Ballada o zombi z puzonem

Idzie przez miasto z puzonem zombi

i głośno w ten puzon swój trąbi.

Hymn na cześć sztuki, na trzy czwarte,

i krzyczy: el viva l’arte!

 

Usiadło zombi gdzieś w parku, przy kwiatkach.

Przybiegła jakaś dzierlatka

i rzecze do niego w te słowa radosne,

tak mają dzierlatki na wiosnę,

 

— Gdy grasz swe melodie na złotym puzonie,

ma dusza w zachwytach tonie.

Te frazy, melodie są wręcz znakomite,

ja chyba kupię twą płytę.

 

Nadęło się zombi,

by zagrać dzierlatce

pieśń najpiękniejszą ze wszystkich:

 

że góry, że morze, że dal purpurowa,

że kwiaty, że drzewa, że listki.

 

Dmuchało w instrument, zachwytem niesione,

w te mole, te dury radosne.

Dzierlatka zaś stała jak oniemiała —

bo one tak mają na wiosnę.

 

Aż raptem nabrało powietrza haust wielki,

znienacka pękły mu szelki,

odpadła mu ręka, głowa i dupa…

nie będzie artysty z trupa.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania