Ballada o tych, co liczą
Na wzgórzu śnią się sztandary –
pilne jak koniec udręki
Gdy lud się modli o strawę,
pod stołem nóż szuka ręki
A w dole cisza – tak cicha,
że aż się krzyczy z przejęcia
Uśmiech nad stołem się ściele,
pod stołem złoto do wzięcia
Moralność? – to słowo z bajki,
co dzieciom szeptać wypada
Lecz tu, gdzie świat się zatrwożył,
ma swoje prawa gromada
Złoto w kieszeni już dzwoni,
gęby wołają o cnotę
I nikt nie pyta o prawdę –
można oszukać hołotę
Więc pijmy za tych, co liczą –
liczbami kładą nam losy
Za ręce, co w blasku głaszczą,
a w cieniu wiodą pod kosy
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania