Architektura przetrwania

Dom nie był adresem,

był poligonem.

Między krzykiem a progiem

uczyłem się geometrii znikania,

jak stać się kątem prostym,

cieniem rzuconym na ścianę.

 

Moje gardło - murarz milczenia.

Moje ciało - kronika niechcianych dźwięków.

 

Dziś nocami liczę oddechy,

a ciało, wierny archiwista,

wciąż przepisuje na czysto

strach, którego nie wolno mi było wypowiedzieć.

 

Dziś zdejmuję z ust tę starą pieczęć.

Milczenie nie jest już moją skórą,

a strach - jedynym językiem, który znam.

 

Pozwalam ciału na dreszcz,

na drżenie rąk i głośny wydech.

Pęka mechanizm, nie ja.

 

Już nie muszę być przezroczysty.

Mogę stać w samym środku pokoju,

oddychać pełną piersią,

wypełniać sobą przestrzeń.

 

Mówię do dziecka, którym byłem:

''Już jesteśmy w domu.

Tym prawdziwym,

gdzie wolno nam mieć głos.''

Średnia ocena: 3.6  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • TseCylia godzinę temu
    Bardzo dobry wiersz w potrzebnym temacie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania