Astronom- marzyciel

Każdej nocy w czarny bezmiar nieba spoglądasz

mówisz że niebo nie jest aż takie puste

dobrze wiesz że wypełniają je rzadkie barwy i zawsze pulsuje podczerwienią pełną nadziei

Dostrzegasz twarze nieznanych komet ułożone z pyłów i bloków skalnych wiecznie dryfujących

Po chwili wszystko znika w tej przestrzeni zbyt ogromnej

chyba niemającej kresu...?

Wszechświat twoje istnienie przyjmuje ze spokojem zupełnie obojętnie---

Nie może być inaczej przecież znaczna część tego, na co patrzysz od dawna nie istnieje…

Tylko ty i tobie podobni wciąż polują na światło – prawdę a zarazem wielkie złudzenie istnienia...

Od dawna czekasz na kilka chaotycznych słów które ta przestrzeń skądś przyniesie

Niechętnie opowiadasz o sobie nigdy nie przyznawałeś się do marzeń

----

PS.

Podczas długich godzin nocnego czuwania niepokoiła cię pewna myśl uporczywie powracająca...

Wciąż miałeś wrażenie, że twój zawód jest tylko jakimś pretekstem...

Nie potrafiłeś znaleźć właściwych słów; zapewne inni ludzie podpowiedzieliby tobie słowa zbyt proste, które stałyby się "owymi emblematami, proporczykami zamiast żywych myśli", ale ty nie lubiłeś gotowych odpowiedzi--- chyba chciałeś uchylić jakieś drzwi, a może raczej czarną kurtynę, za którą niczego już nie będzie//// to miał być punkt, który twój nauczyciel, stary profesor, nazwał kiedyś wysokim murem, na który nie warto się wspinać i czegokolwiek szukać...

Ale ty raczej trwałeś w biernym oczekiwaniu, chociaż byłeś uważny i spostrzegawczy, a nawet błyskotliwy, nie chciałeś jednak rozerwać tzw. " ostatniej kurtyny"; uważałeś tę metaforę za kompletnie zużytą i banalną; miałeś rację, ale to i tak niczego nie zmieni...

-------------------------------------------------------------------------------------

Refleksja po upływie dwóch lat:

Tą refleksją będzie cytat powieści" Wilk stepowy" Hermanna Hessego:

"Za czasów Goethego i wcześniej byli ludzie o wielkich umysłach, a dzisiaj mamy przede wszystkich zawody..."

A może należy uciec, przekreślić chociaż na pewien czas całą wiedzę i doświadczenie profesjonalne, stać się wszechstronnym dyletantem, żeby poznawać, a tak naprawdę wędrować po niepoznanych bezdrożach, które inni badacze nazwą mrzonkami lub czystą szarlatanerią... ?

Zawód (jakikolwiek) to zamknięcie naszego poznania w stalowym pancerzu reguł, norm, procedur itd. Może poszukujący ignorant - ten barbarzyńca zwiedzający ogród nauk, kiedyś pozwoli zbliżyć się do światów dla nas niewyobrażalnych...?

Z drugiej strony od każdego mojego "jestem tym i tym, ale nie jestem tamtym i jeszcze innym" należy co pewien czas się oddalać i nie mówić "JESTEM", ale poszukuję lub poznaję taką i taką drogę, ale umiem z niej zbaczać, potrafię popełniać wielkie błędy i głupstwa... , gdyż bez nich byłbym zupełnie jałowym starcem już w czasach młodości...?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Moews godzinę temu

    To trochę absurdalne, ale każde pytanie w stylu: "im jesteś?" lub " co robisz?" ogranicza się lub w sposób zdumiewający sprowadza moje istotne "Jestem" do wykonywanego zawodu lub pewnego zestawu czynności wykonywanych w tzw. rzeczywistym świecie... Ale "JESTEM" musi wykraczam poza wszelkie "CO?"," JAK?", "KIEDY?" i "GDZIE?"

  • Moews godzinę temu

    Z drugiej strony odpowiadanie na pytanie: " kim jestem?" sprowadzi "mnie" do poziomu "mojego" działania tu i teraz (wykonywania pewnych działań w czasie i przestrzeni); Ale "JESTEM", do którego ja się odnoszę, to coś zawsze jeszcze dalej "poza"
    Obawiam się jednak, że za bardzo lubię takie "odległe i rozległe bezdroża mistyki"....

  • pergaminowa godzinę temu

    Zawód wyuczony, zawód wykonywany, zawód-misja itd
    Nadal czuję, ze mój wakat życiowy, duchowy nieobsadzony czeka na mnie, jak ta pusta strona w książce.
    Już tutaj Ktoś mi kiedyś polecał "Wilka stepowego", pamiętam.
    Ciekawe przemyślenia i wartościowy tekst.

  • Moews godzinę temu

    Dlatego też nie powinno się zadawać nieznajomym (znajomym również) pytań zaczynających się od: kto, kim, ile, co robisz, gdzie jesteś?, dlaczego, czym się zajmujesz..? A nawet skróconych form w stylu: kto, gdzie, kiedy, dlaczego? Idąc dalej, od dłuższego czasu (ale od kiedy? absurdalne "samo-pytanie") powracam do myśli potwornie uporczywej, że należy przestać mówić, określać, komunikować się za pomocą jakiegokolwiek uporządkowanego systemu znaków/// Niech znaki będą naszymi spojrzeniami lub myślami, które przekroczą barierę słów i w ten sposób ustanowią niezniszczalną więź jednostek, które pozbędą się wszelkich granic swojego JA, ale jednocześnie poprzez wspólnotę odnajdą spełnienie.../// W młodości uważałem, że pewnym wyjściem byłaby sytuacja, w której rozmówcy stopniowo przekształcaliby język, którym się posługują tak bardzo, żeby dla każdej "rozmowy" powstawał odrębny system znaków zawsze inaczej uporządkowanych lub nawet uwolnionych od "skorupy porządku"

  • Moews

    Z drugiej strony wiem, że takie marzenia i poszukiwania mogą wyprowadzić nas na nieoczekiwane bezdroża i "stepy myślowe"... A tak przy okazji, pamiętam, że pewien radziecki językoznawca (nazywał się ten facet Nikołaj Marr) wpadł kiedyś na pomysł, by stworzyć zupełnie nowy język, jakim będzie się posługiwał proletariat już po zwycięstwie rewolucji... No i stało się, Nikołaj Marr wpadł na pomysł czegoś, co dzięki Orwellowi (powieść "Rok 1984") znamy jako nowomowę, nowomowę, czyli język propagandy... Ale nowomowa to nie tylko wytwór systemu komunistycznego lub nazistowskiego (o języku Trzeciej Rzeszy pisał Viktor Klemperer w książce " Język propagandy Trzeciej Rzeszy"), ale również przedziwne "narzecze", jakim przemawiają do nas reklamy (wszędzie: w sieci, radiu, TV, czy na billboardach); na domiar złego to narzecze (jako narzędzie pewnej perfidnej, tak, raczej perfidnej, manipulacji) w znacznym stopniu nas kształtuje; to wtedy dochodzimy do przedziwnego wniosku, że nie tyle my jesteśmy rozmówcami, lecz raczej szablony prowadzonych przez nas rozmów są NAMI. Jesteśmy rozmowami o promocjach (jakieś 50 000 rozmów), zamówieniami produktów i posiłków, rzeczowymi rozmowami o noszonej odzieży, biżuterii, samochodami, które wypada kupować i tych, których należy się wstydzić, ponieważ są obciachem ("obciachizm" jako wyraz naszej dojrzałości... ale dojrzałości sprowadzonej do algorytmów konsumenta -użytkownika), dalej mamy jeszcze broszurowe opowieści o miejscach, dokąd koniecznie trzeba pojechać); kiedy wysypie się cały ten "barwny wachlarz" broszur, gier na smartfony, sensacji w różnych codziennych brukowcach (to już dla starszego pokolenia), naszych wciąż powtarzających się "profesjonalnościach" (nie profesjonalizmach) + układach rodzinnych i towarzyskich.. może się okazać, że MY SAMI jesteśmy takimi połatanymi patchworkami tych wszystkich elementów, które współgrają jak wielki product placement zakamuflowany w "zapętlonym odcinku nr 155 344 telenoweli, której nie ma w żadnej telewizji, ale to my ją odgrywamy, ponieważ tak już jesteśmy zaprogramowani na nieskończone i spontaniczne wysypywanie z siebie wszelakich soap operas... Problem polega jednak na tym, że ten "dramat " dotyczy nas wszystkich, a wyjątki są tylko pozorne...

  • Moews

    W tym sensie "mój astronom-marzyciel" poszukuje jakiegoś poznania znajdującego poza wszelką określonością, przewidywalnością, poza tym "Wszystkim", co już sobie w ciągu dziejów poukładaliśmy jako pewien system... Z drugiej strony astronom-marzyciel unika określania siebie (nigdy nie mówił i nie mówi, że jest astronomem, raczej nie określał siebie jako marzyciela); Profesor z dużym zainteresowaniem słuchał opowieści o swoim najlepszym studencie, który po "błyskotliwej" obronie pracy doktorskiej wyjechał na daleką wyspę na Pacyfiku, żeby zakopać dyplom w wilgotnej glebie lasu tropikalnego... " On nie mógł postąpić inaczej". Potem stwierdził, że wspinanie się na pewien mur=ostatnią przeszkodę może doprowadzić wspinającego się do zguby, ale poszukiwacz byłby głupcem, gdyby tego nie zrobił... W każdym wyobrażalnym wariancie poszukiwacza czeka straszliwa klęska... " Kim są głupcy, panie profesorze"- tak brzmiało ostatnie pytanie, na jakie udzielił odpowiedzi..." Głupcy to my wszyscy + nasz genialny przyjaciel" - powiedział profesor, a następnie zatrzymał się w jakimś zdumiewająco patetycznym geście -grymasie i nigdy więcej nie wykonał żadnego ruchu...

  • Moews

    korekta: "wszelkiego poznania się poza wszelką określonością"

  • Moews

    Korekta 2: znajdującego się poza wszelką określonością

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania