Autoportret
W akompaniamencie burzy
W mgliste lustra odbicia
Staję ogromny, za duży
Patrzę na ślady walki i wycia
I zamęt na czuprynie
Węglowej historii ojca
Który też przeminie
Tam gdzie Bóg strąca
Zwierciadło duszy blednie
Niknie wzrok powiekami skryty
Niejasny jak przepowiednie
Spogląda na nieistniejące byty
I oddycha ciężko, i mówi, i krzyczy
Ustami zmęczonymi gehenną
Na spokojnie leżących na pryczy
Na słów potok i hołotę niewierną
Utrzymanie na głowie ma szyja
Obmarzła dawno od sznura
To na niej ciężar przemija
I na niej ta myśl ponura
Na barkach dźwigam los życia
I krzyż i męki własnego świata
Na długach bez pokrycia
W Fortuny ognisku zażalenie lata
Ramiona pracą niezhańbione
Trzymają co trzymać należy
Nici losu mogłyby unieść i tonę
Choć jedno drugiemu nie wierzy
Zamknięte trzymają serce w garści
Które twardo stąpa po cienkim lodzie
Rozbite przez tych którzy niewarci
Jednej łzy w swym korowodzie
Potężna tusza małego człowieka
Obłym kształtem w oczy kole
Nie wiedząc co ją czeka
Oparta na równie potężnym cokole
Nad fundamenty jeszcze się dłonie wzniosą
Które ludzką nad zwierzem mocą
Uchwycą, zmiażdżą, połamią skórę bosą
I ludzką rosą obficie się spocą
Tak stanąłem na nogach choć byłem upadły
Napięty na tej niezłomnej podporze
Mimo przeszkód co mi się w życie przekradły
Niezłomnie życie na nowo me tworzę
Komentarze (4)
nie moja bajka… sorry
Spoko
Zawsze usłyszysz Jego głos przepotężny
Jeżeli umysł swój, na Jego szept wytężysz.
Bo tylko ten, może GO usłyszeć w ciszy
Kto serce swe, na zgiełk innych wyciszy.
Bóg jest w sercu mym
Autor: realista
Dziękuję za komentarz, pozdrawiam :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania