Architektura przetrwania
Dom nie był adresem,
był poligonem.
Między krzykiem a progiem
uczyłem się geometrii znikania,
jak stać się kątem prostym,
cieniem rzuconym na ścianę.
Moje gardło - murarz milczenia.
Moje ciało - kronika niechcianych dźwięków.
Dziś nocami liczę oddechy,
a ciało, wierny archiwista,
wciąż przepisuje na czysto
strach, którego nie wolno mi było wypowiedzieć.
Dziś zdejmuję z ust tę starą pieczęć.
Milczenie nie jest już moją skórą,
a strach - jedynym językiem, który znam.
Pozwalam ciału na dreszcz,
na drżenie rąk i głośny wydech.
Pęka mechanizm, nie ja.
Już nie muszę być przezroczysty.
Mogę stać w samym środku pokoju,
oddychać pełną piersią,
wypełniać sobą przestrzeń.
Mówię do dziecka, którym byłem:
''Już jesteśmy w domu.
Tym prawdziwym,
gdzie wolno nam mieć głos.''
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania