Arena. Rozdział 1. Polowanie
-Długo to jeszcze będzie trwało? Jakby od niechcenia rzucił mój towarzysz.
-Cicho bądź – warknąłem na niego. Jeśli coś ci się nie podoba i nie chcesz się nauczyć, to wracaj do obozu, bierz co twoje i wypierdalaj za kordon.- powiedziałem już normalnym głosem.
Staszek spuścił tylko głowę i nie odzywał się już do końca drogi...
Dzień był piękny, przynajmniej jak dla kogo. Srebrne chmury poprzetykane gdzieniegdzie ołowianymi zwiastowały rychły deszcz. Dobra nasza- pomyślałem - w deszczu zwierzynie trudniej zwęszyć potencjalnych łowców. Problem pojawił się, gdy musieliśmy przejść pomiędzy dwoma starorzeczami. Zmełłem w ustach przekleństwo, jednak zaraz się uśmiechnąłem samym tylko kącikiem ust, widząc reakcje Staszka na to, co zobaczył chwilę po mnie. Przechodząc pomiędzy zbiornikami wody usłyszeliśmy nieznośne mlaskanie po każdym kroku. Za jeziorami rósł sporej wielkość sosnowo-świerkowy las, kiedy weszliśmy do niego, uderzył nas silny zapach żywicy, wiatr wiał od północy, czyli od Centrum. Wewnętrzny głos powiedział mi, że to prawdopodobnie wyż znad morza. Skąd to wiedział, nie mam pojęcia. Jednak nie zwykłem puszczać mimo uszu jego podszeptów, gdyż kiedyś uratowały mi życie. Paranoja, nie uważacie?..
Gdy wychodziliśmy z lasu na niewielkiej polanie, obok strumienia wypływającego z jednego z jezior, ujrzałem stadko jeleni. Było ich dziewięć sztuk , dwa samce, pięć samic i dwoje młodych. Ustawiliśmy się ze Staszkiem pod wiatr względem jeleni, by nie mogły nas wyczuć a jedynie zobaczyć bądź usłyszeć. Do obu z przypadków nie zamierzałem dopuścić , lecz mój towarzysz nie podzielał podobnego poglądu, (lub też podzielał ale nie zaprzątało mu to głowy bardziej niźli mnie) przez co mógł spłoszyć stado. Obserwowałem, co zrobi Staszek, był to nasz pierwszy wypad. W obozie często mu wałkowałem teorie , anatomię zwierząt i zachowania Zewnętrznych w Arenie. Jednak często zasypiał na moich wykładach, przez co często wyprowadzał mnie z równowagi (o czym nie mógł wiedzieć, ponieważ spał). Litując już się nad nim, gdy budził się, robiłem mu szybkie odpytywanie na wyrywki, gdy wdrażałem mu już czystą esencję informacji do głowy, w sposób na jak najbardziej przyswajalny potrafiłem się zdobyć. Udawało mu się zapamiętać znaczną większość, z pominięciem szczegółów, na które nie mieliśmy zbytnio czasu a które mogły mu się przydać w przyszłym etapie życia na Arenie.
Zaskoczył mnie. Sam, bez wskazówek czy jakiejkolwiek mojej pomocy ocenił, które ze zwierząt jest najsłabsze, po czym wskazał mi je. Wskazał mi również najpewniejszą kryjówkę do ukrycia się przed wzrokiem jeleni, jednocześnie wybierając najlepszą z pozycji do oddania strzału do słabego osobnika w stadzie. Zajęliśmy wskazane przez niego miejsce, sięgnąłem po kuszę i przycelowałem. -,,Niech się uczy. Musi. Inaczej nie przeżyje", powiedział mi wewnętrzny głos. Zastanowiłem się. Hmm, Pierwszy wypad Staszka i już miałby odbierać życie zwierzęciu? Może to i mało wychowawcze... ale skuteczne.
-Masz. Powiedziałem półszeptem do niego, a on zdezorientowany patrzył na kuszę jak niewidomy na obraz. -Ja? -wydukał po chwili.
-Nie, Święty Stalker.
-Ale ja nie mogę. Nadal mówił cicho, co oznaczało, że czegoś się jednak na moich wykładach nauczył. Wcisnąłem do jego rąk kuszę, a on mimo że nadal protestował, z momentem przyjęcia kuszy chwycił ją sprawnie i solidnie.
-I tak jak cię uczyłem. Naciągnął cięciwę , osadził bełt i złożył się do strzału.Przycelował, położył palec na spust i już oczyma wyobraźni widziałem pocisk prujący powietrze , skórę , mięśnie a w końcu serce jelenia... jednak nie. Staszek czekał, jakby był wyrzeźbiony z marmuru (do tego podobnie blady) i ani myślał wykonać jakikolwiek ruch. Domyśliłem się, że go sparaliżowało, lekko ,właściwie z troską, jaką może okazać tylko ojciec synowi, położyłem mu dłoń na ramieniu, chcąc mu dodać odwagi i jakby myślą przekazać: ,,jestem tu". I wystrzelił. Bełt pognał przebijając po kolei powietrze, skórę, mięśnie i serce. Kusza była zbyt mocna jak na polowanie i bełt przeszedł przez jelenia niczym błyskawica przecinająca niebo. Jeleń nadal stał jak reszta stada, z tym jednym wyjątkiem, że po chwili upadł bezwładnie na ziemię, gdy reszta stada nadal skubała rzadką trawę.
Spojrzeliśmy po sobie ze Staszkiem. Zauważyłem, że odzyskał już kolory na twarzy, a nawet lekki uśmiech. Po czym zwymiotował. Chwilę jeszcze trząsł się w torsjach, co trwało jakąś minutę, po czym wstał, otrząsnął się i spojrzał na mnie pokazując na truchło. Podeszłem do jelenia i zaciągnąłem go pod najbliższe drzewo, przywiązałem do pnia za nogi tak by głowa wisiała w powietrzu po czym poderżnąłem mu gardło, by krew Jeszcze chwilę siedziałem na trawie i patrzyłem na niego jak na fenomen ludzkiego zachowania się w stresujących sytuacjach. W jednym momencie łowca gotowy zabijać, by żyć, co nakazuje też nam nasz zwierzęcy instynkt. W drugiej chwili człowiek sparaliżowany strachem i zdjęty widmem możliwości odebrania życia bezbronnemu zwierzęciu. W trzeciej ktoś, kto wykonuje to, co powinien, a powinien przeżyć, by żyć. Na końcu wszystko, co w nim siedziało , wszystko co czuł, w jednej chwili zostało uwolnione z jego żołądka, przez usta na trawę. Finalnie stał się tym samym Staszkiem, którego znałem. Wstałem i ruszyliśmy w stronę zwłok.
-Co czułeś?
-Kiedy? ...-jakby nie pamiętając, co zrobił przed chwilą
-Gdy strzeliłeś.
-Nie wiem.
-A kto ma wiedzieć, jak nie ty? Spytałem trochę już podirytowany.
-Nie wiem.
-Młody, tu jest Arena. Fakt, że nie wiedziałeś, na co się piszesz wchodząc tu, nie daje ci żadnej taryfy ulgowej. Musisz wiedzieć, kiedy zabijesz, a kiedy oszczędzisz. Tu myślą podobnie, z tą różnicą, że oni wiedzą o tym i mają tego świadomość. Nie będą zastanawiać się, czy oszczędzą, czy zabiją, zazwyczaj zabijają a ty jak się będziesz zastanawiał, to długo nie pożyjesz. Zrozumiał?
-Zrozumiał- odparł. -Choć nie bardzo chciało mi się wierzyć, wiedziałem że w pewnym momencie pobytu tutaj sam do tego dojdzie i to szybko. ,,Będzie musiał".
W międzyczasie rozprułem powłoki brzuszne jelenia i usunąłem wnętrzności, po czym zarzuciłem go sobie na plecy i ruszyliśmy w stronę obozu. Wnętrzności zostawiłem tak jak leżały, byliśmy kilka kilometrów od obozu, więc niespecjalnie groziło nam niebezpieczeństwo ze strony drapieżników. Z drugiej jednak strony, nawet gdyby zaatakowały, byliśmy na to przygotowani. Po pewnym czasie pobytu tutaj zaczynasz spodziewać się wszystkiego i podświadomie na wszytko się zabezpieczasz.
Wracając do obozu zerwał się silniejszy wiatr niosąc za sobą zapach dymu pochodzącego z obozu przygnał również ze sobą większe chmury deszczowe i rozpadało się na dobre. Naciągnąłem niechętnie swój kaptur z wilczej skóry, a Staszek swój wykonany z jeleniej.
-I jak młody, podobała się lekcja? -Spytałem ponuro.
-Musiałeś mi kazać zabijać? Rozumiem, że trzeba, że to jeden z warunków przetrwania. Albo oni nas albo my ich, ale na litość Boga...
-Boga nie ma. Nie na Arenie, poza nią też już nie istnieje, ale tu jest to pewne.
-...czemu w tym momencie musiałem to być ja?! Kontynuował bez rezerwy emocjonalnej, przez co najwyraźniej wyładowywał się na mnie. ,,Przejdzie mu".
-Drastyczne metody wychowawcze są najskuteczniejsze. A nikt nie ustalił na Arenie przepisów regulujących wychowania do życia w niej.
-Dobra, ok. Rozumiem, ale mógłbyś chociaż ostrzec mnie minutę przed co zamierzasz zrobić, to byłbym chociaż trochę bardziej przygotowany.
Spojrzałem na niego, co przy obecnych warunkach pogodowych było dość trudne, gdyż włosy cały czas właziły mi do oczu. Przystanąłem , poprawiłem je i ruszyłem dalej.
-Nie mógłbyś, i nie byłbyś bardziej przygotowany, tylko bardziej zestresowany. -Powiedziałem po chwili.
Tu już nie skomentował, tylko szedł dalej, jakby przybity, tylko wzrok trzymał utkwiony w dal...
Las minęliśmy bez większych niespodzianek, oprócz dwójki łosi, którą zauważyliśmy po drodze. Nie ma co, sporo tej zwierzyny wprowadzają do Areny. Pomiędzy jeziorami, którymi szliśmy przed połową godziny, obecnie nie dało się przejść, gdyż deszcz zmienił to miejsce w bagno i musieliśmy nadłożyć pół mili drogi, by je obejść. Wychodząc z niewielkiej kotliny utworzonej przez jezioro, wskazałem Staszkowi, by szedł na przedzie i wypatrywał niebezpieczeństw. Przewrócił oczami, ale wykonał polecenie. ,,Szybko się uczy, jeszcze będą z niego ludzie". Tia, a ze mnie święty. Ale zobaczymy, może co z tego będzie.
Przez następne kilometry nie działo się nic niezwykłego. Oprócz grupy Zewnętrznych jakieś ćwierć mili od nas. Uganiali się za naszymi braćmi z Areny. Ale było pewne, że bandyci zginą,, życie tu jest zbyt ciężkie by dać się zabić grupce popaprańców bez przeszkolenia i mentalnego przygotowania na to, co tu zastaną.
Pomijając jednak ten aspekt wędrówki powrotnej, docieraliśmy już powoli do obozu. Ówcześnie gdy wychodziliśmy, przykazałem rozpalić ogień, by od razu zakonserwować mięso, mieliśmy również sól, którą kupiliśmy od jednego z wędrownych handlarzy. Wchodząc do obozu powitała nas Melisa, z początku na jej twarzy dało się widzieć uśmiech lecz potem gdy wzrok jej spoczął na jeleniu mina zrzedła jej momentalnie. Co się jej dziwić, była weganką i bardzo starałą się nas wszystkich nawrócić na swój styl życia. Tolerowałem to jedynie dlatego, że była kobietą, do tego równie młodą co Staszek, starszą jedynie o trzy lata, co dawało jej dwadzieścia lat. Ja poszedłem sprawiać jelenia na uboczu, Staszek poszedł wyczyścić kuszę, by zająć czymś ręce i przygotować palenisko na wędzenie.
-Musieliście zabijać to niewinne zwierzę?
-Winne. Niewinne. Żyć i my musimy. Albo my ich, albo oni nas.
-To niewinne zwierzęta, nic wam nie zrobiły a je zabijacie! I po co?!
-Moja droga, a dlaczego wilk zabija czy to jelenia, czy to łosia, czy co mu się tam trafi? Bo jest drapieżnikiem i musi polować, by przeżyć. Podobnie i my ludzie czasami musimy pożywić się czymś więcej niż roślinami. Zresztą, w naturze masz bardzo prosty podział, roślinami żywią się roślinożercy , nimi zaś żywią się drapieżnicy a drapieżników rozkładają drobnoustroje. My, ludzie, chcąc przeżyć, staliśmy się drapieżnikami. Było nam to po prostu niezbędne do przeżycia.
-No to co? Umrzemy przez zwierzęta, ale przynajmniej nie będziemy musieli zadawać im bólu.
-A co robią zwierzęcy drapieżnicy, zastanawiają się, czy zadają właśnie zwierzęciu ból? Czy zabijają zwierzęta, bo daje im to radość? Nie. Robią to, ponieważ muszą się czymś żywić. Człowiek jest o tyle doskonalniejszy od zwierzęcia, ponieważ posiada rozum i może ograniczyć zabijanie zwierząt, bo poradziłby sobie bez diety złożonej tylko z mięsa. Je i to i to, i ma tego świadomość, zwierzęta nie. Więc proszę cię, zrozum to wreszcie i nie patrz tak na mnie jak na mordercę.
-Ehh, i weź tu z tobą rozmawiaj.
-Zapytaj się Staszka, coś o tym już wie.
-Co mnie, wiem tylko tyle co Oliwia...
-Ile razy mam ci powtarzać, że nie istnieją tu imiona.
-Dobra. Ale chciałem powiedzieć jedynie, że tak jak zauważyła Melisa, ciężko się z tobą rozmawia.
-Gratuluję spostrzegawczości wam obu. Kuszę już wyczyściłeś? Nie, to jak skończysz to zacznij zbierać narzędzia i je czyścić, weź również na bagaż co lżejsze z nich, ja resztę wezmę. Mela, wybacz że to mówię ale jako najsłabsza osoba w naszej drużynie weź tylko zioła i to co ci potrzebna do robienia tych swoich specyfików. Polecenia wydane to do roboty.
Sprawiłem jelenia na porcje do suszenia i natarłem je solą. Zaniosłem je nad palenisko nad ogniskiem i podłożyłem do ognia. Wstałem i sprawdziłem czy młody wyczyścił już kuszę. Okazało się (zresztą jak zwykle) że regularne czyszczenie sprzętu przynosi same korzyści. Oprócz tego że sprzęt nigdy nie wadził, pozwalało to również uspokoić się i zapomnieć o stresie, jaki przeszło godzinę temu odczuwał Staszek. Teraz wyglądał jakby na odprężonego i uspokojonego. Choć dalej w jego oczach było widać widmo śmierci, którą niedawno musiał zadać.
-Jak tam?
-Wiesz że nie najlepiej, więc po co pytasz.
-Pytam bo chce się dowiedzieć jak sobie z tym radzisz. Odebranie życia zwierzęciu nie jest przyjemnym doświadczeniem.
-Toś mi powiedział nowinę. -Z lekką irytacją odparł młody myśliwy
-Młody, poważnie pytam. Nie masz wyrzutów sumienia? Nic nie czujesz?
-Ciężko mi... to określić. Taką pustkę w sobie odpoczywam. Zastanawiam się dlaczego to zrobiłem. Czy konieczna była ta ofiara?
-A co zamierzałeś jeść przez najbliższy czas, jagody, korzenie, pędy? Owszem mógłbyś, ale jak długo byś tak pociągnął? Miesiąc, rok w najlepszym wypadku byś przeżył ale w pewnym momencie twoje ciało byłoby za słabe. Rany goiły się długo a i energii miałbyś mniej przez brak kalorii w pożywieniu. -Tłumaczyłem mu nie wiedząc nawet na co liczę. Chciałem mu pokazać to z praktycznej strony. Zabijanie jest czymś zwyczajnym co trzeba czasem zrobić. Jak wyniesienie śmieci czy wizyta u dentysty.
-Do tego do upolowania zwierzyny i jej oprawienia -kontynuowałem: -nie potrzeba aż tyle energii co do uzbierania jednego posiłku z wspomnianych chwile temu roślinek. Faktem jest możliwość brudzenia sobie rąk krwią, ale i tak robisz to raz na jakiś czas więc i rzadziej wykonujesz tę czynność.
Parafrazując obecną sytuację zastanowiłem się dlaczego już przeszło rok bujam się z Melisą. ,,Wilku, jej zdolności są dużo warte w Arenie." Tylko czemu jej pomogłem gdy ją spotkałem? ,,Z natury chcesz pomagać ludziom a poza tym przypomina ci o..." Milcz! I przestań o niej wspominać. Wrócimy kiedyś do tego o ile żyje i o ile uda nam się ją odnaleźć. ,,Wierzysz w to jeszcze w ogóle?" Szczerze, nie. Daj mi już spokój.
-Chociaż są i dobre strony roślin. Lecznicze. Tym zajmiemy się jutro, po drodze będzie mnóstwo okazji do nauki. Tak się składa że naszej znachorce zaczyna brakować paru roślinek więc upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania