Ballada o kawałku drewna

Widzisz ten stary dworek? Tam, na wzgórzu. Granatowe okiennice zdają się mrugać, gdy przyglądasz im się zbyt długo. Do drzwi domu zachęcająco prowadzi wąska aleja. Idąc nią, mijasz agrestowe krzewy i dojrzałe jabłonie. Zawsze uważałem, że to piękna posiadłość. Nic dziwnego, że młode małżeństwo z dwójką dzieci zainteresowała ta urokliwa ruina. Nazywali się, bodajże, Stolarz. Wprowadzili się na wiosnę, a remonty trwały miesiącami. To oni zdecydowali o kolorze okiennic.

 

Ale do rzeczy.

 

Z sieni, drzwiami na prawo, wchodzi się do salonu z wzorzystym dywanem. I tam, nad kominkiem, wisiała bukowa półka z esami-floresami. Poprzedni lokatorzy nabyli ją w antykwariacie. Miała takie nieduże wgniecenie, na rancie.

Stolarz chciał zatrzymać ten staroć. Stolarzowa twierdziła, że kłóci się z estetyką wnętrza. Ale, w ostateczności uległa mężowi.

Mężczyzna postawił na niej trofea sportowe, które stały się bohaterami anegdot podczas licznych spotkań towarzyskich. Półka też przewijała się w tych opowieściach — sam słyszałem. I tak niszczał ten antyk. Pokrywały go rysy. Lakier odfruwał przy dotyku.

W koncu nieugięta Stolarzowa przekonała męża do zakupu szklanej gabloty. Nowoczesnej, z podświetleniem. Mówiła, że będzie wyglądać jak wystawa w muzeum sportu. Sądząc po jej uśmiechu, wyglądała na zadowoloną, że ta staroświecka półka wreszcie zniknie.

Zdjąłem ją ze ściany i tymczasowo oparłem o kompostnik.

Kosząc trawę, zauważyłem Oliwię — starszą córkę Stolarzów. Złote dziecko. Rozmawiałem z nią raz, o jabłkach. Ciągnęła za sobą ten mebel z powrotem do domu.

Stolarzowa dumnie wspominała, że Oliwia sama usunęła stary lakier z półki. Pomalowała ją farbą w kolorze spokojnego nieba i powiesiła nad swoim łóżkiem. Po jej lewej stronie postawiła lampkę, po prawej — porcelanowego słonika. Miejsce pomiędzy zapełnił szereg książek. Półka nadała pokojowi rustykalnego stylu z odrobiną wiejskiego folkloru — ciagnęła Stolarzowa.

 

Mijały lata.

 

Jesienią Stolarz otrzymał propozycję objęcia wysokiego stanowiska w innym mieście. Wyprowadzili się w ciągu dwóch miesięcy, zostawiając za sobą trochę wspomnień, rupieci i tę błękitną półkę. Oliwia rozważała zabranie jej ze sobą, ale Stolarzowa nie zgodziła się.

 

Przez rok dom stał pusty.

 

W jeden z niedzielnych poranków nowi mieszkańcy wkroczyli na agrestową aleję. Zapach dojrzewających jabłek wiódł ich ku frontowym drzwiom. Wnętrze dworku zaczarowało ich w sekundzie. I choć pani Anastazja często narzekała na kolor tapet w sypialni, z jakiegoś powodu nigdy ich nie zdjęła.

Wnuczek pani Nastki zamieszkał w dawnym pokoju Oliwii. Zdolny majsterkowicz, często pomagał mi przy drobnych naprawach — miał do tego smykałkę.

Wkrótce półka stała się cmentarzyskiem przedmiotów zapomnianych: starych czasopism, nadajników i zużytych baterii. Dźwigała ten ciężar w lekkim grymasie. Czasami chłopak stawiał na niej radio i włączał muzykę. Wtedy drgała w rytmie basu, a wokół niej podskakiwał kurz. Któregoś dnia pękła i spadła.

Oparłem ją o kant domu z myślą, że zajmę się tym później. Oddalając się, zerknąłem w jej stronę i zrobiło mi się żal. Nadal była piękna, starodawna — takich już nie robią.

Tej nocy przyszła niesłychana wichura. Wiatr z deszczem, w brawurowym uścisku, wyginały drzewom gałęzie i składały dachy. W dwójnasób porwały zniszczony mebel do szalonego tańca, hulały z nim chwilę, a potem porzuciły go na brzegu rzeki. Niedaleko stąd — widziałem go obok tej skarpy.

Leżał tam miesiącami, kołysany słodkimi falami. Mokry piasek przywarł do niego mocno, a w szczelinach ugrzęzły gałęzie i liście. Od czasu do czasu ślimak przysiadał na nim na chwilę, aby rozważyć dalszy kierunek wędrówki.

 

Spacerując w najdłuższy dzień lata, zauważyłem, jak przechodząca tamtędy para wyciągała postrzępiony fragment półki z wody. Wycięli na nim koślawe inicjały i zakopali jako symbol cichej obietnicy. Klęcząc, podarowali sobie pocałunek.

 

I tak stoi tu od lat. Zarasta mchem. Okazjonalnie odpoczywają na nim ptaki. Niestrudzenie zwiedzają go mrówki. Czasami chowa się w długiej trawie.

A kiedy ktoś tędy przechodzi, patrzy na inicjały i — tak jak ja — snuje swoją wersję ballady o kawałku drewna, który kiedyś mógł być półką. A może nigdy nią nie był. Kto to wie?

Średnia ocena: 3.4  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Grisza 4 miesiące temu
    Sentymentalne. Ale może właśnie dlatego mnie się podoba. Bo ja de facto jestem sentymentalny...
    I jeszcze jedno - bezbłędnie napisane. To dzisiaj taka rzadkość...
  • Mona Demona 4 miesiące temu
    Tak, sentymentalne :) Dziekuję, że zauważyłes. Pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania