Architektura Pęknięcia
Dwa nurty wiją się, szepcząc pod skórą,
Jeden jest ciszą, drugi – wichurą.
Ten pierwszy krystaliczny, tnący niczym lód,
Ten drugi głęboki, matowy jak brud.
Nie jest jednością ten widok nieszczęsny,
Gdy jeden błyszczy, ten drugi jest bolesny,
Rozsypuje się w pył, gdy wzrok go dotyka,
Jak fałszywa nuta, co w uchu zalega i znika.
Nie rób kroków zbędnych – wybierz swój cios,
Niech zabrzmi w mym sercu mój tajemny głos.
Niech jedno zaistnieje – wybór ma siłę,
Byś mnie w te knieje nigdy nie wpuściła.
Komentarze (2)
Na pewno daje dużo do myślenia. Ładnie ułożony i dobrze brzmi. Osobiście wybrał bym trzecią drogę - swoją własną (tak na marginesie) 4
Bardzo dobry, klimatyczny wiersz.
5, pozdrawiam 🙂
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania