Bajka mojej babci

Od zawsze chciałem podzielić się tym opowiadaniem mojej babci. Ta zawsze miłą dla mnie staruszka była kopalnią bajek. Miałem kilka swoich faworytów, których mogłem słuchać setki razy.

Razem z bratem siedzieliśmy przy stole u babci. Staruszka coś pichciła przy kuchni. Nasze milczenie mogło być tylko złym znakiem. Przerwała je babcia.

- Co znowu przeskrobaliście?

- My? Nic! Dziś nic. Tylko, że chcieliśmy...

- Co chcieliście?

- Usłyszeć bajkę – wykrzyczeliśmy wspólnie.

- Pewnie tą o koguciku?

Babcia czytała w naszych myślach! Zawsze wiedziała, którą bajkę chcieliśmy usłyszeć. Ta o przygodach kogucika była moją ulubioną, best of the best, najulubieńszą, po prostu fantastyczną.

- Oj chłopaki, chłopaki. Za duzi już jesteście na te bajki.

- Oj babciu... – zajęczeliśmy używając całego wdzięku smutnych, wręcz zrozpaczonych małych chłopców.

Staruszka westchnęła. Widać było, że pęka tama jej wymuszonej surowości. Przesunęła ręką po przyprószonych siwizną włosach stojąc nad garami.

- No dobrze, ale dokończę robić obiad.

Jakież przechodziliśmy katusze czekając te kilka minut. Babcia wstawiła ostatni garnek na ogień. Usiadła naprzeciwko nas odruchowo przygładzając fałdę spódnicy. Rozpoczęła. I tu jest feler. Mój umysł nie potrafił zachować w pamięci w jakiż to sposób moja babcia rozpoczynała opowiadać bajki. Nie mam pojęcia czy zaczęło się od słów dawno, dawno temu czy też od za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami. Każdy opowiadający ma swój sposób otwarcia opowieści, ja nie pamiętam.

- Była sobie młoda dziewczyna. Pewnego razu wracała z targu, gdzie wysłali ją rodzice po zakupy. Po drodze spotkała starszą kobietę siedzącą przy drodze. Zapytała ją:

- Może pani pomóc?

- Och cóż za miła dziewczyna! Jesteś pierwszą osobą od ponad godziny, która zaproponowała mi pomoc, a mijało mnie już wiele osób. Skręciłam nogę.

- To musieli być jacyś niedobrzy ludzie!

- Nie mów tak o nich to byli także twoi sąsiedzi.

- Jak to? Nie pomogli?

- Bali się mnie...

- Jak można bać się takiej miłej starszej pani?

- Och dziecko, dziecko –powiedziała z uśmiechem. – Uznano mnie na wsi czarownicą. Zajmuje się zielarstwem, a nie jakimiś gusłami. Jednak dla nich jestem czarownicą.

Pomogła staruszce wstać i odprowadziła ją do domu.

- Dziękuję ci miłe dziecko.

-Nie ma za co –odparła z uśmiechem dziewczyna.

-Masz u mnie wielki dług wdzięczności.

Dziewczyna wróciła do domu, gdzie została skrzyczana przez matkę, że tak długo wracała. Na wszelki wypadek nic nie mówiła o starszej pani. Minęło wiele dni kiedy dziewczyna postanowiła odwiedzić staruszkę. Zebrała w ogrodzie trochę jabłek i poszła. Staruszka bardzo się ucieszyła na jej widok i podziękowała za jabłka.

-Może chciałabyś być moją uczennicą? Jak widzisz nie mam córki, której mogłabym przekazać tajniki mego zawodu. W całym kraju jest nas coraz mniej. Z powodu niechęci i złośliwości jakie nam czynią inni ludzie wiele z nas zielarek zaprzestało robić to co robiły ich matki i babki od wieków. Coraz częściej nazywają nas czarownicami i bezpodstawnie oskarżają nas o uroki, zły wzrok by choć część swych niepowodzeń móc wyjaśnić nadprzyrodzonymi mocami. Często spotykamy się z okrucieństwem ze strony swych sąsiadów choć i ich rodziny korzystały z naszych usług przez te wszystkie wieki. Mówię ci to dziewczyno byś wiedziała z czym się możesz spotkać jeśli zostaniesz moją uczennicą.

Dziewczyna chwilkę pomyślała i stwierdziła, że czemu nie. Zaczęła szkolić się w zielarstwie u staruszki. Wszystko toczyło się w dobrym kierunku, aż do momentu, gdy dziewczyna spotkała pewnego chłopaka. Zakochała się w nim od pierwszego spojrzenia, od pierwszego uderzenia serca w jego towarzystwie, od pierwszego wdechu. Jednak jej rodzice byli przeciwni temu związkowi i zabronili się jej spotykać z młodzieńcem. Lecz nic miłości poza śmiercią nie powstrzyma. Zaczęli się spotykać w chacie staruszki pod jej nieobecność. Dziewczyna nie powiedziała o tym staruszce bojąc się odmowy z jej strony na te potajemne spotkania.

Wszystko toczyło się swoim z góry obranym torem. Dziewczyna pomagała w domu, a każdą wolną chwilę poświęcała na naukę zielarstwa lub spotkaniom z młodzieńcem.

Pewnego razu, gdy dziewczyna była u staruszki przyszło kilku mężczyzn z strasznie krzyczącą kobietą. Dziewczyna ukryła się wcześniej przed nimi w drugim pokoju chatki by jej nie zauważono. Okazało się, że kobietę ugryzł ją wąż. Staruszka od razu jej pomogła. Wyssała krew i używając różnych ziół przywróciła kobiecie pełną sprawność. Kobieta podziękowała i od razu wybiegła z domu, jakby czegoś się obawiając. Mężczyźni zapłacili za pomoc i wyszli bez słowa podziękowania.

O spotkaniach dziewczyny z młodzieńcem staruszka wiedziała pomimo, że kryli się z tym bardzo dobrze. Coraz częściej wyruszała po różne zioła w dalekie części lasu by zakochani mogli się spotykać.

Pewnego dnia, gdy zakochani byli w chatce staruszki grupa osób z wioski przyszła pod dom strasznie krzycząc. Zauważyli palącą się lampę naftową w środku i zaczęli krzyczeć by czarownica wyszła na zewnątrz. Okazało się, że kobieta, której uratowała życie staruszka właśnie urodziła martwe dziecko, a winą obarczono za to oczywiście czarownicę.

Staruszka słysząc hałasy wybiegła z lasu tak szybko jak tylko pozwalała jej na to starość. Chcąc uchronić zakochanych przed haniebnym nakryciem na potajemnym spotkaniu wybiegła naprzeciw ludziom. Ktoś z nich krzyknął:

-Zobaczcie to czarownica!!! Wybiegła z lasu choć przed chwilą była w domu!!

Wszyscy poczęli czynić znak krzyża chcąc odgonić złe duchy. W rękach wielu osób były widły, a nawet siekiery... Staruszka czując co się za chwilę wydarzy odeszła jeszcze kawałek od chatki by dziewczyna z kochanym mogli spokojnie uciec.

Ktoś krzyknął:

-Zabić czarownicę!!!

Ten okrzyk wzbudził najniższe instynkty w przybyłych osobach. Jako pierwsza uderzyła widłami kobieta, której uratowała życie staruszka. Zakochani zdążyli już dawno wybiec z chatki i skryć się w kłujących krzakach malin. Dziewczyna chciała ruszyć na pomoc staruszce, lecz młodzieniec odciągnął ją od tego zamiaru i pokazał jej osobę z siekierą. To była matka dziewczyny...

Tego wieczora dziewczyna po powrocie do domu została skrzyczana przez matkę, gdzie to się szlaja po nocy cała podrapana. Miała zakaz wychodzenia z domu do odwołania.

W tym momencie babcia przerwała opowieść. Wiem, że tą bajkę opowiedziała nam po raz pierwszy. Rozochoceni tym barwnym początkiem zawołaliśmy brat i ja:

- I co było dalej?

- Dalej? – zapytała jakby roztargniona staruszka.- Dalej? Dalej żyli długo i szczęśliwie.

- Jak to długo i szczęśliwie.

- Po prostu pobrali się.

- Od tak po prostu? Przecież się rodzice nie zgadzali – tym dociekliwym pytaniem mój brat zaskoczył mnie pozytywnie.

- Nie no! Bez przesady. Po prostu uciekli stamtąd i się pobrali.

- E to już koniec – bąknął mój brat zeskakując ze stołka mój brat zabijając to pozytywne wrażenie jakie pozostawił poprzednim pytaniem.

- Koniec – powiedziała babcia.

Mój brat wybiegł na dwór z trzaskiem zamykanych drzwi. Ja zostałem patrząc na znów krzątającą się po kuchni babcię. Przez chwilę robiła swoje. Próbowała zupy z wielkiej łyżki. Posoliła ją dla smaku. Wreszcie nie wytrzymała i spojrzała na mnie

- Koniec... – mój głos zawisł pomiędzy nami.

Dzieliły nas lata świetlne życiowych doświadczeń. Jednak w tej krótkiej chwili, tym momencie, gdy spotkały się nasze spojrzenia poczułem ogromną bliskość do tej starszej pani, mojej babci.

- Zrozumiałem – powiedziałem.

Babcia uśmiechnęła się do mnie.

Kilka lat później w 1990 roku ta staruszka zmarła w szpitalu z powodu miażdżycy. Nie potrafiła wtedy już nikogo rozpoznać, żadnego ze swoich dzieci. Na szczęście nigdy mnie do tego szpitalu nie zabrano. W mych wspomnieniach dalej mieszka starsza siwa pani opowiadająca bajki o koguciku i jego przygodach, znane wszystkim baśnie i legendy oraz tą bajkę o dobrej dziewczynie. Nikt i nigdy nie poznał całej prawdy. Poza jej wnuczkiem. Mną. Dziękuję ci babciu za miłość do mnie, za miłość do bajek, którą mnie zaraziłaś.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Hubert Marianowicz 4 godz. temu
    Piękne przesłanie i mądry sentymentalny test. Pozdrawiam, zostawiam ocenę 5.
  • sarna23 godzinę temu
    A dziękuję, lata temu napisane w hołdzie babcinym bajkom opowiadanym mi i bratu za dzieciaka.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania