Bajka o młodym cesarzu
Siedział na tronie młodzieniec,
który na głowie miał wieniec;
Słowo jego prawdą było
wiele lat tak mu ubyło
Niebem mu był on sam
a inni byli wkoło tam
gdzie palec wyciągnięty miał
Gdy drzewo na drodze,
czy kamień na wodzie
przed nim stanęły
sprawił, on że one zniknęły
A gdy już u podróży był progu
sprawił, by wróciły do swojego domu
Nie był jednak szczęśliwy ten nasz młodzieniec
Raz nawet niemal zdjął z głowy swój wieniec
Gdy słońce nad głową młodzieńca raziło
on sprawiał, by to się magicznie zmieniło
Gdy okrutny deszcz kroplami o ziemie uderzał
na słowa młodzieńca w innym kierunku już zmierzał
Cóż miał kochać, czyżby sam siebie?
Czy Bóg chciał, by czuł się jak w niebie?
Czy może klątwę z nieba w ten rzucił,
żeby Adama winę za grzechy odkupił?
Taki to los miał nasz młodzieniec
Czy był z niego jaki szaleniec?
Że płakał nad wielkimi darami losu tego,
za które inny oddał by wszystko co jego
Zdjął więc młodzieniec koronę nocy owej,
kiedy księżyc był w poświacie czerwonej
Wnet z nieba rozgrzana kula gorąca,
lecąca najpewniej od ognistego słońca,
z hukiem przez okno do jego komnaty,
uderzyła go w serce, w sam środek ornaty
Morał z tej bajki wynika,
kto drogi niebieskiej unika,
ten drogą ową niebieską
gotuje sobie mękę bezkresną,
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania