Archiwum zapomnianych wspomnień
- Klient? - staruszek, który siedział za biurkiem, zauważył niezdecydowanie na twarzy klienta.
Klient usiadł na krześle. Skrzypnięcie krzesła, wywołało echo wśród otaczającej ciemności.
- Jestem tu z prośbą- mówił. - Wiedziałem, że to miejsce istnieje w każdym człowieku. Staruszek, który słuchał klienta, oderwał się od lektury i uśmiechnął się szeroko. Miał krótką siwą brodę i jedno zasłonięte oko.
- Ma pan rację. - rzekł. - Nie wielu ludzi ma tu dostęp.
-Więc chciałbym... - tu staruszek mu przerwał - gestem dłoni. Przesunął książkę na bok i jeszcze raz, wejrzał w oczy klienta.
Odważny, pomyślał. Na początku zawsze.
- Przepraszam. - odrzekł staruszek. - Wiem czego pan pragnie i jestem zobowiązany panu pomóc. Ale czy pan świadomość, jakie wspomnienia się tu znajdują?
-Moje. - uśmiechnął się klient. Staruszek klasnął w dłonie na znak poprawnej odpowiedzi.
-Bez sprzecznie. - odpowiedział staruszek. - Natomiast są to wspomnienia wyparte przez pana. - poinstruował go staruszek.
- Wyparte? - zmieszał się klient. Staruszek znał to na wylot. Przeczytają trochę w księgach, że jest miejsce, które nigdy nie zapomina wspomnień, ale już nie napiszą - jakiego charakteru są to wspomnienia.
- Pańska dusza. - wskazał placem na jego czoło. - Dawno temu, odrzuciła te wspomnienie, z jakiś powodów. Powody te, zawsze mają wspólny mianownik. Czy jest pan świadom, jaki to wspólny mianownik?
- Nie wiem - odpowiedział. Staruszek spostrzegł, że klient robi się niecierpliwy, więc pomyślał, że może łyk kawy poprawi mu humor, ten jednak odmówił. Klient już był czerwony na twarzy, więc kawa nie była mu na rękę.
- Dusza pozbywa się wspomnień, który zaburzają jej pracę - staruszek wziął do ręki ołówek i zaczął wykonywać nim ósemki. - Ten ruch, który pan widzi, to przepływ pańskiej duszy przez ciało. Klient uśmiechnął się szyderczo - staruszek puścił mu to płazem. Każdy tak reaguje na początku.
- Czy pan mi wierzy? - zapytał staruszek.
- Teraz to kwestia wiary? - zmrużył oczy i pochylił się do tyłu w geście arogancji. Staruszek wiedział, że jest osoba, która wie o co prosi, nie każda osoba jest w stanie tu wejść, a co dopiero wyjść.
Ciekawe. Czy stąd wyjdzie, pomyślał
- Chcę tylko zaznaczyć, że może to spowodować ogromne zniszczenia w obrębie pańskiej duszy.
- Niech się pan nie martwi o moją duszę - mówił. - Chcę wspomnienie z sprzed pięciu lat, kiedy razem z ojcem ukryliśmy sztabki złota. Nie daję radu już z tym. Mam problemy finansowe; firma w która zainwestowałem sprzedała wszystkie swoje udziały zagranicznej spółce. Mam dość biedy!
- Jak pan sobie życzy - staruszek zapisał: imię i nazwisko klienta.
Klient cieszył się, z możliwości odświeżenia pamięci, gdzie wraz z ojcem, ukryli skradzione złoto. Ojciec mówił mu, że to złoto jest przeklęte, ale był za mały, żeby zrozumieć ostrzeżenie ojca, a co dopiero zapamiętać skomplikowaną lokalizację. Do dziś nie wiedział, czym zajmował się jego ojciec, miał świadomość tego, że po ojcu odziedziczył wewnętrzny spokój i hart ducha.
- I jak? - zapytał staruszek.
- O mój boże - drżał głos klienta.
- Ostrzegałem pana na początku - mówił. - Wspominałem, że dusza jest system doskonałym, jeśli coś jej się nie podoba lub zagraża bytowi - odsuwa te wspomnienia.
- Co my zrobiliśmy? - Klient nie mógł pohamować łez.
Staruszek wstał od biurka i wyszedł z okrągłego kontuaru. Zaszedł klienta z boku i poklepał go po barku.
- Czy ma pan ochotę zwrócić to wspomnienie? - mówił chłodnym głosem. Klient zerwał się na nogi i krzyknął:
- To były zęby!Ludzkie... Złote... Zęby... - upadł na kolana i zaczął niemiłosiernie łkać.
Staruszek wrócił za biurko i wziął do ręki długopis, zaczął pieczołowicie wymazywać dane klienta.
Klęcząc na podłodze i łkając wniebogłosy, zwrócił sie do staruszka.
- Jestem mordercą!Mój ojciec też! - padł na twarz i zaczął drapać dłońmi marmur.
Staruszek ziewnął i powiedział:
- Nie jest pan pierwszym synem zbrodniarza wojennego, który uzyskał świadomość dokonanych czynów, dopiero po ducholokacji - staruszek wrzucił czarną kartkę do studni.
- Piękny płomień - rzekł staruszek. - Niebieski to kolor pańskiej duszy, powinien być pan dumny, to kolor wizjonerów.
Tam gdzie klęczał klient - pojawił się błękitny płomień.
- A no tak - powiedział staruszek, jakby o czymś sobie przypomniał. -
Spiritus, circulus vitae vocat vos - krzyknął staruszek. Płomień zaczął wykonywać ósemki z zawrotną prędkością. Staruszek podszedł do biurka i otworzył trzecią szufladę od dołu - zaczął macać dno szafki ołówkiem.
- Są! - krzyknął. - staruszek założył na nos czarne okulary. Błękitna ósemka zaczełą świecić coraz mocniej i mocniej, aż błysła tak bardzo, że rozjaśniła mrok panujący w archiwum.
- Witam - przywitał się staruszek.
- Co się dzieje? - patrzył zdezorientowany na wszystkie strony. Klient wstał z kolan i podszedł do staruszka.
- Wiem już?Czy ja wiem? - zapytał z pianą na ustach. - Ja nie pamiętam. Upadł jeszcze raz na kolana i zerknął przypadkowo na podłogę na której była narysowana biała ósemka.
- Przeprowadził pan rytuał? - zapytał staruszka. Staruszek zdjął okulary i usiadł z powrotem na swoim miejscu.
- Z sukcesem.
-Wracam - powiedział przełykając ślinę. - Widać nie było warto.
- Jeśli mogę? - staruszek wstał.
- Proszę mówić - klient wstał i usiadł z powrotem na krześle. Atmosfera wróciła do normalności.
- Ile panu to zajęło? - staruszek pokazał ołówkiem na naszyjnik klienta.
- Bardzo długo - mówił. - Odkąd sięgam pamięcią, zacząłem interesować się okultyzmem.
Jego głowa przez chwilę zwisała bezwładnie. Wziął głęboki oddech i spowiadał się, jakby był u jakiegoś terapeuty.
- Matka mówił mi, że pasję odziedziczyłem po dziadku, który był nazistą i znał Himmlera. Klienta naglę dotknął potężny ból głowy. Staruszek spostrzegł, że klient zaczął już mrużyć oczy z bólu, więc powiedział to mówi im wszystkim:
- Ból zaraz przejdzie, niech pan odpocznie - powiedział. - Jest pan niewątpliwe utalentowanym spirytysta, lecz pański umysł nie zniósł ciężaru wspomnienia.
- Po co było to wszystko. - splótł dłonie i zaczął recytować mantrę, jego postać stawała się coraz bladsza, aż całkowicie znikła.
- Eh... - rzucił staruszek. - Nauczyli się zaklęć, a jednak nie potrafią zrozumieć działanie sił wyższych niż oni sami.
Wielki umysł rozumie siebie, a boski umysł innych w także swoją duszę.
Może ty wybierzesz się to zakątka niechcianych wspomnień. Pamiętaj jednak, że musisz wiedzieć jakiego kolory jest twoja dusza, inaczej nie poznasz swojej natury, a co dopiero swojego wewnętrznego ja.
Napisałem to na kolanach w pociągu. Sam pociąg nie był problemem ale matka z trójką dzieci już tak. Lekka dystrakcja mnie dopadła, więc przepraszam za błędy.
Komentarze (2)
po tym tekście sobie hasa
Jeśli autor był świadomy
po cóż wklejał tekst upstrzony?
Czyżby za nic miał odbiorcę?
Skąd w autorze takie wzorce?
Z anonima
korekt
ni ma.
Upominam, by w przyszłości
Autor wyzbył się naleciałości
N I E C H L U J S T W A.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania