Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

ARCHEOLOGIA ZNAKU ZAPYTANIA. (w fazie pisania, to " gwiazdkowe " fochy: później)(mroczne opowiadanie grozy)

ARCHEOLOGIA ZNAKU ZAPYTANIA.

(mroczne opowiadanie grozy)

 

Na łamach dzisiejszych czasów, dokonywanie odkryć wszelakiej zamierzchłości: stało się tak codziennym, iż mało kto zwraca uwagę na cokolwiek. Czasami wystarczy dlatego skupić się na całokształcie. Wówczas może okazać się on tym, co wszyscy chcą pozostawić w umyśle, jako... nie podlegające ujawnieniu. Jak zatem przyjmuje to umysł?..

 

Niegdyś cichy, przydrożny zagajnik, tracąc docześnie swoją dawną tożsamość, zyskał obecnie grono, od zapomnianego czasu, jako pierwszych, nowoprzybyłych towarzyszy: postanawiających nie robić błyskotliwej sensacji, stroboskopowym blaskiem lamp, tkwiących bezużytecznie na dachach ich służbowych samochodów. Oprócz służb, czuwających nad publicznym ładem i porządkiem, nie mogło się obejść bez ciężarówki patrolu saperskiego, jak i czarnego, zapomnianego nowożytnością mercedesa, należącego do koronera. Skręcając zawzięcie kierownicę swojej srebrnej mazdy, lawirowała myślami pomiędzy znalezieniem miejsca parkingowego, jak i nie potrąceniu kogokolwiek. Pośród panującej bieganiny, nie okazało się to łatwym, niczym wstrzymanie oddechu, opadając w czerń oceanicznej toni. Pośród kilkunastu postaci, mężczyzna w czarnym garniturze, pieczołowicie kontemplował epicentrum odgrodzonego foliową taśmą, kilkumetrowego obszaru, na granicy którego, jeden z Funkcjonariuszy, uporczywie notował zeznania każdej z obu, uzbrojonych w wykrywacz metalu, postaci: tak energicznie przy tym gestykulującej, iż musiał on często łapać się na tym, że sam nie wie, czy oni mówią do niego, albo: kogoś za jego plecami... Nie mniej jednak, ubrani w plamiście kamuflujące mundury, zdawali się przygotowywać do odjazdu, więc: nie pozostało jej cokolwiek ponad uzmysłowienie sobie: po jaką cholerę, w całym tym zamieszaniu, potrzebują pomocy Archeologa...

 

Wysiadawszy z samochodu, przypomniała sobie o służbowym identyfikatorze, odnajdując go w schowku, czemu stonowanym trzaśnięciem drzwi, zawtórował odgłos blokady centralnego zamka, niczym straż, sprawująca pieczę nad możliwością powrotu do domu. Zbliżając się do granicy wyznaczonej folią, koślawo uwiązaną na prowizorycznych palikach, zapewne, do niedawna zarastających nieopodalsze pole zasięgu wzroku, została zatrzymana przez Posterunkowego, zdającego się jej obecnością zostać wyrwanym z głębin życiowej zadumy, niczym dzwonem trwogi, zwiastującym nadjeżdzającą obecność czołgów. Przysuwając zadedykowany jej imiennie kawałek tworzywa sztucznego, przed jego oczy, uśmiechnęła się miło, usiłując ukryć zmieszanie, możliwości bycia nie podobną do wizerunku, uwiecznionego na jej własnej fotografii, niczym swoja sobowtórka, upodobniona godzinami prowadzenia samochodu. Ku własnemu zdziwieniu, Młody Gliniarz odwzajemniając uśmiech jednoczesnym skinieniem głową, uniósł w górę elastyczną folię, w zakłopotaniu usiłując sprawiać pozory, iż... nie odprowadza jej wzrokiem. Nie miała mu tego zupełnie za złe, gdy kołyszący jej biodra krok sportowego obuwia, powiódł jej obcisłe jeansy, w stronę dostojnie odzianej postaci, jak na złość: bezradnym uniesieniem dłoni, odwracającej się od, jak zauważyła: płytkiego, niezbyt rozległego wykopu, zmierzając w stronę najliczniejszej grupy Policjantów.

 

- Przepraszam?!. Proszę Pana! - krzyknęła za idącą w zamyśleniu, ku granicy terenu, czarnogarniturową postacią.

 

Jedyną jego reakcją, było ujęcie podbródka między kciukiem a palcem wskazującym, niczym podczas podejmowania decyzji, stanowiącej możliwość osiągnięcia nieśmiertelności, czemu towarzyszyło zaledwie zwolnienie kulejącego kroku elegancko wizytowego obuwia.

 

- Nosz... kurwamać... - syknęła siarczyście - Halo! Koroner! - usiłowała zwrócić jego uwagę, chyba najbardziej romantycznie Paryskim gestem, znanym każdemu na świecie.

 

Bezuczuciowa twarz ze smutnym wyrazem na tyle sędziwego, aby doświadczenia życiowe zaczęły mu doskwierać, wspomagane podupadaniem na zdrowiu, mężczyzny: zwracając się za plecy, usiłowała odszukać w przestrzeni źródło nawoływań. Udała się zatem pospiesznie w jego kierunku, mając świadomość, iż już doskonale wie o jej obecności.

 

Przeklinała obecnie, iż każdy: może odejść w najmniej oczekiwanym ku temu momencie, ponieważ: od momentu jej przyjazdu, wystarczyło zaledwie dwa kwadranse, niczym towarzystwo Kostuchy, zabierającej zewsząd istniejące przejawy życia, aby... została w towarzystwie jedynie miarowo kołysanej podmuchami wiatru, taśmy: wspierającej na duchu, tkwieniem na uprzednio ledwowbitych w grunt, gałęzistych tworach ludzkich rąk. Obecnie, skoro już zabezpieczyła wykop brezentową plandeką, dociśniętą przygodnie napotkanymi polniakami, pozostało już tylko wbić tabliczkę, informującą o zakazie wstępu, z powodu trwania prac Archeologicznych. Odnajdując ją w bagażniku, zdała sobie sprawę, iż pośród dziesiątek narzędzi... nie posiada młotka, właściwie: o masie przekraczającej kilkadziesiąt gramów. Pozostało jej zatem posłużyć się jednym z kamieni, co, wywierając zdumienie: przyniosło zadziwiająco zadowalający efekt. Nie pozostało już zatem cokolwiek ponad zapoznanie się z przekazaną jej, wstępną dokumentacją, niczym podczas dawnej sekcji zwłok, ujawniającej przed jej nieświadomym umysłem, skrywane adekwatnością treści, tajemnice.

Średnia ocena: 2.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania