ATRAMENT I KREW
Oto zamknięta historia w klimacie kryminału retro z nutą melancholijnej tajemnicy.
PROLOG: ZAPACH STAREGO PAPIERU
Antykwariat „Silenzio” przy ulicy Wschodniej tonął w cieniu i zapachu rozkładającego się celulozy, skóry i tytoniu. Julian, trzydziestokilkuletni mężczyzna o wiecznie podkrążonych oczach, kończył właśnie katalogować księgozbiór po zmarłym profesorze historii. Na samym dnie skórzanej walizy znalazł coś, co nie figurowało w żadnym spisie: niewielki, oprawiony w ludzką skórę notes, spięty zardzewiałą klamrą.
ROZDZIAŁ 1: NIEZNAJOMA Z PIOTRKOWSKIEJ
Dzwonek nad drzwiami brzęknął cicho, przerywając nocną ciszę. Do środka weszła kobieta w przemoczonym płaszczu, mimo że majowy wieczór był ciepły i suchy. Miała na sobie zapach drogich perfum – jaśminu zmieszanego z czymś metalicznym, co Julian aż za dobrze znał z czasów, gdy pracował jeszcze w policji.
– Szukam notesu profesora – powiedziała bez wstępów. Jej głos był niski, lekko zachrypnięty. – Zapłacę każdą cenę.
Julian spojrzał na jej dłonie. Lewa ręka była schowana w kieszeni, ale prawa, oparta o drewniany kontuar, lekko drżała. Na mankiecie jej jedwabnej bluzki dostrzegł małą, świeżą plamę ciemnej czerwieni.
ROZDZIAŁ 2: SZYFR W CZERWIENI
– Ten notes nie jest na sprzedaż – skłamał Julian, czując, jak w jego żyłach budzi się dawna, policyjna intuicja. – Profesor zostawił go jako depozyt.
Kobieta zbliżyła się do niego, a w jej oczach błysnęło coś na kształt desperacji. Złapała go za klapy marynarki. Ich twarze dzieliły centymetry. Julian poczuł przyspieszony oddech nieznajomej i nagłe, irracjonalne przyciąganie, które sprawiło, że zamiast się cofnąć, spojrzał jej prosto w usta.
– Jeśli go nie oddasz, oboje nie dożyjemy świtu – szepnęła, a w jej głosie nie było groźby, lecz czysty, paraliżujący strach. – Mój mąż... on myśli, że to ja go zabiłam. Ale profesor wiedział, kto naprawdę stał za fałszerstwami obrazów w Muzeum Sztuki.
ROZDZIAŁ 3: ŚMIERTELNA STRONA
Julian otworzył notes na losowej stronie. Zamiast liter, kartki pokrywały rzędy cyfr pisanych gęstym, fioletowym atramentem. Jednak na marginesie jednej z ostatnich stron widniało jedno, wyraźne słowo: „Julian”.
Serce detektywa-antykwariusza zabiło mocniej. Profesor nie był obcym człowiekiem. Był przyjacielem jego ojca, który zginął w niewyjaśnionych okolicznościach piętnaście lat temu. Notes nie był spisem fałszerstw. Był dziennikiem śledztwa, które Julian miał dokończyć.
W tym samym momencie szyba w bocznej witrynie antykwariatu eksplodowała. Do środka wpadł ciężki, owinięty w papier kamień, a zaraz za nim na chodniku rozległy się ciężkie kroki.
ROZDZIAŁ 4: UCIECZKA W CIEŃ
Julian złapał kobietę za rękę. Jej dłoń była lodowata, ale uścisnęła jego palce z niesamowitą siłą.
– Za mną! – krzyknął, ciągnąc ją w stronę tylnego wyjścia, prowadzącego na podwórko-studnię, typowe dla łódzkich kamienic.
Biegli przez ciemne korytarze, słysząc za sobą krzyki napastników. W pewnym momencie, ukryci w cieniu starej bramy, stanęli tak blisko siebie, że słyszeli nawzajem bicie swoich serc. Strach wymieszał się z adrenaliną. Kobieta spojrzała na niego, a Julian, nie myśląc o konsekwencjach, przyciągnął ją do siebie. Ich pocałunek był gwałtowny, pełen smaku deszczu, tytoniu i nadchodzącego niebezpieczeństwa.
– Mam na imię Klara – szepnęła, gdy się rozdzielili.
– Julian. A teraz musimy biec, Klara. Znam miejsce, gdzie ten atrament wreszcie wyschnie.
EPILOG: POCZĄTEK KOŃCA
Gdy nad Łodzią wstawał blady, majowy świt, Julian i Klara siedzieli w małym pokoju na poddaszu na Księżym Młynie. Na stole leżał otwarty notes, a obok niego – stary rewolwer Juliana.
Ostatnia strona notesu została rozszyfrowana. Prawda o śmierci ojca Juliana i tajemnica Klary były ze sobą połączone jednym nazwiskiem, które teraz widniało na samej górze nowej listy celów. Gra się rozpoczęła, a antykwariusz wiedział, że tym razem nie odłoży tej książki na półkę, dopóki nie napisze ostatniego rozdziału.
KONIEC.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania