeli w agonii coś po chińsku i po rosyjsku. Byli to najemnicy z „Cerbera”.

- Giń niewierny psie – powiedział Król do żołnierza, który przeżył i toporem odciął mu głowę.

W tym samym czasie dotarłam z dzielnym lekarzem Templariuszy do laboratorium głównego.

Nagle biali żołnierze zauważyli nas i zaczęli do nas strzelać. Jeden z nich miał granat, którym chciał mnie zamienić w krwawą miazgę. Już miał nim rzucić, ale ostatecznie tego nie zrobił, bo postrzeliłam go w rękę. Granat poleciał na podłogę laboratorium i wybuchł urywając żołnierzom „Cerbera” ręce, nogi i komunistyczne łby.

Nagle do pomieszczenia wtargnął z kilkoma wilkołakami Leonardo uzbrojony w specjalną broń, która wystrzeliwała do przeciwników kołki.

- Zabić wszystkich tylko nie kobietę. Ona zginie z mojej ręki – rzekł satanista.

- Witaj Leonardo, ty satanistyczny gnojku – powiedziałam te imię przez zaciśnięte zęby.

- Witaj Sofio, ty niewierna szmato. Drugi raz twoja śmierć będzie dla mnie przyjemnością.

Próbowałam z nieukrywaną nienawiścią w oczach zabić podłego satanistę, ale cwaniak nie bał się wystrzelonych pocisków z karabinu. Leonardo miał na szyi zawieszony medalion z pentagramem, który otoczył go magiczną tarczą ochronną, która zatrzymywała pociski.

Średnia ocena: 3.6  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Vampire Fangs pół roku temu
    Przepraszam wszystkich za niechlujną i niestaranną formę zapisu utworu. Musiałem źle sformatować tekst i całe opowiadanie zmieniałem „ręcznie” w edycji utworu. Czynność zajęła mi sporo czasu i nerwów. Mam nadzieję, że forma ostatecznego zapisu nie wpłynie za bardzo na sprawiedliwą ocenę😉

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania