Bach i…

Coś uderza w twarz. Bach.

I w kolejną — trach!

Skóra blada kolor zmienia.

Wszystko przybrało pomidorowy kolor.

Kolejne osoby wychodzą naprzeciw.

A ono znów — bach i trach!

Leżą na wznak, oczy zamknięte.

Ciała będą boleć.

Nikt nie woła pomocy!

Wiatr chłodzi skórę.

Ptaki orbitują. Jeden wylądował, zbliżył się.

Jedna osoba z wysiłkiem usiadła.

Krzyczy: A sio, sio mewo!

Ręką robi daszek nad czołem.

Widzi morze — spienione fale.

Skwierczy słony pot.

A słońce uderza i znów —

bach i trach...

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Sokrates godzinę temu
    Na uderzenia słońca trzeba uważać. Ciekawy pomysł na ukazanie słońca jako zagrożenia.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania