Awans

Zgodnie z grafikiem przyszedłem do pracy w pierwszy dzień po świętach Bożego Narodzenia i nie minęły nawet dwie godziny, kiedy zostałem wezwany do biura szefa. Przekraczając próg gabinetu zastanawiałem się, z jakimi zarzutami zaraz się spotkam i czy poniosę konsekwencje, ponieważ do tej pory zawsze tak było.

Święta na naszej stacji paliw przepracowałem dość intensywnie, a wynikało to z prostej przyczyny, że większa część współpracowników w okresie świąt wykombinowała sobie wolne. Jedni na ten czas pobrali urlopy, drudzy zaraz za nimi poszli na zwolnienie lekarskie. Natomiast ja z kolegą, któremu podobnie, jak mi stale brakowało grosza, na zmianę byliśmy w pracy. Tylko dwa razy do roku łatwo było dostać nadgodziny i dodatek za pracę w niedzielę i święta. Pozostałe dni w roku ustawowo wolne, nocki i związane z nimi dodatki były przejmowane przez tych z lepszymi znajomościami. Jedynym wyjątkiem były nocne zmiany, które graniczyły z dniami wolnymi, pozbawione ekstra grosza.

Przed wezwaniem do szefa, wydawało mi się, że praca przez święta przebiegła spokojnie bez większych niespodzianek. Niestety nigdy nie ma stu procentowej pewności, czy ktoś nie wniósł jakieś skargi, lub zwyczajnie dla jaj nie wysmarował w sieci anonimowego paszkwilu. Wtedy konsekwencje były murowane, nawet, gdy były to zwykłe bzdury.

- Dzień dobry, wzywał mnie pan – powiedziałem wchodząc.

- Siadaj – odpowiedział nie wskazując miejsca i zaczął grzebać w stercie makulatury po lewej stronie biurka ustawionej pionowo.

Przeniosłem krzesło stojące pod ścianą i postawiłem naprzeciw biurka szefa. Niepewnie zająłem miejsce, jakby mnie parzyło. W tym czasie wyciągnął jedną teczkę i kiedy uporał się z zachowaniem stosu w nienaruszonym stanie, położył ją przed sobą na biurku. Nawet do góry nogami odczytałem moje imię i nazwisko. Zrobiło mi się ciepło, gdy uświadomiłem sobie, że są to moje akta osobowe. Sprawa zaczynała robić się poważna, a ja dalej nie znałem zarzutów. Przygotowałem się na najgorsze i przez to słowa szefa były dla mnie jeszcze większym zaskoczeniem.

- Dostaniesz awans.

- Ja?

Dalej siedziałem spięty bez ruchu na krześle. Bałem się, że nie dosłyszałem, lub przekręciłem.

- Nie cieszysz się? – zapytał szef.

- Za co, ja nic złego nie zrobiłem – odpowiedziałem odruchowo, ponieważ w mojej karierze zawodowej na przestrzeni lat nie spotkałem się z czymś takim. Owszem słyszałem wypowiadane takie słowa w zagranicznych ekranizacjach, ponieważ producenci chcieli, żeby taki film zaliczyć do kategorii familijnych. Następnie wyświetlano je w kinach i telewizji podczas każdych świąt. Wtedy po oglądnięciu cukrowanej historii łatwiej jest żyć i marzyć, że i ciebie szczęście w dupę kopnie. Jednak rzeczywistość krajowa znacznie odbiega od scenariuszy z Hollywood i zwykli zjadacze chleba po zobaczeniu napisu koniec, zapominają o mrzonkach.

- Dzisiaj się pakuj, dostajesz wolne, a od jutra przechodzisz do sklepu.

Jeszcze niedawno wszyscy na stacji paliw chcieli dostać się do sklepu. Tam praca łatwiejsza, w cieple i bezpieczniejsza dzięki zatrudnionym ochroniarzom. Niestety nas teoretycznie ochraniał monitoring, służący zazwyczaj do pilnowania czy w pracy się nie śpi, lecz podczas kradzieży paliwa na nic się nie przydawał. Jednak zawsze stanowił dla szefostwa dowód na niewłaściwe zachowanie pracownika, który nie ochronił dystrybutora przed złodziejem. Stale po bezpłatnym tankowaniu prowadzono dochodzenie i w najlepszym przypadku obciążano finansowo pracownika, lub zwalniano za niedopełnienie obowiązków.

Jednak po informacji, że od nowego roku będą w niedziele sklepy zamknięte i wyższe wynagrodzenie otrzymają pracownicy stacji paliw za pracę w systemie ciągłym. Natychmiast po ogłoszeniu decyzji zarządu priorytety zatrudnionych uległy przebiegunowaniu i swoi zaczęli szukać dla siebie lepiej płatnego miejsca. Kiedy uświadomiłem sobie motywy awansu, który otrzymałem, łatwiej mi było dojść do siebie.

Zgodnie z poleceniem opróżniłem szafkę, robiąc w ten sposób miejsce dla zdegradowanego ze sklepu. Tamten dostał przynajmniej podwyżkę przy zmianie stanowiska, a ja musiałem zadowolić się gołym awansem. Przed pójściem do domu uzgodniłem z nowym przełożonym zakres obowiązków i godzinę rozpoczęcia zmiany w sklepie.

Powoli dowlokłem się do domu, rozmyślając po drodze o własnej karierze zawodowej i sposobie załatwienia przeniesienia. Wystarczył prosty trik, który nazwał zmianę miejsca pracy awansem i skarżyć się nie było, na co, skoro doceniono i nagrodzono. Moje odczucia jak i mi podobnych nie liczyły się, ważniejsze było dobro innych.

W domu pojawiłem się zbyt szybko i zaskoczyłem syna podglądającego młode sąsiadki przymierzające staniki, który jak one miał wolne od szkoły. Prawdopodobnie nie był to pierwszy raz, kiedy to robił i one z pewnością wiedziały o tym, lecz obie strony traktowały to, jako zabawę, albo rodzaj gry.

Stojąc w przedpokoju i obserwując reakcję syna, zdałem sobie sprawę jak mało o nim wiem. Właściwie niewiele nas łączy, a dzieli wiele i pomyśleć, że główną przyczyną jest brak wspólnie spędzanego czasu. Kiedy wracam zmęczony z pracy on śpi, lub odrabia lekcję, czy uczy się. Podczas dni nauki szkolnej, sprzątam mieszkanie, gotuję, piorę, prasuję. Jak on ma wolne ja pracuję, w ten sposób nasz kontakt ogranicza się do kilku przypadkowych chwil, resztę czasu zabierają gry, telewizor, Internet.

Dlatego jak inni wyrywkowi rodzice zastanawiam się czy jedna niedziela naprawi relacje i wzmocni więzi rodzinne, skoro przez lata oduczyliśmy się wspólnego spędzania czasu. Właściwie, komu mają służyć wprowadzone zmiany i jak ja będę się czuł otrzymując po latach pierwszą wolną w niedzielę.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania